Britney Spears kończy 44 lata, a jej historia to wciąż jeden z najbardziej spektakularnych i jednocześnie najbardziej bolesnych rozdziałów współczesnej popkultury. Wokalistka spędziła ponad połowę życia w blasku fleszy. Ameryka poznała ją, gdy miała zaledwie 11 lat, jako jedną z uczestniczek reaktywowanego "Klubu Myszki Mickey", gdzie występowała ramię w ramię z przyszłymi gwiazdami: Christiną Aguilerą, Justinem Timberlakiem czy Ryanem Goslingiem.
Prawdziwy przełom przyniósł rok 1998 i singiel "...Baby One More Time". Świat dosłownie oszalał na punkcie nastolatki przebranej za niesforną uczennicę, a media w ekspresowym tempie ochrzciły ją mianem "księżniczki popu". Im większe sukcesy odnosiła, tym silniej nakręcała się "Britney-mania", a jednocześnie coraz brutalniej traktowano ją w prasie. Młodziutka Spears musiała mierzyć się z pytaniami, które dziś byłyby absolutnie nie do pomyślenia: tymi dotyczącymi jej biustu czy życia intymnego, w tym utracenia dziewictwa. W pewnym sensie stała się jedną z pierwszych ofiar mainstreamowych mediów, symbolem epoki, w której dopiero uczono się, czym są granice.
Rok 2007 przyniósł dramat w życiu osobistym supergwiazdy. Mając zaledwie 25 lat, Britney przeżyła publiczne załamanie nerwowe. Świat obserwował z niezdrową fascynacją, jak goli się na łyso, rozwodzi z Kevinem Federlinem i prowadzi z nim sądową batalię o opiękę nad dwoma malutkimi synami: Seanem Prestonem i Jaydenem Jamesem.
W lutym 2008 roku Spears objęto kuratelą, a jej ojciec, Jamie Spears, przejął pełną kontrolę nad jej życiem i majątkiem. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak ratunek, powrót do stabilności po burzliwym okresie. Artystka powróciła do studia nagraniowego, wydawała hit za hitem, a trasa dedykowana krążkowi "The Circus Starring: Britney Spears" była najbardziej dochodowym tournée 2009 roku. Lata później okazało się jednak, że za drzwiami luksusowej rezydencji rozgrywał się jeden z największych dramatów w historii show-biznesu, nazwany przez Madonnę "współczesnym niewolnictwem". Kuratela, która miała być ochroną, stała się udręką.
Britney Spears: życie po kurateli
Koszmar Britney trwał blisko 14 lat. Jedna z największych gwiazd popu, znana niegdyś z dopracowanych występów, podczas których tryskała energią, funkcjonowała jak robot, nie mając żadnej kontroli. W tym czasie zmuszano ją do koncertowania, nagrywania kolejnych albumów i angażowania się w poboczne projekty, takie jak jurorowanie w "X Factorze" czy firmowanie perfum i linii bielizny własnym nazwiskiem. Choć Spears generowała milionowe zyski, sama nie miała dostępu do zarobionych przez siebie pieniędzy. Odebrano jej podstawowe prawa, w tym możliwość podejmowania decyzji dotyczących zdrowia, kariery i życia osobistego.
W 2019 roku, gdy piosenkarka niespodziewanie odwołała serię koncertów w Las Vegas i zniknęła z przestrzeni publicznej, fani zaczęli podejrzewać, że za kulisami dzieje się coś znacznie poważniejszego. Teorie, które początkowo wydawały się brzmieć jak urojenia przewrażliwionych wielbicieli, szybko okazały się przerażającą prawdą: Britney została przymusowo umieszczona w ośrodku psychiatrycznym, wbrew własnej woli.
To właśnie oddolny ruch #FreeBritney doprowadził do przełomu. Fani, aktywiści i prawnicy, którzy nagłaśniali sprawę, uratowali gwieździe życie. W listopadzie 2021 roku, niespełna pół roku po wstrząsającym przemówieniu sądowym, w którym piosenkarka ujawniła nadużycia ze strony ojca, kuratela została zakończona. Britney po raz pierwszy od lat odzyskała wolność.
W 2022 roku Spears triumfalnie powróciła na listy przebojów dzięki duetowi z Eltonem Johnem, "Hold Me Closer", udowadniając, że wciąż jest marką samą w sobie. Dziś otwarcie przyznaje, że nie planuje powrotu na scenę. Chce żyć na własnych zasadach i po raz pierwszy od dawna naprawdę może to zrobić.