Igor Herbut kupił bilet od konika, żeby zobaczyć idola. Dziś Kuba Badach to jego dobry kumpel
Każdy muzyk ma kogoś, na kim się wzoruje, zanim sam stanie się sławny. Dla Igora Herbuta taką postacią był między innymi Kuba Badach z zespołu Poluzjanci. Lider grupy LemON do dziś pamięta, jak bardzo zależało mu na wejściu na koncert swojego ulubionego artysty. Kiedy okazało się, że wszystkie bilety zostały wyprzedane, nie poddał się i postanowił zdobyć wejściówkę za wszelką cenę. Skończyło się na tym, że musiał zapłacić handlarzowi kilka razy więcej, niż wynosiła cena nominalna, ale dzięki temu mógł na żywo posłuchać swojego idola.
Wiem, że ważnym koncertem był pierwszy koncert Poluzjantów Kuby Badacha, obecnie mojego kumpla. To jest fantastyczne, że twój idol po prostu staje się twoim kumplem i po prostu możesz do niego napisać SMS-ka i zadzwonić. Stałem sobie wśród słuchaczy, odbijając się wcześniej od drzwi, ponieważ na ich koncert bilety się wyprzedały i musiałem kupić je za chyba pięciokrotność ceny od konika. Z moją kuzynką je kupiłem, to było we Wrocławiu w klubie Bezsenność, pamiętam. No i zostałem zauroczony po prostu i wtedy nawet miałem okazję porozmawiać z Kubą po raz pierwszy jako po prostu idol i fan ogromny - wspominał Igor Herbut w rozmowie z Michałem Hanczakiem w Radiu Eska.
To spotkanie sprzed lat było dopiero początkiem ich znajomości. Dzisiaj obaj panowie są kolegami z branży i utrzymują ze sobą prywatny kontakt. Artysta podkreśla, że to niesamowite uczucie, gdy osoba, którą podziwiało się z tłumu, po czasie staje się bliskim znajomym, do którego można w każdej chwili zadzwonić.
Początki zespołu LemON i hit grany pięć razy na jednym koncercie. Igor Herbut wspomina utwór Będę z Tobą
Droga do sławy lidera LemON zaczęła się od udziału w programie "Must Be the Music". Choć zespół powstał dość spontanicznie, szybko zdobył uznanie jury i publiczności. Igor Herbut przyznaje, że na początku ich kariera nabrała tak szybkiego tempa, że nie mieli przygotowanego wystarczająco długiego materiału na pełne koncerty. Ich największy przebój, "Będę z Tobą", stał się tak popularny, że musieli go grać wielokrotnie podczas jednego występu, żeby wypełnić czas i zadowolić fanów.
Mój pierwszy hit, to chyba Będę z Tobą to był hit. [...] Chyba tak, ponieważ mieliśmy dużo koncertów, a utwór radiowy Będę z Tobą był grany na tym koncercie chyba pięć razy, bo nie mieliśmy innych utworów. Więc to było granie głupot, jakichś takich dziwnych coverów, na przykład Red Hot Chili Peppers i The Scientist Coldplay. No i Będę z Tobą chyba cztery razy czy pięć. To w ogóle fantastyczne, ale no tak było - opowiadał muzyk.
Przełomowym momentem była też chwila, w której wokalista po raz pierwszy usłyszał swoją piosenkę w komercyjnym radiu. Stało się to zupełnie przypadkiem, gdy siedział w samochodzie i czekał na zmianę świateł. Zauważył wtedy, że kierowca w aucie obok świetnie bawi się przy jego numerze. To uświadomiło mu, że jego twórczość naprawdę dociera do ludzi i staje się częścią ich codzienności.
Pamiętam, to było na światłach. Siedziałem sobie w swoim samochodzie i widziałem jak gość obok mnie, w sensie w innym samochodzie, stojąc na drugim pasie, buja się do mojej piosenki, która grała w radiu komercyjnym. To było takie bardzo dziwne, ale fantastyczne. Słuchałem tego głośno. Właśnie to było Będę z Tobą. Pamiętam doskonale, czekałem, oczekiwałem tego i później zatrzymałem się na przystanku, na takim parkingu pod Wiśnią - mówił Igor Herbut.
Współpraca Igora Herbuta z sanah. Po premierze wspólnej piosenki telefon artysty nie przestawał dzwonić
Igor Herbut miał okazję współpracować z wieloma gwiazdami, ale to nagranie z sanah wywołało szczególne poruszenie. Duet wykonał razem utwór "Mamo tobie płakała", który błyskawicznie stał się hitem. Wokalista przyznaje, że skala zainteresowania po premierze tego numeru była porównywalna jedynie do momentu, w którym LemON zyskał największą sławę piosenką "Scarlett". Ilość powiadomień w telefonie i reakcji w mediach społecznościowych była wręcz przytłaczająca.
Bardzo się cieszę, że się znamy. Zresztą Zuza, jak się okazało, przed tym, zanim była Sanah, jest Sanah, to była na jednym moim koncercie i to było bardzo, bardzo miłe. Na scenie bardzo mi się rzadko to zdarza, wręcz powiedziałbym, że to jest wyjątkowa sytuacja, że czuję takie połączenie. Emocjonalne połączenie i szczerości połączenia. Naprawdę życzę jej jak najlepiej, bo należy jej to wszystko, na co teraz pracuje i co osiąga - ocenił piosenkarz.
Artysta zaznacza, że sanah to nie tylko świetna wokalistka, ale przede wszystkim bardzo szczery człowiek. Ich relacja zaczęła się jeszcze zanim Zuza stała się ogólnopolską gwiazdą, bo bywała ona na koncertach zespołu LemON jako fanka. Dziś wspólnie występują na największych scenach w Polsce.
Gigantyczna wpadka Igora Herbuta na festiwalu w Sopocie. Zagrali piosenkę trzy razy wolniej niż powinni
Nawet najbardziej doświadczonym muzykom zdarzają się błędy, o których chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Igor Herbut wspomina swój występ na Sopot Festival jako jedną z największych wtop w karierze. Przez błąd techniczny bębniarz zespołu miał źle ustawiony metronom, co wpłynęło na tempo granego utworu. Zamiast dynamicznego numeru, publiczność usłyszała wersję, która była ekstremalnie powolna.
Po drugim numerze przeskoczył mu ten klik na następny utwór, który masz grać utwór bardzo szybki i nagle klik bije trzy razy wolniej. I ten utwór zagraliśmy trzy razy wolniej. A ja w panice po prostu, nie wiedzieliśmy co się dzieje, dlaczego on tak wolno gra, a chłopaki grają tak wolno, a ja nie wiem jak śpiewać. I tutaj na żywo jest festiwal, sytuacja i panika po prostu. [...] Wiedziałem, że skończył się utwór, który brzmiał okropnie, strasznie. To było coś strasznego. Zagraliśmy cały numer, tak jak byliśmy spanikowani, zagraliśmy cały numer trzy razy wolniej - wyznał artysta.
Sytuacja była o tyle trudna, że koncert był transmitowany na żywo. Przez to, że zespół zagrał utwór wolniej, trwał on znacznie dłużej niż zaplanowano w scenariuszu. W efekcie muzycy musieli zrezygnować z ostatniej piosenki, bo skończył im się czas antenowy. Igor Herbut żartuje dzisiaj, że na szczęście nagranie z tego występu zniknęło już z sieci, choć koledzy z zespołu czasem lubią mu o tym przypominać podczas wspólnych podróży busem.