Spis treści
Tragedia w Andaluzji. Ogień zabił turystów z Wielkiej Brytanii i Belgii
Dramatyczne sceny rozegrały się w miejscowości Los Gallardos w prowincji Almeria, gdzie w czwartek wybuchł gigantyczny pożar. Żywioł obrócił w popiół już 6,6 tysiąca hektarów, a władze Andaluzji potwierdzają tragiczny bilans: życie straciło 12 osób, z czego większość to zagraniczni turyści, głównie Brytyjczycy i Belgowie. Kolejne 23 osoby uznaje się za zaginione. Juanma Moreno, szef andaluzyjskiego rządu, przyznał w sobotę, że to jeden z najgwałtowniejszych pożarów w historii regionu, a liczba ofiar może okazać się znacznie wyższa.
Awaria sieci energetycznej wywołała pożar. Ogień podsycany przez wiatr
Dopiero w sobotę strażacy zyskali niewielką szansę na opanowanie żywiołu. Jak przekazał Antonio Sanz z ministerstwa ds. sytuacji kryzysowych, wiatr w końcu stracił na sile, co umożliwiło sprawniejszą akcję, w której bierze udział wojsko i setki ratowników. Prawdopodobną przyczyną tragedii była usterka linii wysokiego napięcia, a górzysty teren i wichura sprawiły, że ewakuacja okazała się niezwykle trudna.
Z powodu rozmiaru katastrofy andaluzyjskie władze wprowadziły trzydniową żałobę narodową, a wyrazy współczucia płyną m.in. od premiera Pedro Sancheza i szefowej KE, Ursuli von der Leyen. Problem ekstremalnych upałów, często przekraczających 40 stopni Celsjusza, od lat nęka Hiszpanię, zamieniając lasy w tykającą bombę. W samym 2025 roku, według danych EFFIS, ogień pochłonął tam blisko 400 tysięcy hektarów, zabijając osiem osób i zmuszając dziesiątki tysięcy do ucieczki z domów.