Lewis Capaldi klnie jak szewc i nie liczy na kolejne hity. Piosenkarz brutalnie o swojej karierze

2026-05-24 19:01

Objawienie brytyjskiego rynku muzycznego, ale też postać z niełatwymi chwilami w życiorysie. Lewis Capaldi wraca z nową muzyką, nie ukrywając, że przestał przejmować się wynikami sprzedaży czy nagrodami. Zainspirowali go do tego przyjaciele z branży. Poza tym, muzyk szczerze wraca do bolesnych momentów w karierze i wyciąga z nich wnioski.

Lewis Capaldi

i

Autor: Catchinglightphotography/ Shutterstock

Powrót szkockiego wokalisty, znanego z poruszających ballad i błyskotliwego humoru, jest jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń na muzycznej scenie. Po trudnym okresie, naznaczonym publiczną walką z lękiem, atakami paniki i diagnozą zespołu Tourette’a, Lewis Capaldi podjął świadomą decyzję o przewartościowaniu swojej kariery.

Lewis Capaldi wraca silniejszy. Tak wspomina trudne chwile

Lewis Capaldi zniknął na jakiś czas ze sceny ze względu na problemy zdrowotne. Artystka zmagał się z tikami nerwowymi, które ostatecznie zdiagnozowano jako zespół Tourette’a. W 2023 roku Szkot nie był w stanie dokończyć występu podczas kultowego festiwalu Glastonbury, ale za to wspomogła go publiczność. Trudności w występach na żywo przesądziły o tym, że na około dwa lata Capaldi zdecydował się na przerwę. Po ogłoszeniu powrotu do pracy ruszył z nowymi projektami, ale nauczony przykrymi doświadczeniami - ma do swojej pracy zupełnie nowe podejście. Do traumatycznych chwil na koncertach wrócił właśnie w szczerym, nieocenzurowanym wywiadzie dla "Billboard UK".

"Patrząc wstecz, każdy mógł zobaczyć tamtego dnia, że czułem się, k***a, przygnębiony, rozczarowany, smutny i po prostu bezwartościowy. Jak tylko zszedłem ze sceny, pomyślałem: 'robię sobie przerwę'. Poczułem, jak by ktoś zdjął ze mnie ciężar. Ludzie widzieli, jak k***o szkodliwie sprawy mogą się potoczyć" - powiedział.

Zobacz galerię: Paweł Pawlikowski z nagrodą na Festiwalu Filmowym w Cannes

Artysta zmienił nastawienie. Nie zależy mu już na przebojach

Dzisiaj Lewis Capaldi nie ukrywa, że żałuje wielu podjętych decyzji, w tym tego, jak jego życie zostało przedstawione w głośnym dokumencie na platformie Netflix. Mimo poczucia zagubienia i zawodowego wypalenia, 29-latek odnalazł w sobie nowe siły. Jak zdradził, sesje z terapeutą odbywa już znacznie rzadziej niż jeszcze niedawno, kiedy musiał korzystać z nich codziennie. Szkocki artysta, którego świat pokochał za utwór "Someone you loved", nie goni już za sukcesami. Na ziemię sprowadzili go zaprzyjaźnieni muzycy, Sam Fender oraz Grian Chatten z zespołu Fontaines D.C.

"Nie traktowałem fanów w sposób, w jaki powinienem. Był tam może element próbowania wyciągnięcia z ludzi jak najwięcej. Mam do tamtego czasu bardzo mieszane uczucia. [...] [Sam i Grian] mówią o muzyce jak o sztuce - i wiem, że to brzmi, k***a, szalenie w ustach kogoś, kto też jest muzykiem - ale oni naprawdę, k***a, dbają o to, co wypuszczają. To inspirujące. [...] W okolicach drugiego albumu byłem tak skupiony na pogoni za hitem, że robiłem w locie byle g***o i przekazywałem producentom piosenki. Nie chcę już nigdy niczego załatwiać przez telefon. Ludzie, którzy słuchają mojej muzyki, zasługują na coś lepszego" - wyznał.

Sonda
Czy lubisz brytyjską rodzinę królewską?
Alicja Szemplinska wywiad