Doda przerywa milczenie nt. Mandaryny! Od lat czyta, że to ona stała za jej wpadką. "Ta dziewczyna w ogóle nie powinna tam występować"

2026-02-20 14:35

Na początku lat 2000 Doda i Mandaryna kreowane były jako największe rywalki na polskiej scenie muzycznej. Artystki stanęły nawet do walki o Bursztynowego Słowika podczas festiwalu w Sopocie. To właśnie wtedy Wiśniewska zaliczyła sceniczną wpadkę, z której tłumaczy się do tej pory. Czy za upadkiem ówczesnej księżniczki muzyki dance stała jej młodsza rywalka? Doda przerwała milczenie na temat oskarżeń o zazdrość i sabotaż.

Doda i Mandaryna są jak ogień i woda, jednak na początku lat 2000 - ze względu na wizerunek - regularnie były ze sobą zestawiane. Chociaż Rabczewska działała w rockowym zespole Virgin, a Wiśniewska odnosiła sukcesy jako księżniczka muzyki dance, współpracująca z zagranicznymi producentami, media widziały w nich największe muzyczne rywalki. Wokalistki gościły nawet razem na okładce "Gali", a w 2005 roku stanęły do walki o Bursztynowego Słowika podczas festiwalu w Sopocie. Doda i Virgin z piosenką "Znak Pokoju", a Mandaryna z "Ev'ry Night". Wieczór okazał się przełomowy dla obu artystek. Doda, wówczas niedoceniana, wygrała Słowika Publiczności, a Wiśniewska zaliczyła wpadkę, o której pamięta się do dziś. Nie ma wywiadu, w którym Marta nie musiałaby nawiązywać do koszmarnej dla niej nocy. W rozmowie z Eską tak wspominała feralny występ, który niemalże zniszczył jej karierę.

Nie chciałabym nikogo o to oskarżać, bo nikogo nie złapałam za rękę, natomiast było to podłożenie świni. To nie jest tak, że człowiek przyjeżdża do Sopotu, wychodzi na scenę i niech się dzieje, co ma się dziać. Tam jest tydzień prób. Tam się zadziało mnóstwo dziwnych rzeczy. Miałam wychodzić jako druga czy trzecia. Tak naprawdę, widząc moje wspaniałe show, zostałam przestawiona jako ostatnia. Wtedy już wszystko można było odkręcić. Nic nie słyszałam, moje chórki były wyłączone, a muzycy mieli rozstrojone instrumenty - wyznała w rozmowie z Eską.

Jedną z popularniejszych teorii spiskowych jest ta, że to Doda, zazdrosna wówczas o sukces Mandaryny, stała za jej bolesnym upadkiem. Piosenkarka po 20 latach przerwała milczenie.

DODA: Każdy na moim miejscu odebrałby sobie życie. Wszyscy na mnie żerują

Doda o Mandarynie. Mocne słowa!

Mandaryna w wywiadach opowiadała, że początkowo miała śpiewać jako trzecia, jednak ostatecznie przesunięto ją na sam koniec. Z numerem trzy zaprezentowała się wtedy Doda. To spowodowało, że wiele osób połączyło kropki i odpowiedzialnością za porażkę Wiśniewskiej obarczyło właśnie Rabczewską. Artystka w rozmowie z Eską podkreśliła, że nie rozumie takich komentarzy, dodając, iż winę za taki, a nie inny obrót spraw, ponosi przede wszystkim ówczesna szefowa wytwórni fonograficznej, pod której szyldem działały wspólnie z Mandaryną, Katarzyna Kanclerz.

Boże... Wiem, że Marta też w to dziwnie wierzy. Niech ktoś się z nią spotka i niech jej w końcu coś powie, bo naprawdę już smutno się na to patrzy. Tam nikt nic jej nie przekręcił. To było tak... Kaśka Kanclerz wpieprzyła ją na straszną minę. Z laski, która była tancerką i nie śpiewała, chcieli w dwa tygodnie zrobić piosenkarkę. Wysłali ją na jakiś obóz, znaleźli piosenkarkę z Niemiec, która bardzo podobnie do niej śpiewała, zresztą u niej w chórkach. Na próbach to nawet dobrze brzmiało, bo te chórki były podkręcone i ta laska śpiewała najtrudniejsze momenty Marty. Ta dziewczyna w ogóle nie powinna tam występować. Powinna święcić triumfy jako księżniczka pop, ja tam jako księżniczka rock i już. Nie powinni jej zmuszać do śpiewania na żywo. To był festiwal, który teraz w niczym nie przypomina tego samego festiwalu. Były zupełnie inne zasady. (...) Gdy już doszło do tego konkursu, obniżyli głośność chórków do poziomu wszystkich innych chórków pozostałych artystów tak, by wybić głos Marty, bo to on był oceniany. Nie wierzę w tę teorię spiskową, że ktoś z Sopotu wyłączył jej odsłuch - zaczęła.

Gdy reporter Eski dodał, że chórzystki Mandaryny potwierdziły, że nic nie słyszały, Doda nie kryła zaskoczenia.

Ale to jest niemożliwe, bo one normalnie śpiewały, a instrumentaliści grali. To jak oni mogli śpiewać, jeśli było wyłączone? Gdyby [chórzystki] miały wszystko wyłączone, nie słyszałyby muzyki, rytmu, tonacji, nic by nie słyszały. Można było to od razu pozwać. To jest tak łatwe do udowodnienia. Można było pozwać kierownika muzycznego, cały ten instytut sopocki, jeżeli faktycznie by doszło do takiego sabotażu. Ale jaki byłby sens atakować jednego z uczestników? Marta robiła takie cyfry, że to ona ciągnęła cały ten festiwal, no i jeszcze trochę ja.