Doda podkreśliła, że sprawa schroniska w Sobolewie została już szeroko nagłośniona i dziś potrzebne są działania na większą skalę
Pomaganie to nie chodzenie czyimś śladem krok w krok - zaznaczyła
Jej zdaniem w Polsce są dziesiątki miejsc, o których nikt nigdy nie usłyszał. Bez materiałów w mediach, bez postów, bez wsparcia i bez szansy na realną zmianę
Powielanie tego samego miejsca, gdy inne toną w ciszy, to nie jest pomoc, tylko echo - mówiła bez ogródek.
Artystka zwróciła uwagę, że stacje telewizyjne i znane nazwiska mają ogromną moc.
TVN ma kamery, ma zasięgi i może dotrzeć tam, gdzie jeszcze nikt nie dojechał - apelowała.
Jej słowa nie miały być atakiem ani hejtem, a raczej wezwaniem do mądrzejszego działania.
Zwierzęta potrzebują tej mocy nie tylko tam, gdzie już świecą reflektory - dodała.
Zobacz też: Doda poruszona schroniskiem w Sobolewie. Polały się łzy! Znamy ciąg dalszy sprawy
Doda o tym, co dzieje się w schroniskach w Polsce
Doda od tygodni alarmuje opinię publiczną o dramatycznych warunkach panujących w niektórych schroniskach. Ogromne poruszenie wywołały sprawy z Bytomia i Sobolewa, gdzie, jak relacjonowała, przez lata miało dochodzić do rażących zaniedbań i niedopuszczalnego traktowania zwierząt. Sama przyznała, że to, co zobaczyła w Sobolewie, było dla niej szokiem.
Przy tym wszystkim Bytom to jest domowe przedszkole - stwierdziła dosadnie.
Podczas relacji na żywo na Instagramie opowiadała o wizycie w schronisku w Sobolewie. Mówiła o psach bez imion, skrajnie zlęknionych i agresywnych, o braku wolontariuszy i spacerów.
są nieocieplone, nie ma wiatrołapów, nie ma ubrań, nie ma nic - wyliczała. Jej relacja była pełna emocji i bezradności wobec skali problemu.
Artystka zaapelowała również o udział w proteście i procesie, który ma odbyć się 24 stycznia w Sobolewie.
Cała Polska do was tam jedzie, są transporty, żebyście mogli dojechać - mówiła, prosząc o mobilizację wszystkich, którym los zwierząt nie jest obojętny.
W emocjonalnym wystąpieniu Doda nie ukrywała też żalu wobec części celebrytów. Przyznała, że z nagrań aktywistek dowiedziała się, iż wiele znanych osób od dawna wiedziało o tym, co dzieje się w patoschroniskach, ale nie wykorzystało swoich zasięgów, by nagłośnić problem.
Oczy mi się otwierały, było mi fizycznie niedobrze z nerwów. Mam ogromny żal, że nie powiedzieliście o tym wcześniej.
Na koniec jeszcze raz podkreśliła, że nie jest w stanie być wszędzie i nie musi robić wszystkiego sama. Kluczowe jest rozsądne rozłożenie sił i uwagi.
Chodzenie za mną krok w krok naprawdę nie pomaga zwierzętom – zaznaczyła. Jej zdaniem prawdziwa pomoc zaczyna się tam, gdzie kończy się zainteresowanie kamer. I właśnie tam dziś najbardziej potrzeba działania.