Orlen Zastal wraca do gry o mistrzostwo
W Zielonej Górze rozegrano czwarte spotkanie finałowe. Orlen Zastal pokonał broniącą tytułu Legię Warszawa 85:73. Wygrana gospodarzy oznacza, że stan rywalizacji o mistrzostwo Polski wyrównał się i wynosi obecnie 2-2. Najskuteczniejszym zawodnikiem na parkiecie był Andrzej Mazurczak, który zdobył 21 punktów oraz zanotował trzy asysty.
Zespół z Zielonej Góry zaprezentował znacznie lepszą dyspozycję niż w przegranym starciu sobotnim. Kluczowa okazała się wyższa skuteczność rzutów za trzy punkty oraz pełna dominacja w zbiórkach. Do sukcesu w dużej mierze przyczynił się także Dwight Wilson, który po raz pierwszy w tej serii pojawił się na boisku. Amerykański środkowy zdobył 10 punktów i pięć zbiórek w zaledwie 14 minut.
- Myślę, że o sukcesie zadecydowała nasza energia. Wiedzieliśmy, że to nie będzie łatwy mecz. Graliśmy u siebie, chcieliśmy tu wygrać obydwa spotkania, ale w sobotę nie udało się. Dzisiaj był bardzo ważny mecz, żeby przedłużyć serię. I to zrobiliśmy. Każdy był skoncentrowany, zmotywowany, każdy miał dobrą energię. Znów pokazaliśmy, że nasz zespół ma charakter. W porównaniu z sobotnią przegraną, w której zdobyliśmy tylko 63 punkty, dziś przesądziła nasza skuteczność. Zdobyliśmy zdecydowanie więcej punktów, trafialiśmy za trzy. Mieliśmy też dobre reakcje pod koszem, wykorzystaliśmy przewagi, co owocowało zbiórkami w ataku. Każdy walczył o każdą piłkę. Myślę, że dużą rolę odegrał też nasz spokój, mieliśmy go więcej w tym meczu - ocenił Mazurczak w wypowiedzi dla Polsatu Sport.
- Przystąpiliśmy do tego meczu z dużo lepszą energią niż ostatnio. Wygraliśmy zbiórkę, co było kluczowe w pierwszym spotkaniu, bo skakali nam strasznie po głowach. Dzisiaj też tych błędów się nie ustrzegliśmy. Musimy utrzymywać koncentrację przez 40 minut. Dużo lepsza energia, małe korekty w taktyce. Najważniejsza jest gra bez piłki, bo wtedy kreujemy pozycje, także dla tych zawodników, którzy mają piłkę w rękach. Legia nie miała tej energii, którą pokazała w meczu numer 3. Cieszymy się, że doprowadziliśmy do remisu - analizował szkoleniowiec na pomeczowej konferencji prasowej.
- To super sprawa grać przed taką publicznością. Kibice zawsze dodają energii! Dzisiaj podnieśliśmy swoją fizyczność i pokazaliśmy, jak możemy być twardzi jako drużyna. Szczególnie w porównaniu do poprzedniego meczu. To błogosławieństwo, że mogłem pomóc drużynie w zwycięstwie. Trenerzy i koledzy z zespołu ciągle powtarzają, że mam być gotowy - przyznał Amerykanin.
Kiedy odbędzie się kolejne starcie w Warszawie?
Trener drużyny ze stolicy przyznał po końcowym gwizdku, że jego zawodnicy nie zaprezentowali odpowiedniej determinacji. Heiko Rannula podkreślił, że na trudnym terenie w Zielonej Górze zabrakło im siły oraz energii. Kapitan Legii, Andrzej Pluta, dodał z kolei, że problemy pojawiły się już w pierwszych minutach gry, a błędy w obronie pozwoliły rywalom na zdobycie wysokiej liczby punktów. Pluta był drugim strzelcem swojego zespołu, notując 14 oczek.
Rywalizacja w finale mistrzostw Polski koszykarzy toczy się do czterech wygranych spotkań. Piąty mecz zaplanowano na najbliższą środę w Warszawie o godzinie 20.15. Koszykarze stołecznego klubu liczą na to, że powrót do własnej hali pomoże im w odzyskaniu prowadzenia w serii. Najbliższe decydujące starcia bezpowrotnie wyłonią nowego mistrza kraju.
- Odpowiedzieli na ostatni mecz, spodziewaliśmy się tego. Nie pokazaliśmy dzisiaj energii i siły. Jeśli w takiej hali dostaną taką pewność siebie i emocje, to ciężko ich zatrzymać. A są przecież w finale z jakiegoś powodu. Dostaliśmy dzisiaj dobrą lekcję. We własnej hali również będziemy musieli znaleźć odpowiedź na ich grę. Jest 2-2, możemy zagrać nawet dwa mecze u siebie. Następne spotkanie będzie kluczowe - zaznaczył estoński szkoleniowiec.
- Od samego początku wyszliśmy trochę ospale. Zabrakło trochę energii, skuteczność też nie pomogła. To nie jest wymówka, w obronie też sobie nie poradziliśmy. Pozwoliliśmy, żeby Zastal zdobył 85 punktów, a szczególnie na wyjeździe ciężko coś na to wymyślić. Wracamy do Warszawy i mamy nadzieję, że znowu uda nam się objąć prowadzenie - podsumował rozgrywający, który w czwartym meczu finałowym był drugim strzelcem zespołu - zdobył 14 punktów, miał cztery asysty i dwie zbiórki.