"Addison Rae nie powinna występować na Open'erze". Ale tak właściwie, to dlaczego?

Koncert Addison Rae na Open'erze odbił się szerokim echem w mediach społecznościowych. Internauci wyrzucili 25-latce nieadekwatny strój i brak talentu wokalnego, podkreślając, że ktoś taki nie powinien występować na największym festiwalu w naszym kraju. Co jednak decyduje o tym, co się komu należy, a co nie?

Addison Rae to bardzo ciekawy przypadek na rynku muzycznym. Właściwie nie kojarzę nikogo ze świata influencerów, kto tak mocno zaznaczył swoją obecność w świecie muzyki. Wiadomo - śpiewający twórcy internetowi to żadna nowość, również w Polsce, jednak Addison udało się to, o czym inni mogą pomarzyć - zyskać przychylność branży. 25-latka, niegdyś najpopularniejsza tiktokerka na świecie, znalazła się w gronie nominowanych do Grammy i miała okazję wystąpić podczas gali. Jej show z numerem "Fame is a gun" zostało wówczas mocno skrytykowane. Widzowie zachodzili w głowę, jak ktoś, kto jeszcze niedawno tańczył do popularnych trendów i nie przygotowywał się do zawodu latami, ma prawo wyciągać dłonie w kierunku Świętego Graala. Upadek ideałów? "Fame is a gun", mimo negatywnych komentarzy, tylko urosło w streamingu.  

Ta legitymizacja nie wzięła się znikąd. Jej debiutancki album, zatytułowany lakonicznie "Addison", okazał się zaskakująco wyrafinowanym traktatem o współczesnym popie - mocno zanurzonym w brzmieniu lat 90. i 00. Promowany przez uzależniający, leniwy banger "Diet Pepsi", krążek zyskał aprobatę krytyków, zdobywając mocne 79 punktów na Metacritic. Nawet redaktorzy "Pitchfork", traktowani przez fanów popu niczym wyrocznie, przyznali mu 8 punktów. Współpraca z Charli xcx także przypieczętowała status Rae. Influencerka przestała być intruzem w muzycznym światku i stała się pełnoprawną kuratorką nowej fali.

Nowa Britney Spears? Addison Rae czerpie z jej dziedzictwa garściami

Pokolenie Z za wszelką cenę próbuje uczynić z Addison nową Britney Spears, przeciwko czemu buntują się Milenialsi, którzy mieli okazję doświadczyć magnetyzmu księżniczki popu na żywo. Influencerka rzeczywiście czerpie z jej dziedzictwa na potęgę. Nawet prezentowana na żywo wersja singla "I got it bad" z debiutanckiej EP-ki jest oparta na "Oops!... I Did It Again". Ikona przełomu wieków nie jest jedyną inspiracją 25-latki. Rae odwołuje się też do Madonny oraz Kylie Minogue - gwiazd, bez których trudno wyobrazić sobie współczesny pop. Choć wizerunek Addison może budzić skojarzenia z młodą Brit, to w porównaniu do niej oferuje ona bardzo bezpieczny, pastelowy wręcz eskapizm. Spears była natomiast ucieleśnieniem popowego chaosu - w muzyce, życiu i na scenie.

Nie zmienia to jednak faktu, że Addison Rae udało się odnieść sukces. Po wydaniu debiutanckiej płyty piosenkarka wyruszyła w klubową trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych i Europie, a po jej zakończeniu zapowiedziała "The Fame and Glory Tour" po festiwalach. Tournée rozpoczęło się koncertem na Coachelli, a ostatnim przystankiem był Open'er Festival w Gdyni. Występ 25-latki transmitowano na antenie TVP Kultura. Widzowie nie zostawili na nim suchej nitki.

ESKA SHORT_REAKCJE_MILLENIALSI INFLU 2_ADDISON RAE

Addison Rae na Open'erze. Show w ogniu krytyki

Koncert Addison Rae na Open'erze wywołał burzę - tak samo jak jej show zaprezentowane na Grammys. Widzowie skrytykowali ubiór headlinerki, która wystąpiła w czerwonym bikini i kabaretkach w tym samym kolorze. Dostało się jej też za brak umiejętności wokalnych. "Ktoś taki nie powinien wystąpić na Open'erze" - narzekali w komentarzach rozsierdzeni internauci. Nasuwa się jednak pytanie - dlaczego? Co o tym decyduje? W jakimś stopniu rozumiem to oburzenie i wiem, skąd się wzięło. Wystarczy spojrzeć chociażby na Jade - profesjonalną wokalistkę, za którą stoją lata spędzone w Little Mix i która tego samego dnia zaprezentowała się na Tent Stage - znacznie mniejszej scenie. Współczesny rynek muzyczny dawno przestał być jednak merytokracją. Open’er nie zatrudnia Addison Rae jako wokalistki - bierze ją jako żywy fenomen kulturowy. Twarde liczby w streamingu i błogosławieństwo krytyków zdają się być dostateczną walutą. Tłum pod sceną w Gdyni, szalejący przy każdym z prezentowanych przez nią utworów, nie oczekiwał perfekcyjnego wokalu, tylko dobrej zabawy. Rae ma w sobie "to coś". Chce się na nią patrzeć i wejść w świat, który kreuje, nawet jeśli daleko mu do tego, co powszechnie uznaje się za "jakościowe".

Pytanie tylko, co dalej. Przed Addison ważny egzamin. Estetyka Y2K, na której zbudowała swoje imperium, może w pewnym momencie zacząć nużyć od nadmiaru powtórzeń. Jeśli jej kolejny materiał okaże się muzycznym recyklingiem, nawet sprawnie wyprodukowanym, może zniknąć z popowego radaru równie szybko, jak się na nim pojawiła. Aby przetrwać, musi zacząć mówić własnym głosem. Popowa nostalgia to świetny biznes, ale rzadko kiedy buduje pomniki na stałe.