Spis treści
Dominika Rybak o życiu w Polsce
Dominika Rybak zyskała ogromną popularność w mediach społecznościowych przez swoją szczerość. Dziewczyna opowiadała o swoim życiu w Szczecinie, w którym się wychowywała. Influencerka w rozmowie z VOX FM zdradziła, że choć obecnie nie jest związana z tym miastem i widzi jego wady, nie chce się o nim źle wypowiadac.
- Nie będę się źle wypowiadać na temat Szczecina, ponieważ w sumie lubię to miasto. Nie jest to jednak miejsce, w którym chciałabym spędzić resztę życia ani w którym na ten moment chciałabym mieszkać - wydaje mi się, że istnieją po prostu lepsze miejsca na planecie. Jeśli mam możliwość mieszkać tam, gdzie chcę i gdzie czuję się najlepiej, to tak czynię. Gdy byłam w Szczecinie na co dzień i spędzałam tam 7 dni w tygodniu, prawie 365 dni w roku, patrzyłam na nie troszeczkę inaczej niż teraz, gdy zjeżdżam raz na jakiś czas do rodziny. Mieszkając tam na co dzień, byłam trochę zmęczona i znudzona. Szczecin to miasto z bardzo dużym potencjałem, ale trochę niewykorzystanym. Mam wrażenie, że na przestrzeni ostatnich kilku lat troszkę się rozwinął, ale inne miasta w Polsce bardziej wykorzystały swój potencjał. Teraz, gdy przyjeżdżam raz na trzy miesiące do rodziny, wygląda to inaczej. Jest mi trochę lżej, bo miasto kojarzy mi się wyłącznie z czymś przyjemnym. A wcześniej, gdy tam siedziałam, chciałam być w innym miejscu - bardzo chciałam pomieszkać w Tajlandii i dążyłam tylko do tego, żeby to osiągnąć - powiedziała Rybak.
Dominika Rybak wyjechała do Tajlandii. Szczerze o formalnościach
Szczególnie szerokim echem w mediach społecznościowych obił się jej... wyjazd do Tajlandii. Spakowała męża i poleciała. Jednak nie wszystko było takie kolorowe. W rozmowie z VOX FM nie ukrywała tego, że szczególnie sporo papierologii pojawiło się wokół transportu jej ukochanych kotów. Nie zamierzała ich zostawiać w Polsce.
- Wydaje mi się, że jeśli ktoś porzuci kota, to z perspektywy jakiejś grupy ludzi będzie okej, ale gdyby ktoś porzucił dziecko, to już by nie było okej. Ja natomiast nie widzę żadnej różnicy między kotem a dzieckiem. Nie porzucasz stworzenia, za które bierzesz odpowiedzialność i dla którego jesteś wszystkim, bo jest od Ciebie zależne. Niezależnie od sytuacji, które wydarzą się w życiu, musisz trzymać się tego, co postanowiłeś, a postanowiłeś wziąć za nie odpowiedzialność - powiedziała Rybak dla VOX FM.
Przy wyjeździe z kotami, papierów jednak jest sporo.
- My wylecieliśmy w czerwcu 2025, a temat zaczęliśmy ogarniać jakoś w lutym 2025, żeby mieć zapas czasu. W pierwszej kolejności trzeba było wyrobić paszporty: pójść do weterynarza, ogarnąć czip i dwie szczepionki. Wszystkie informacje są w ambasadzie. Pomiędzy szczepionkami musi być 30 dni przerwy, stąd potrzebny zapas czasu. Gdy są dwie szczepionki i czip, paszporty obu kotów są gotowe. Później potrzebowałam pozwolenia na wjazd ze zwierzęciem na teren Tajlandii. Wysyła się prośbę na adres lotniska, na którym lądujesz. My celowaliśmy w Bangkok, więc tam to wysłaliśmy. Do tego trzeba było dołączyć paszporty kotów, nasze paszporty, a także potwierdzenie lotów. To jest w ogóle głupie, bo musisz mieć już kupione bilety, nie mając pewności, czy będziesz mogła zabrać zwierzę. To niestety dodatkowy stres. Musieliśmy mieć już zaklepaną podróż, żeby móc to udokumentować i żeby oni dali nam przyzwolenie na koty. Całość od pierwszego szczepienia do finalnego otrzymania pozwolenia zajęła nam trzy miesiące, więc nie tak źle. Jest przy tym trochę zachodu, a najgorsze było to, że mieliśmy już wszystko rozkminione i porezerwowane, a nie mieliśmy pewności, czy koty w ogóle polecą. Na szczęście w większości przypadków raczej nie ma z tym problemu. Najbardziej stresującym momentem było samo przekazanie kotów do samolotu i upewnienie się, że na pewno lecą z nami - podsumowała Rybak.