Margaret o akceptacji ciała i nowej piosence. To radosna "oda do tyłka"
Najnowszy singiel Margaret to powrót do radosnego, popowego grania, które ma zachęcać do cieszenia się chwilą. Artystka przyznaje, że tekst piosenki powstał z myślą o dziewczyńskim szykowaniu się na imprezę, wspólnym malowaniu i tańcu przed lustrem. Wokalistka nie ukrywa, że utwór jest bardzo bezpośredni i w pewnym sensie stanowi pochwałę cielesności, co sama żartobliwie nazywa odą do tyłka. Margaret podkreśla, że akceptacja siebie nie jest stanem stałym, ale procesem, nad którym trzeba pracować każdego dnia, zwłaszcza w dobie internetu.
Ja też staram się zawsze wracać do tego, że wiem, że to jest iluzja, że każdy z nas ma swoje jakieś problemy, ale chyba tak bym się odwróciła teraz od tych problemów, bo też ta piosenka jest tak... Wprost radosna. [...] Chcę się poczuć super i po prostu sobie tańczę, jednocześnie malując się przed wyjściem z moimi przyjaciółkami. To jest tego typu emocja, tego typu energia, z którą wchodzę w ten nowy rozdział muzyczny i cieszę się, że to jest takie wprost radosne – powiedziała Margaret.
Piosenkarka zauważa, że życie w świecie Instagrama często utrudnia polubienie siebie. Porównywanie się do idealnych zdjęć innych osób buduje w głowie fałszywy obraz rzeczywistości. Margaret chce, aby jej nowa muzyka pomagała słuchaczom poczuć się lepiej i dawała im czystą energię, bez szukania drugiego dna czy smutnych podtekstów, które często pojawiały się w jej wcześniejszych numerach.
Trzy części nowego albumu Margaret. Co oznaczają Body, Voice i Mind?
Nadchodząca płyta wokalistki będzie projektem koncepcyjnym, podzielonym na trzy oddzielne mini-albumy. Każdy z nich ma odpowiadać za inną sferę ludzkiego życia: ciało (body), głos (voice) oraz umysł (mind). Pierwsza część, którą promuje obecny singiel, skupia się na ruchu, tańcu i energii klubowej. Margaret zaznacza, że obecny etap jej twórczości to czas szukania życiowego centrum i godzenia ze sobą różnych wersji samej siebie. Gwiazda nie chce już wybierać między popem a rapem, lecz zamierza łączyć wszystkie dotychczasowe doświadczenia muzyczne.
Moje centrum teraz, w którym jestem, to jest właśnie te wszystkie rzeczy razem. W sensie, że to nie jest tak, że ja teraz skończę z popem i zaczynam nową erę rapową, że ja już jestem tym wszystkim i że ja już niczego nie zamykam, niczego nie kończę, z nikim się nie żegnam, tylko po prostu tak troszkę przytulam te wszystkie wersje siebie, które były wcześniej, które w sobie teraz odkrywam na nowo – wyjaśniła artystka.
Dla Margaret ten nowy podział na trzy części to również sposób na zachowanie równowagi psychicznej. Choć album zaczyna się tanecznie, w kolejnych etapach nie zabraknie głębszych przemyśleń i spokojniejszych brzmień. Piosenkarka uważa, że unikanie skrajności i trzymanie się środka jest najzdrowszym podejściem do życia i pracy twórczej.
Dlaczego Margaret boi się sprawdzać komentarze po premierze? Wybiera sadzenie kwiatów
Mimo wieloletniego doświadczenia na scenie, dzień premiery nowej piosenki wciąż jest dla Margaret ogromnym przeżyciem emocjonalnym. Wokalistka wyznała, że paradoksalnie bywa to dla niej moment smutny, ponieważ kończy się pewien intymny etap pracy nad utworem, a piosenka staje się własnością publiczną. Aby chronić swój dobrostan, artystka wypracowała specjalny system radzenia sobie ze stresem. Zamiast od rana czytać opinie w sieci, oddaje telefon komuś z zespołu i zajmuje się prostymi, domowymi czynnościami, takimi jak dbanie o rośliny.
W dzień premiery zazwyczaj staram się, nie zawsze mi się to udaje, ale staram się na przykład... odkładać telefon i w ogóle go nie mieć. I na przykład zawsze staram się, proszę kogoś, żeby ktoś inny włożył tego posta z mojego teamu. [...] No bo do momentu premiery to jest tak, że wow! Jeszcze nikt o tym nie wie, że jest taka ekscytacja, ten utwór jeszcze nie wyszedł i tak trochę nie wiadomo jak ludzie na niego zareagują. No a premiera to jest takie o, dobra, wszyscy wiedzą – mówiła Margaret.
Margaret stara się unikać tzw. górkowych emocji, czyli zbyt wielkiej radości z pochwał, która zawsze kończy się późniejszym spadkiem nastroju. Artystka porównuje wydanie nowej muzyki do porodu i podkreśla, że w tym czasie musi na siebie szczególnie uważać. Dopiero wieczorem, gdy pierwszy stres opadnie, dopytuje współpracowników o to, jak utwór został odebrany przez fanów.
Jak wydajesz numer i spływa na ciebie cały ogrom braw i oklasków i ty zaczynasz się w tym pławić i zaczynasz mówić, ojojoj, że jesteś super. No i chodzi o to, że ten pik dopaminowy, on później zjeżdża jednak na dół. I to jest zawsze kosztem. A jak na przykład wkręcisz się, że ojejku, jest źle, nie wiem, chciałabym mieć więcej komentarzy, fajniejszych, lepszych, żeby ktoś to bardziej docenił, no to też masz później zjazd. Więc ja w ogóle po prostu staram się nie robić tych górek – dodała wokalistka.
Taka postawa pozwala jej przetrwać trudny czas promowania nowości i szybko wrócić do pracy w studiu, którą uważa za najbardziej intymną i ulubioną część swojego zawodu. Margaret podkreśla, że robienie kroków w tył i dbanie o własne emocje jest kluczowe dla każdego artysty, który chce przetrwać w branży muzycznej przez wiele lat.