Agnieszka Kotońska to bez wątpienia jedna z najbarwniejszych postaci stacji TTV. W programie "Gogglebox. Przed telewizorem" dała się poznać jako wulkan energii, ale ostatnio to jej prywatne życie przyciąga największą uwagę widowni. Dziś celebrytka realizuje się jako influencerka, inspirując tysiące kobiet. Tym razem postanowiła jednak przewinąć taśmę życia i pokazać, że jej obecny wygląd to nie magia telewizji, ale efekt tytanicznej pracy nad ciałem i głową.
Ważyła ponad 100 kilogramów. Telewizyjna gwiazda mówi, jak schudła!
Jeszcze kilka lat temu waga wskazywała u niej trzy cyfry. Obecnie Kotońska jest lżejsza o ponad 40 kilogramów, a jej sylwetka przeszła totalny lifting. Gwiazda wyraźnie zaznacza, że nie ma tu mowy o drodze na skróty czy cudownych dietach z internetu. To był maraton, a nie sprint. Opublikowane w sieci zestawienie zdjęć "kiedyś i dziś" robi piorunujące wrażenie, pokazując skalę tej przemiany.
Początki wcale nie przypominały kolorowych kadrów z Instagrama. Agnieszka ćwiczyła w domowym zaciszu, walcząc ze wstydem i własnymi ograniczeniami. Były momenty zwątpienia i łzy bezsilności, kiedy wydawało się, że cel jest nieosiągalny. Przełomem okazało się wyjście ze strefy komfortu – pierwsze wizyty na siłowni i start w biegu na 5 kilometrów. Zdobyty wtedy medal stał się dla niej dowodem na to, że chcieć to móc.
Kotońska gra z fanami w otwarte karty również w kwestii medycyny estetycznej. Nie ukrywa, że oprócz potu wylanego na treningach, pomogła sobie skalpelem. Operacja biustu czy plastyka powiek były elementami, które pozwoliły jej poczuć się w pełni sobą. Otwarcie mówi o tych zabiegach, zdejmując z nich odium tabu. W poruszającym wpisie podsumowała swoją drogę, podkreślając rolę psychiki w całym procesie.
"Wszystko zaczyna się w głowie. Decyzja podjęta lata temu prowadzi mnie do dziś — krok po kroku, dzień po dniu. Nie chodzi o perfekcję, lecz o konsekwencję i wiarę w to, że możesz więcej, niż myślisz. Wystarczy chcieć. Wystarczy zacząć. Zaczynałam na kocu, w domu — ze łzami w oczach, bez siły, bez wiary, czasem tylko z jedną myślą w głowie: » ku**a nie dam rady«. Ćwiczyłam po cichu, wstydząc się własnych słabości, machając nogami przed telewizorem i próbując przekonać samą siebie, że jeszcze kiedyś będę silniejsza niż moje zwątpienie" - czytamy w poruszającym wpisie.