Spis treści
Stanisława Celińska w ostatnim wywiadzie o swoim odejściu. Zaskakujący dystans
Niedługo przed swoim odejściem Stanisława Celińska podzieliła się swoimi przemyśleniami z pełnym spokojem. Zabrakło w nich strachu przed nieuniknionym końcem. Artystka opisywała siebie jako osobę, która oswoiła zjawisko upływającego czasu. Skupiła się na uczuciach i wierze, traktując to jako grunt, gdy powoli dobiega koniec jej drogi.
Zobacz też: Stanisława Celińska nie żyje. Odeszła wielka gwiazda!
Wspomnienia bez paniki. Stanisława Celińska ufała Bogu
Aktorka przyznawała, że jej percepcja rzeczywistości przeszła wyraźną transformację z biegiem lat. Podstawą jej harmonii i opanowania stała się wiara. Otwarcie nawiązywała do faktu, że to nie fizyczna śmierć spędzała jej sen z powiek. Zmartwieniem była perspektywa nagłego urwania bezpośredniego związku z otaczającymi ją ludźmi i przyrodą.
Zobacz też: Niepokojące wieści. Stanisława Celińska bardzo cierpi i odwołuje koncerty. Potrzebna operacja
"Na nowej płycie śpiewam, że nie będę żałowała ani kariery, ani sławy, że "nic nie wywoła mojego smutku, prócz tej stokrotki w moim ogródku". Najbardziej chyba będzie mi brak dotyku. Choć może, gdy wyruszymy w tę "niebieską podróż", przekroczymy fizyczność? Będziemy ponad to?" - mówiła Celińska w wywiadzie dla więź.pl.
Dodatkowo Celińska skłaniała się ku wizji życia, które w jakimś stopniu trwa również poza fizycznymi wymiarami. Zwracała uwagę, by partner życiowy nigdy nie przysłonił obecności siły wyższej w hierarchii wartości. To właśnie według artystki warunkowało zachowanie wewnętrznego spokoju wobec nieuchronnego bólu po rozstaniach i stracie, stając się częścią sensu, którego szukała przez całe życie.
Zobacz też: Poruszające słowa menadżera po śmierci Stanisławy Celińskiej. Przerwał milczenie
"Tak mi podpowiedziało doświadczenie. To bardzo trudne - odejść lub pozwolić odejść, zwłaszcza gdy tego kogoś uznajemy za miłość naszego życia (...). Jeżeli dwoje ludzi się kocha i wierzy w Boga, to stawia Go na pierwszym miejscu i nie czyni Bogiem drugiego człowieka. Taka jest właściwa hierarchia, wówczas wszystko się dobrze układa. Jeśli ukochany odejdzie, będę cierpiała, będzie mnie ogromnie bolało, ale świat się nie skończy, nie umrę. Sens jest gdzie indziej. Nie znika, jak wierzę, nawet w momencie śmierci" - powiedziała Celińska w rozmowie z portalem więź.pl.