W internecie rozprzestrzeniają się teorie o Eboli. "Ona nie istnieje"
Od kilku tygodni Demokratyczna Republika Konga zmaga się z kolejną falą zakażeń wirusem Ebola. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia zmarły już co najmniej 234 osoby w DRK oraz jedna osoba w sąsiedniej Ugandzie. Potwierdzono też ponad tysiąc przypadków zakażeń i podejrzeń choroby. WHO uznała sytuację za międzynarodowe zagrożenie dla zdrowia publicznego, choć jednocześnie podkreśla, że ryzyko światowej epidemii pozostaje na razie niskie.
W tym samym czasie w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się zaskakujące teorie dotyczące wirusa. W internecie można znaleźć wpisy, których autorzy twierdzą, że Ebola... w ogóle nie istnieje, a cała epidemia została wymyślona. Inne teorie mówią o tym, że wirus miał zostać celowo wypuszczony przez rządy albo naukowców. Pojawiają się też osoby przekonujące, że chorobę można łatwo pokonać suplementami i witaminami.
Fałszywe leki na wirusa Ebola. Podpalenia i ataki na kongijskie szpitale
ONZ uważa, że właśnie tego typu teorie przyczyniają się do ataków na służbę zdrowia we wschodniej części Konga. Podpalono tam dwie placówki medyczne zajmujące się leczeniem zakażonych wirusem Ebola. Według organizacji coraz więcej mieszkańców przestaje ufać lekarzom i pracownikom sanitarnym.
– Kampanie dezinformacyjne w mediach społecznościowych znacznie utrudniają dotarcie do chorych – powiedziała cytowana przez ONZ Maria Belizaire z WHO Africa.
Światowa Organizacja Zdrowia oraz amerykańskie CDC podkreślają, że obecnie nie istnieje prosty lek na szczep Bundibugyo odpowiedzialny za obecną epidemię. Nadal nie ma też gotowej szczepionki przeciwko tej odmianie wirusa. Leczenie polega głównie na opiece szpitalnej, nawadnianiu pacjentów i łagodzeniu objawów choroby.