Symbolika widelca i znaczenie singla „Savoir Vivre” u Julii Rockiej
Julia Rocka w rozmowie wyjaśniła, że widelec ma być głównym motywem wizualnym, który będzie towarzyszył promocji jej trzeciej płyty. Wybrała go, bo wydał jej się poetycki i niejednoznaczny, w przeciwieństwie do zbyt łagodnej łyżki czy zbyt agresywnego noża. Sam utwór o tytule „Savoir Vivre” nie jest jednak lekcją dobrych manier, a raczej zachętą do tego, by przestać przejmować się opinią innych i zacząć ufać własnej intuicji. Wokalistka podkreśla, że choć szacunek do ludzi jest ważny, to w swojej piosence ogłasza pewnego rodzaju krzyk wyzwolenia z narzuconych zasad.
Sztućce byłyby świetnym pomysłem, ale łyżka trochę taka za bardzo łagodna, nóż... Nóż agresywny już za bardzo. [...] Tak, widelec wydał mi się taki poetycki, taki właśnie niejednoznaczny i stwierdziłam, że może zrobię taki dwumetrowy w ogóle. [...] Dla mnie ta piosenka, w której śpiewam faktycznie, że savoir-vivre nie obowiązuje dziś, jest bardziej o tym, żeby po prostu ufać sobie, żeby być sobą i żeby... To jest taki dla mnie krzyk wyzwolenia, wiesz, żeby po prostu być sobą - powiedziała Julia Rocka.
Artystka sama przygotowała część rekwizytów do promocji, w tym specjalną stylizację wykonaną z prawdziwych widelców. Zapowiada, że ten przedmiot będzie powracał w różnych formach przez cały okres promowania nadchodzącego krążka.
Julia Rocka zmienia styl muzyczny na mocną elektronikę
Wokalistka przyznała, że jej nowa płyta będzie mroczna i pod względem brzmienia może być dla słuchacza dość wymagająca. Artystka obecnie czuje się najlepiej w klimatach elektronicznych, które pozwalają jej na dużą swobodę i eksperymentowanie w studiu. Razem z producentem Maurycym bawią się tempem utworów oraz nietypową obróbką wokali. Choć część fanów w komentarzach krytykuje ten kierunek i nazywa nowe brzmienia „rąbanką”, Julia Rocka nie zamierza rezygnować ze swojej wizji artystycznej.
Myślę, że cała ta płyta będzie właśnie w takich elektronicznych, mocnych, mrocznych klimatach, żeby trochę nie dać słuchaczowi wytchnienia, żeby go zmęczyć tą płytą. I teraz jestem właśnie w takiej swojej erze muzycznej, bardzo mocnej, elektronicznej. [...] I wiem, że może, już czytałam komentarze ludzi, że dla niektórych nie jest to do końca taki pożądany kierunek. I tam niektórzy mówią, że Boże, rąbanka i raczej tak to oceniają krytycznie, ale mi się to bardzo podoba, sama słucham na co dzień takiej muzyki, bardzo mnie ona inspiruje i czuję, że właśnie tutaj się odnajduję teraz najlepiej - wyjaśniła wokalistka.
Artystka podkreśla, że przy tworzeniu tego materiału zrezygnowała z jakiejkolwiek cenzury i spełniania oczekiwań innych osób. Tworzenie muzyki elektronicznej sprawia jej obecnie znacznie więcej radości niż praca nad utworami opartymi na tradycyjnych instrumentach, takich jak gitara akustyczna.
Trudności niezależnej artystki i 70-kilogramowy żyrandol w teledysku
Julia Rocka tworzy obecnie jako niezależna artystka, co oznacza, że sama musi dbać o finansowanie projektów oraz o kwestie biurokratyczne i prawne. W teledysku do nowego singla postawiła na spektakularny efekt wizualny w postaci ogromnego żyrandola. Znalezienie odpowiedniego modelu nie było łatwe, ponieważ artystka pisała do wielu hoteli i teatrów w całym kraju. Ostatecznie udało się go wypożyczyć od firmy z Gliwic, ale logistyka całego przedsięwzięcia była ogromnym wyzwaniem.
Faktycznie mamy taki pomysł z moim menadżerem, żeby do każdego utworu był oddzielny teledysk i ta warstwa wizualna od zawsze była dla mnie bardzo istotna. [...] I ten teledysk, tam były jakieś opinie, widziałam w komentarzach właśnie, że to w sumie jest bardzo minimalistyczne. Ale de facto jakby ci ludzie się dowiedzieli za jakie pieniądze to wszystko powstawało, to myślę, że bardziej by to nawet docenili, bo wszystko w zasadzie robimy na patencie i dlatego tak bardzo dużo też od siebie po prostu tej pracy daję, bo nie zawsze można po prostu opłacić dodatkowo osoby do pomocy - wspomniała Julia Rocka.
Sam żyrandol ważył aż 70 kg i był wart kilkadziesiąt tysięcy złotych, co wywołało u artystki spory stres podczas pracy na planie. Julia Rocka przyznaje, że wiele rzeczy przy produkcji klipów robi „na patencie”, aby zaoszczędzić pieniądze, które jako niezależna twórczyni musi wydawać z własnej kieszeni.
Nowa płyta Julii Rockiej pojawi się na początku 2027 roku
Trzeci album studyjny wokalistki będzie składał się z 10 utworów. Artystka zdradziła, że proces pisania piosenek poszedł jej wyjątkowo szybko, ponieważ tym razem w pełni zaufała swojej intuicji. Mimo że materiał muzyczny jest już niemal gotowy, premiera całości planowana jest dopiero na początek 2027 roku. Opóźnienie wynika z faktu, że Julia Rocka chce przygotować dopracowane teledyski oraz własnoręcznie wykonane stylizacje do każdego z utworów.
Płyta będzie pisana boldem, będzie z dużych liter, więc stwierdziliśmy, że musi tych kawałków być dziesięć, bo dziesięć to jest taka liczba po prostu... Pełna. Tak, pełna. Moim zdaniem pełna. I taki będzie właśnie ten album. [...] Jak najbardziej w moim sercu zawsze jest miejsce na aktorstwo i chodzę na castingi i mam nadzieję, że niedługo coś się uda zrobić. Tak, nie ograniczam się absolutnie do muzyki - zapowiedziała artystka.
Julia Rocka, która ukończyła szkołę aktorską, nie porzuca swojej pierwotnej ścieżki zawodowej. Choć muzyka pochłania obecnie większość jej energii, artystka nadal bierze udział w castingach i liczy na nowe role. W swojej twórczości muzycznej często wykorzystuje umiejętności aktorskie, interpretując teksty w sposób bardzo emocjonalny i szczery.