Według relacji stacji CBS News jedna z ofiar poniosła śmierć na miejscu, a kolejna zmarła po przetransportowaniu do placówki medycznej. Do krwawego incydentu doszło w środę 3 września w jednym z budynków mieszkalnych w śródmieściu Minneapolis. Sprawca zaczął strzelać niedługo po tym, jak dowiedział się o nakazie opuszczenia wynajmowanego apartamentu. W trakcie policyjnej interwencji wewnątrz budynku kule dosięgły trzech mundurowych. Gubernator stanu Minnesota Tim Walz przekazał opinii publicznej, że ranni funkcjonariusze „powinni w pełni wrócić do zdrowia”. Niezależnie od tego dwóch innych policjantów ucierpiało w wypadku drogowym, gdy ich radiowóz zmierzał na miejsce zdarzenia. Amerykańskie media podają, że strzelec ostatecznie popełnił samobójstwo. Prokurator generalny stanu Keith Ellison skomentował ten akt przemocy jako „przerażający”.
Polska Agencja Prasowa zaznacza, że śledczy oficjalnie nie potwierdzili jeszcze ostatecznego motywu działania strzelca. Dziennikarze telewizyjni ustalili jednak, że 35-letni mężczyzna chwycił za broń zaledwie kilka godzin po tym, jak na mocy decyzji sądu musiał przymusowo opuścić zajmowany lokal. Powodem tej decyzji administracyjnej miały być wielokrotne groźby użycia broni, które sprawca kierował w stronę pracownika ochrony oraz jednego z sąsiadów.
Przeszłość sprawcy strzelaniny w Minneapolis. Budynek miał złą sławę
Funkcjonariusze potwierdzili, że napastnik figurował już wcześniej w policyjnych kartotekach. Był on w przeszłości prawomocnie skazany za akty przemocy domowej, jednak służby nie ujawniły jeszcze jego tożsamości. Z doniesień lokalnej prasy wynika, że to nie pierwszy taki dramat w tym konkretnym budynku. To już druga strzelanina ze skutkiem śmiertelnym w tym apartamentowcu w przeciągu ostatnich niespełna dwunastu miesięcy. Pod koniec września ubiegłego roku od kul zginęło tam dwóch mężczyzn, a domniemany morderca trafił do aresztu.