Spis treści
Tłum znanych twarzy na pogrzebie Jana Frycza
Uroczyste pożegnanie Jana Frycza rozpoczęło się o godzinie 11:00. Znany aktor zmarł 15 sierpnia w wieku 72 lat po ciężkiej chorobie, a informacja o jego śmierci trafiła do mediów dwa dni po tym tragicznym wydarzeniu. Trzy tygodnie później na warszawskich Powązkach zgromadziło się mnóstwo osób, by uczestniczyć w ostatniej drodze artysty.
Wśród żałobników znaleźli się najbliżsi zmarłego oraz szerokie grono jego przyjaciół i współpracowników ze środowiska aktorskiego. Na uroczystości obecny był m.in. Kamil Nożyński, który partnerował Janowi Fryczowi w popularnym serialu "Ślepnąc od świateł".
W uroczystości na Cmentarzu Wojskowym wzięli udział liczni przedstawiciele polskiego kina i teatru, w tym Krystyna Janda, Janusz i Barbara Gajosowie, Krzysztof Materna, Karolina Gruszka, Gabriela Muskała, Zbigniew Zamachowski, Robert Więckiewicz, Małgorzata Kożuchowska, Grażyna Torbicka oraz Borys Szyc wraz z żoną. Wśród zgromadzonych nie mogło zabraknąć również Jana Englerta, któremu towarzyszyła Beata Ścibakówna.
Zobacz również: Tłumy gwiazd pożegnały Jana Frycza. Wśród żałobników Janda, Englert i przybity Andrzej Grabowski
Jan Englert wspomina Jana Frycza. Emocjonalne przemówienie
W czasie ceremonii głos zabrał Jan Englert. Jego poruszające wystąpienie wywołało silne emocje wśród zgromadzonych. Aktor wyznał, że traktował siebie jako "zawodowego starszego brata" zmarłego artysty.
Uważałem się za starszego brata Jana Frycza. Zawodowego starszego brata. Myślę, że to była świadomość jednostronna. Nigdy nie czuł się ode mnie młodszy. Bardzo trudno jest starszemu bratu stwierdzić, że młodszy jest zdolniejszy. Wielokrotnie tego doświadczyłem - powiedział z rozbrajającą szczerością Englert.
Obaj artyści często współpracowali na płaszczyźnie zawodowej, najczęściej w relacji reżyser-aktor, gdzie Englert reżyserował, a Frycz grał. Były dyrektor artystyczny Teatru Narodowego, który zrealizował ponad 30 spektakli teatralnych i 35 w Teatrze Telewizji, nierzadko obsadzał młodszego kolegę w głównych rolach swoich produkcji.
Zastanawiałem się, na czym polegała jego wielkość jego aktorstwa i osobowości. [...] Janek był jednocześnie rozentuzjazmowanym, pełnym entuzjazmu chłopcem i zgorzkniałym, sceptycznym starszym panem. Te dwie postacie mieszały się w nim bezustannie. Nigdy nie wiedziałem, na którego trafię. To było fantastyczne. Nie wiedziałem, co zaproponuje. [...] Wymykał się kategoriom.
Swoje wystąpienie Jan Englert podsumował słowami, które u wielu słuchaczy wywołały łzy.
Wiele osób żegnamy i żegnałem, ale śmierć Jana Frycza, mimo że przewidywalna, zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. [...] On nas słucha. Te samoloty, te okręty po jego śmierci same fruwają i same pływają. A Janek w tej chwili prawdopodobnie uczy chóry anielskie, że można by zmienić sposób śpiewania - zakończył Jan Englert.