Spis treści
W trakcie przygotowań do Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu Doda ponownie poruszyła wątek śmierci Łukasza Litewki. W trakcie konferencji prasowej wokalistka podzieliła się z dziennikarzami osobistymi odczuciami. Wyznała, że wciąż trudno jej uwierzyć w tragedię, zwłaszcza że dzień przed wypadkiem oboje żartowali z przyszłych projektów. W rozmowie przewinęły się też tematy pożaru na grobie zmarłego, szczegółów współpracy z Kancelarią Prezydenta oraz niepokojącej sytuacji w jego fundacji. Sprawę nagłośnił serwis Kozaczek.
Doda o ostatniej rozmowie z Łukaszem Litewką
Dorotę Rabczewską i Łukasza Litewkę łączyły nie tylko prywatne relacje, ale i zaangażowanie w akcje charytatywne. Zmarły działacz utrzymywał kontakt z różnymi osobistościami show-biznesu, a piosenkarka należała do grona jego bliskich współpracowników. Widzieli się na krótko przed jego śmiercią podczas wydarzenia organizowanego przez Łatwogang.
Piosenkarka zwróciła uwagę, że nic nie zwiastowało nieszczęścia. Ostatni raz rozmawiali w doskonałych nastrojach, a dzień później Łukasz Litewka zginął na rowerze po potrąceniu przez auto.
Zobacz też: Ukochana Łukasza Litewki napisała emocjonalny list. "Nie mam nic do stracenia"
Jeszcze przed obiadem żartowaliśmy… Nic się nie martw, wszystko dokończę. Widzimy się w kolejnym wcieleniu. Nie wierzę w wypadki. Ale co ja tam wiem. Jestem tylko załamaną piosenkarką, której pękło serce. Kontynuujmy to, co Łukasz w nas wszystkich zasiał, jego misja i idea nie umrą nigdy
- wyznała Doda w internecie niedługo po tragedii.
Pożar na grobie społecznika zaskoczył wokalistkę
Opolska konferencja stała się dla artystki okazją do powrotu do tematu. W wywiadzie dla serwisu "Kozaczek" wyjawiła, że przez długi czas razem z Litewką oraz przedstawicielami Kancelarii Prezydenta pracowała w tajemnicy nad ustawami poprawiającymi los zwierząt. Podczas rozmowy dziennikarze przekazali jej informację o pożarze, który wybuchł na cmentarzu, gdzie spoczywa społecznik. Piosenkarka była w szoku, komentując ten zbieg okoliczności.
Ja cię kręcę. Niesamowite. No to super, bo my to długo trzymaliśmy w tajemnicy i może też tak chciał wykazać swoją obecność w wyjściu na światło dzienne tej informacji.
Doda zdradziła również, jak wyglądała komunikacja z Kancelarią Prezydenta. Spotkania były bardzo długie i odbywały się regularnie. Urzędnicy wykazali się ogromnym zainteresowaniem inicjatywą.
Zobacz też: Rodzina Łukasza Litewki wydała pilne oświadczenie. Nie kryją rozczarowania. "W sprzeczności z naszą wolą"
Praktycznie od lutego do miesiąca wstecz, raz w tygodniu spotykaliśmy się na 3-4 godziny. Czasami dłużej. Ja musiałam uciekać, a oni jeszcze zostawali. To było coś niesamowitego, bo nie musiała tego robić Kancelaria Prezydenta. Oni sami wyszli z tą inicjatywą. My, nie ukrywam, też z Łukaszem prosiliśmy ich o pomoc, ale nie sądziliśmy, że to przyjmie aż taki obrót profesjonalny, konsekwentny, pełen zaangażowania, zapału. Także im bardzo serdecznie dziękuję
- dodała wokalistka.
Wspólna walka o prawa zwierząt
Według słów artystki współpraca z Litewką dotyczyła kluczowych projektów ustaw - schroniskowej i łańcuchowej. Do działania zaproszono doświadczonych obrońców praw zwierząt.
Czytaj też: Przyjaciel Litewki przerwał milczenie. "Zamiast czystego dobra, pojawiły się osobiste ambicje"
Ale też ta ekipa, którą razem z Łukaszem skonstruowaliśmy w postaci właśnie wspaniałej biegłej, dzięki której zamknięty został Sobolew i też z Fundacji dziewczyny, która też zamknęła Sobolew. I też prawniczki od Praw Zwierząt. Wszystkie te dziewczyny nam pomogły do każdego szczególiku w ustawie schroniskowej, która niedługo wejdzie i będzie procedowana. Dzięki temu mam nadzieję, że przyczyniliśmy się też w jakikolwiek sposób do uzyskania wspólnego mianownika z rządem. W końcu ta ustawa łańcuchowa weszła i wejdzie w światło dzienne
- powiedziała Doda.
Doda respektuje wolę rodziny Łukasza Litewki
Wokalistka skomentowała także sytuację wokół fundacji zmarłego społecznika oraz głośny list jego bliskich. Przyznała, że słyszy różne niepokojące doniesienia, ale postanowiła trzymać się od nich z daleka, by nie eskalować problemów.
Czytałam, tam jest też straszny bałagan. Do mnie też dzwonią ludzie z jakimiś dziwnymi plotkami też na temat tej Fundacji. Nawet nie chcę ich powtarzać, bo nie chcę się w to w ogóle mieszać. Obiecałam sobie, że nie będę, po tym jak zostałam sprowadzona na ziemię przez prokuratora, a potem jak rodzina dała mi jednoznacznie do zrozumienia, że oni wierzą tylko i wyłącznie organom ścigania, nikomu innemu. To postanowiłam to uszanować, a też mam swoje sprawy. Moja przyjaciółka jest ciężko chora, więc pragnę zająć się żywymi. Ale tak to jest, no niestety kapitana nie ma, statek tonie
- stwierdziła Doda.
Gwiazda twierdzi, że ma swoje źródła
Piosenkarka podkreśliła, że ma własne informacje na temat wydarzeń, ale szanuje decyzję rodziny i zamierza się wycofać.
Znacie mnie już trochę. Dla mnie groźby działają zachęcająco. (…) Ja tylko się wycofuję, jeżeli czuję, że się wpraszam. A tam miałam wrażenie, że po prostu nie chciałam robić czegoś wbrew woli rodziny Łukasza, więc ja swoje wiem. Mam swoje informacje, swoje źródła, a każdy sobie żyje jak chce. Mam nadzieję, że kiedyś dowiemy się prawdy
- zakończyła Doda.
Nie przegap: Michał Wiśniewski zapłakał, gdy usłyszał wyrok. Emocje wzięły górę!