Spis treści
- Tobias Lindholm o serialu "Dochodzenie". Skandynawski kryminał wchodzi do Polski
- Tobias Lindholm o przyszłości serialu "Mindhunter". Twórca wspomina współpracę z Davidem Fincherem
- Twórca "Na rauszu" o problemie alkoholowym. Tobias Lindholm ocenia współpracę z Madsem Mikkelsenem
- Tobias Lindholm o Donaldzie Trumpie i Grenlandii. Duńczyk krytycznie o mediach społecznościowych
Tobias Lindholm o serialu "Dochodzenie". Skandynawski kryminał wchodzi do Polski
Dziennikarka "Super Expressu" na początku rozmowy zauważyła, że polska publiczność darzy ogromną sympatią mroczne produkcje telewizyjne pochodzące z krajów nordyckich, takich jak Dania, Norwegia czy Finlandia. Przedstawicielka redakcji zapytała duńskiego scenarzystę, czy jego najnowsze dzieło, które właśnie debiutuje na polskim rynku, wyróżnia się na tle dotychczasowych skandynawskich hitów telewizyjnych.
- Myślę, że tak. Wpisuje się w tradycję skandynawskich opowieści kryminalnych, ale jest jeden ważny element, który został pominięty, co odróżni go od, jak sądzę, każdego innego serialu kryminalnego, który widzieliście. Czuję bardzo mocno na barkach ciężar i jestem pod wpływem skandynawskiej tradycji, która w moich oczach zaczęła się od dziesięciu pierwszych książek o Becku w latach 70. Więc ten sposób opowiadania, gdzie bohaterowie odzwierciedlają społeczeństwo, w którym żyją, jednocześnie angażując się w zbrodnię, jest, jak czuję, moją inspiracją do śledztwa.
W dalszej części wywiadu poruszono kwestię wyjątkowej oprawy wizualnej nowej produkcji. Redaktorka gazety zwróciła uwagę na niezwykle surową estetykę obrazu, która pozbawiona jest zbędnych ozdobników i widowiskowych sekwencji, co w zamyśle ma pozwalać widzowi całkowicie zanurzyć się w prezentowanej intrydze kryminalnej.
- Tak, tak, to wszystko jest bardzo szczere. Serial nazywa się "Dochodzenie" i jest o dochodzeniu. Nie jest o zbrodni. Więc w ten sposób się wyróżnia. Nie chodzi o sprawcę. Chodzi o ludzi, którzy wykonują swoją pracę w śledztwie i przynajmniej ja czułem, nadal czuję, że ten gatunek true crime, który pojawił się znacznie później niż skandynawski noir, ale który jest bardzo zafascynowany zbrodnią, jakąkolwiek by ona nie była, jest bardzo zafascynowany sprawcą, kimkolwiek by on nie był. Przynajmniej dla mnie jest to trochę puste. To jak jedna wielka, czarna, ciemna przestrzeń bez prawdziwej substancji. I tak poczułem, że przy "Dochodzeniu" musiałem odciąć się od gatunku true crime i zamiast tego skupić się na tym, co można by nazwać prawdziwym dochodzeniem. Znacznie bardziej inspirowałem się Sherlockiem Holmesem lub innymi opowieściami detektywistycznymi, które są zafascynowane nauką i metodologią stojącą za dochodzeniem w takiej zbrodni, a nie tylko zafascynowane ciemnością czy okrucieństwem zbrodni.
Rozmowa zeszła również na temat ogromnego międzynarodowego przeboju platformy Netflix "Mindhunter", który zyskał ogromne uznanie także nad Wisłą.
Zobacz również: Mindhunter ONLINE. Gdzie oglądać serial za darmo?
Dziennikarka "Super Expressu" zapytała, czy praca przy tak głośnym tytule wywołała u twórcy stres związany z koniecznością utrzymania równie wysokiego poziomu w najnowszym projekcie telewizyjnym.
- Wiesz, czułem, że pod wieloma względami wiele się nauczyłem, robiąc "Mindhunter", i myślę, że pod wieloma względami w tym serialu też nie chodziło też o samą zbrodnię. Było wiele wywiadów z ludźmi, którzy zabili ludzi, ale nigdy tak naprawdę nie widziałeś, przynajmniej w sezonie, w którym brałem udział, żadnego okrucieństwa. Wszystko było bardziej wyobrażeniem okrucieństwa. Więc tak, nie wiem, czy czułem presję, ale zdecydowanie czułem, że wiele się nauczyłem z "Mindhuntera", co starałem się wnieść do "Dochodzenia".
Warto w tym miejscu przypomnieć, że telewizyjne opowieści o brutalnych zbrodniach niezmiennie przyciągają przed ekrany rzesze widzów, a produkcje dokumentujące poczynania seryjnych morderców cieszą się niesłabnącą popularnością wśród fanów mocnych wrażeń.
Zobacz również: Seriale o seryjnych mordercach - najlepsze produkcje o psychopatach
Tobias Lindholm o przyszłości serialu "Mindhunter". Twórca wspomina współpracę z Davidem Fincherem
Przedstawicielka mediów zauważyła, że hitowy serial opowiada o znanych z literatury faktu i innych programów mordercach, jednak ukazuje ich z zupełnie innej, nieznanej dotąd perspektywy. Dziennikarka chciała dowiedzieć się od filmowca, czy taki nowatorski sposób narracji był świadomym zabiegiem artystycznym od samego początku prac nad produkcją.
- "Dochodzenie"? A, nie, "Mindhunter". Napisałem i wyreżyserowałem dwa odcinki. Więc "Mindhunter" był w dużej mierze projektem Davida Finchera, a potem on zaprosił mnie do udziału w nim. Wiele się z niego nauczyłem. Czułem, że "Mindhunter" jest i był w swojej istocie portretem ludzkiej potrzeby i fascynacji ciemnością. Mhm. Odzwierciedlonej w tych dwóch agentach FBI. I czułem, że "Dochodzenie" było prawie, wiesz, przeciwieństwem. To była fascynacja nie ciemnością, ale światłem, które towarzyszy śledztwu. To jest inna strona tego.
Kolejna kwestia poruszona przez autorkę wywiadu dotyczyła przyszłości niezwykle popularnej amerykańskiej produkcji. Dziennikarka "Super Expressu" wspomniała o niegasnącym zainteresowaniu wiernych fanów ewentualną kontynuacją serii o specjalistycznych profilerach z Federalnego Biura Śledczego.
"Nie, nie, idealnie. Chętnie porozmawiam o "Mindhunterze"."
W związku z entuzjazmem rozmówcy padło bezpośrednie pytanie o ewentualne powstanie kolejnych epizodów uwielbianego przez widzów serialu. Twórca został również zapytany o to, czy miałby osobistą ochotę ponownie zaangażować się w ten głośny projekt, gdyby ostatecznie zapadła decyzja o jego wznowieniu.
"- Myślę... mam nadzieję, jestem wielkim fanem. Mam nadzieję, że zrobią trzeci sezon. Albo film, albo cokolwiek z nim. Czuję, że to tak bardzo uniwersum Davida Finchera, więc on mnie już nie potrzebuje. Jakaś inna młoda osoba może przejąć, a ja mogę skupić się na swoich własnych filmach, ale jako fan mam nadzieję, że zrobią kolejny sezon. Uwielbiałem nad tym pracować i uwielbiałem to oglądać."
Twórca "Na rauszu" o problemie alkoholowym. Tobias Lindholm ocenia współpracę z Madsem Mikkelsenem
W dalszej części rozmowy redaktorka "Super Expressu" nawiązała do wspólnych projektów artysty z uznanym aktorem Madsem Mikkelsenem, które zyskały ogromne uznanie na całym świecie. Dziennikarka wspomniała o niezwykłej popularności odtwórcy głównej roli w przestrzeni wirtualnej, ze szczególnym uwzględnieniem słynnej sekwencji tanecznej z nagrodzonego Oscarem obrazu, która w krótkim czasie stała się absolutnym internetowym hitem.
"- Nie wiedziałem, właściwie zostawiłem media społecznościowe za sobą. Złościłem się każdego ranka, kiedy patrzyłem na media społecznościowe, więc postanowiłem je opuścić. Ale jestem świadomy, że zwłaszcza taniec jest ikonicznym momentem w cudownym filmie i nie jestem zaskoczony, jeśli stał się wiralem i zamienił się w mema. Wiesz, współpraca, którą miałem z Thomasem Vinterbergiem i Madsem Mikkelsenem przy "Polowaniu" i "Na rauszu" była, wiesz, bardzo bliska mojemu sercu. Była cudowna. Obaj są wspaniałymi, wspaniałymi artystami i nie jestem zaskoczony, że Mads stał się wiralem. Tak, to ma sens."
Dziennikarka przywołała również popularną w filmowych kuluarach anegdotę dotyczącą wyboru obsady do tego skandynawskiego przeboju kinowego. Przedstawicielka prasy poprosiła o stanowcze zweryfikowanie pogłoski, według której ostateczna decyzja o angażu wynikała z tanecznej przeszłości cenionego na świecie gwiazdora.
"- Myślę, że jest odwrotnie. Już wiedzieliśmy, że Mads zagra tę rolę. Ale ponieważ jest tancerzem, napisałem dla niego sceny taneczne. Więc to już była jego rola, ale ponieważ jest tancerzem, postanowiliśmy dodać trochę tańca."
Kolejny wątek rozmowy dotyczył niejednoznacznego odbioru tego głośnego oscarowego dzieła przez międzynarodową publiczność. Autorka wywiadu zauważyła, że niektórzy widzowie mają spory problem z jednoznaczną interpretacją końcowego przesłania produkcji i zwyczajnie nie są pewni, czy twórcy chcieli ukazać pozytywne, czy też wyłącznie negatywne skutki spożywania napojów wyskokowych.
"- To jest... Cóż, mój ojciec zmarł z powodu picia, więc w ten sposób alkohol ma bardzo ciemną stronę, ale ja... ja też chętnie piję i lubię pić, kiedy świętuję, i widzę jakość lampki wina od czasu do czasu, kiedy jej potrzebujesz, albo dwóch. Więc myślę, że dwie rzeczy mogą być prawdziwe jednocześnie, a zwłaszcza w przypadku alkoholu jest tak, że, wiesz, Dania i zakładam, że Polska również, z mojej wiedzy o Polsce... Mamy silne kultury alkoholowe, gdzie ludzie w Danii lubią piwo i wódkę. Wyobrażam sobie wódkę i polskie piwo w Polsce i widzę w tym wiele zalet. To jest cały instrument społeczny do tworzenia, wiesz, społeczności. Ale oczywiście jest to również bardzo niebezpieczne dla niektórych ludzi i trzeba to traktować z szacunkiem, gdy się tego używa. Nie sądzę, żeby film dotyczył tego, czy to było dobre, czy złe. Chodziło raczej o to, że może być i dobre, i złe."
Redaktorka "Super Expressu" odniosła się bezpośrednio do lokalnych realiów, słusznie zauważając, że nad Wisłą filmy o tej trudnej tematyce zazwyczaj przybierają bardzo ponury ton i skupiają się niemal wyłącznie na destrukcyjnym wymiarze nałogu. Dziennikarka zapytała reżysera wprost, czy nie obawiał się ewentualnych zarzutów o promowanie nieodpowiedzialnych zachowań poprzez tak dosłowne ukazywanie radosnych momentów wynikających ze stanu upojenia alkoholowego.
"- Nie, nie sądzę. Myślę, że tworzenie sztuki o życiu i opowieści o życiu to jest to, co robimy, a gdybym opowiadał tylko historie o tym, jak ciemny i niebezpieczny jest alkohol, nie mówiłbym prawdy. Odzwierciedlałbym jakieś przesłanie polityczne i byłbym, wiesz, hipokrytą, bo znam sekret. Wiem, że alkohol może być też wspaniały i cudowny, i magiczny, otworzyć ducha. Ale to nie znaczy, że nie jest niebezpieczny. To po prostu oznacza, że ma oba efekty i może, może to jest prawda o wszystkim, co jest naprawdę, naprawdę dobre, że ma też bardzo ciemną stronę. I że musimy o tym rozmawiać w ten sposób. Pamiętam, że myślałem, że wszystkie filmy były o tym, że alkoholik zawsze będzie smutną, samotną osobą mieszkającą w ciemnym mieszkaniu, siedzącą samotnie i pijącą się na śmierć. Ale kiedy rozejrzałem się po świecie, w którym jestem, widzę ludzi, którzy mogą być alkoholikami, ale zawsze piją, bo myślą, że mają coś do świętowania. Więc w ten sposób myślę, że nasze przedstawienie różnych sposobów używania alkoholu w "Na rauszu" jest bardziej prawdziwe niż większość filmów. Thomas Bo Larsen umiera z tego powodu. Mads rujnuje sobie życie i musi walczyć, żeby je odzyskać. Magnus przechodzi przez walkę z łatwością i takie jest życie. Ktoś upada i uderza się, ktoś zawsze jest na szczycie i myślę, że to jest jedyny sposób na opowiadanie historii, zamiast zawsze robić rzeczy lepszymi, niż są, albo gorszymi, niż są."
Autorka rozmowy słusznie zauważyła, że bezkompromisowe ukazywanie skomplikowanych problemów z różnych, często skrajnych perspektyw to cecha charakterystyczna twórczości tego wybitnego duńskiego duetu. Jako sztandarowy przykład podała głośne "Polowanie", które jednocześnie bezlitośnie piętnuje niszczycielską siłę fałszywych oskarżeń o czyny pedofilskie, a z drugiej strony niezwykle trafnie dotyka bolesnego problemu braku zaufania społecznego wobec prawdziwych ofiar przemocy.
"- Zgadza się. Zgadza się, ale myślę, że to jest cel opowiadania historii – objąć i wyrazić złożoność życia."
W kontekście tak drażliwej i społecznie ważnej tematyki dziennikarka zapytała, czy tuż po oficjalnej premierze obrazu twórcy musieli mierzyć się z falą ostrej krytyki ze strony środowisk, które mogły poczuć się głęboko oburzone z powodu filmowego ukazania rzekomej ofiary w roli oszusta.
"- Nie, nie sądzę. Nie pamiętam tego w ten sposób. Myślę, że film został dobrze przyjęty i rozpoczął rozmowę o tym, czym jest prawda i jak wszyscy jesteśmy emocjonalni, i myślę, że ponieważ Thomas, reżyser, już wcześniej zrobił "Celebrację". Zrobił jeden film o ofierze, w ten sposób "Polowanie" było przeciwieństwem. To historia o facecie, który był ścigany przez to kłamstwo. Możesz to porównać do, wiesz, dzisiejszych fake newsów, gdzie kłamstwa rozprzestrzeniają się bardzo łatwo, i ważne jest, żeby kwestionować co jest prawdą, a co nie. Ale to było głównie spojrzenie na duńskie społeczeństwo i spojrzenie na to, co by się stało w małej duńskiej wiosce, gdyby takie kłamstwo wyszło na jaw. Jak wyrafinowani byśmy byli i jak szybko zamienilibyśmy się w średniowieczną wioskę na polowaniu na czarownice?"
Warto przy tej okazji zaznaczyć, że duński aktor zyskał ogromną, niezwykle wierną rzeszę fanów w naszym kraju, co najlepiej udowadnia jego bezpośredni udział w jednej z wysokobudżetowych, rodzimych produkcji kinowych. Zatrudnienie artysty tego światowego formatu było dla wielu polskich twórców spełnieniem zawodowych marzeń.
Tobias Lindholm o Donaldzie Trumpie i Grenlandii. Duńczyk krytycznie o mediach społecznościowych
Pod koniec spotkania rozmowa nieoczekiwanie powróciła do porzuconego wcześniej wątku codziennego funkcjonowania w cyfrowej rzeczywistości. Dziennikarka "Super Expressu" podzieliła się własnym doświadczeniem związanym z całkowitą rezygnacją z popularnego serwisu społecznościowego z powodu przytłaczającego nadmiaru negatywnych emocji. W kontekście wcześniej wspomnianych dezinformacji zapytała artystę, czy głośne i wysoce kontrowersyjne wypowiedzi Donalda Trumpa dotyczące potencjalnego zakupu Grenlandii miały bezpośredni, katalizujący wpływ na jego stanowczą decyzję o odcięciu się od wirtualnego świata.
- Nie, zrezygnowałem z mediów społecznościowych na długo wcześniej, ale powiem, że Donald Trump zdecydowanie sprawiłby, że spojrzałbym w tę stronę. Nie jestem pod wrażeniem mediów w tej chwili, a zwłaszcza mediów społecznościowych. I tak, pod wieloma względami myślę, że to zdrowsze, jak dieta, jak dieta psychiczna. Zdrowsze jest trzymanie się z dala.
Na sam koniec obszernego wywiadu przedstawicielka polskich mediów poprosiła duńskiego twórcę o zajęcie wyraźnego stanowiska w sprawie niedawnych politycznych zawirowań wokół arktycznej wyspy. Dziennikarka trzeźwo zauważyła, że choć międzynarodowy szum medialny wokół tej nietypowej kwestii nieco ucichł, to złożony problem nadal budzi ogromne, nieskrywane emocje wśród całego skandynawskiego społeczeństwa.
"Nie wiem, co powiedzieć o tym, poza tym, że myślę, że ostatecznie to zależy od Grenlandczyków, co powinno się stać z Grenlandią. To niekoniecznie zależy od Danii czy od Trumpa. I myślę, że to niebezpieczne, jeśli sojusz NATO się rozpada, ale chyba to bardzo powszechna myśl. powszechna myśl. Um. Chyba to wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat, poza tym, że wydaje się, że komunikacja amerykańskiej administracji wydaje się bardzo agresywna i że musimy to chyba potraktować poważnie."
Najnowszą intrygującą produkcję kryminalną autorstwa wybitnego duńskiego filmowca można obecnie bez przeszkód obejrzeć w internecie. Omawiany skandynawski serial jest na ten moment w całości dostępny do darmowego streamowania na popularnych platformach oferujących materiały wideo na życzenie.
