Spis treści
W 70. Konkursie Piosenki Eurowizji weźmie udział tylko 35 uczestników - najmniej od 2003 roku, co jest efektem rezygnacji pięciu nadawców publicznych w związku z dalszą obecnością w stawce Izraela. Choć organizatorzy przekonują o apolityczności widowiska, krytyka Eurowizji nie ustaje. Do ubiegłorocznego wyniku izraelskiej propozycji oraz wcześniejszych sukcesów Ukrainy odniosła się w mocnych słowach przedstawicielka telewizji w Słowenii, która zrezygnowała z występu w tym roku.
Eurowizja dalej z Izraelem. Rok temu był zwycięzcą publiczności
W grudniu członkowie Europejskiej Unii Nadawców (EBU) - organizatora Eurowizji, zdecydowali o przyjęciu zmian w systemie głosowania, które między innymi zmniejszyły liczbę głosów możliwych do oddania z jednego urządzenia. Głosowanie nadawców było tak skonstruowane, że zgoda na zmiany w zasadach automatycznie oznaczała brak kolejnego głosowania nad udziałem izraelskiej telewizji KAN w imprezie. Dopuszczenie do ponownego startu Izraela spowodowało największy w historii Eurowizji bojkot.
W ubiegłym roku reprezentantką kontrowersyjnego kraju była ocalała z ataku Hamasu na festiwal Nova wokalistka Juwal Rafael. Z piosenką "New day will rise", cytującą biblijną "Pieśń nad pieśniami", zdobyła najwięcej punktów od telewidzów i zajęła drugie miejsce. Do kwestii tego utworu powróciła w podcaście BBC "The Inquiry" Natalija Gorščak, szefowa zarządu telewizji słoweńskiej, która bojkotuje Eurowizję 2026.
"Piosenka nie była bezpośrednio polityczna, ale była symboliczna i wykonawczyni była symboliczna. Występ Izraela powiedział nam wszystko. Nadal uważamy, że to było polityczne, nawet jeśli według reguł EBU nie było. Od razu potem dostaliśmy mnóstwo protestów do fanów, którzy mówili, że nie powinniśmy być na jednej scenie z Izraelem" - powiedziała.
Ukraina nie powinna wygrywać? "Jeśli jesteś ofiarą, każdy na ciebie zagłosuje"
Co więcej, Gorščak zajęła stanowisko w sprawie szeroko pojętej polityczności wydarzenia, wracając do zwycięstwa Ukrainy w 2022 roku. Zespół Kalush Orchestra na niespełna trzy miesiące po pełnoskalowej inwazji Rosji otrzymał rekordowo wysokie poparcie publiczności. W rozmowie z "The Inquiry", Słowenka wprost stwierdziła, że Ukraina nie powinna była wygrać Eurowizji 2022.
Podobnie jak wcześniej hiszpański nadawca RTVE, słoweńskie RTV SLO uważa, że kraje pozostające w konfliktach zbrojnych zyskują w głosowaniu widowni. Jak oceniła Gorščak, bycie ofiarą wojny przyciąga głosy poparcia i nie jest sprawiedliwe względem innych uczestników. Podkreśliła, że w EBU powinna odbyć się debata na temat formy udziału uczestników konfliktów politycznych w Eurowizji. "The Inquiry" otrzymało od EBU odpowiedź, że jest organizacja jest otwarta na wysłuchanie opinii swoich członków. Warto jednak przypomnieć, że słoweńska telewizja dwa razy wysłała do EBU list z wieloma pytaniami w kwestii polityki czy potencjalnych manipulacji w głosowaniu, ale nie doczekała się odpowiedzi.
"To było polityczne i myślimy, że nie powinno było się wydarzyć. Polityka i polityczny aktywizm w tej formie - nie powinniśmy tego tolerować. To nie jest okej, jak i po prostu nie jest sprawiedliwe. Jeśli jesteś ofiarą, każdy na ciebie zagłosuje. Reprezentant Wielkiej Brytanii jest świetny, ale nie jest wybrany [jako zwycięzca - przyp. red.] - dlaczego? Bo jest też reprezentant państwa, które jest ofiarą. Kiedy mamy polityczny konflikt, powinniśmy naprawdę przemyśleć to, czy reprezentanci agresora i ofiary mogą być zaangażowani oraz w jaki sposób mogą być zaangażowani. To debata, która oczywiście powinna się odbyć w Europejskiej Unii Nadawców" - stwierdziła Słowenka.
Polecany artykuł:
Polityczna atmosfera w konkursie. Słowenia przypomina też poprzednie zwycięstwo Ukrainy
Gorščak zdradziła ponadto, że interweniowała na forum Eurowizji już w 2016 roku, po poprzednim triumfie Ukrainy. Wówczas europejska publiczność oddała najwięcej punktów reprezentantowi Rosji, ale to Jamala w ukraińskich barwach okazała się ostateczną zwyciężczynią z utworem "1944". Piosenka została oficjalnie zatwierdzona przez EBU jako zgodna z zasadami, ponieważ dotyczyła wydarzeń historycznych - wysiedleń Tatarów Krymskich w 1944 roku, a nie bieżącej polityki.
Przedstawicielka RTV SLO zauważyła, że nikt nie wziął na serio jej opinii po Eurowizji 2016, zaś kiedy doszło do eskalacji wojny - wszyscy nawoływali do wykluczenia Rosji, nie zastanawiając się od razu nad tym, jak reagować na potencjalne konflikty polityczne w kolejnych latach.
"Kiedy naprawdę polityczna piosenka wygrała, osobiście ostrzegałam Producenta Wykonawczego. Nikt mnie jednak nie traktował poważnie. Mówiłam kolegom: posłuchajcie, nie będzie z tego nic dobrego przez polityczne napięcia między Rosją a Ukrainą, uważajcie i może spróbujcie rozwiązać tę kwestię. Oczywiście, kiedy Ukraina została zaatakowana, od razu każdy mówił, że Rosja musi być wykluczona, ale nikt nie mówił już o tym, co się stanie w podobnych sytuacjach. Teraz to nie jest to samo, oczywiście, ale to podobny przypadek" - dodała.
Eurowizja 2026 - najważniejsze informacje
70. Konkurs Piosenki Eurowizji odbędzie się w dniach 12, 14 i 16 maja. Wokaliści powalczą o kryształowy mikrofon w hali Wiener Stadthalle w Wiedniu, ponieważ to właśnie Austria wygrała ubiegłoroczne zmagania. W tym roku na scenie zobaczymy delegacje zaledwie z 35 państw. Polskę reprezentuje Alicja Szemplińska z utworem "Pray".