Spis treści
Dramatyczne sceny na gali w Waszyngtonie
Do dramatycznych wydarzeń doszło w sobotni wieczór, 25 kwietnia (według lokalnego czasu), w waszyngtońskim hotelu Hilton. Z relacji przekazanych przez PAP wynika, że w trakcie uroczystej kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu, w obecności prezydenta Donalda Trumpa, nagle padły strzały.
W momencie incydentu Trump stał na scenie. Funkcjonariusze Secret Service błyskawicznie zainterweniowali, przeprowadzając ewakuację głowy państwa. Poza prezydentem w bezpieczne miejsce przetransportowano również pierwszą damę Melanię Trump, wiceprezydenta J.D. Vance’a i pozostałych członków rządu. Dramatyczne zajście było relacjonowane na żywo.
W sali zgromadziły się setki uczestników, w tym politycy, urzędnicy administracji państwowej i przedstawiciele mediów. Wśród gości znaleźli się m.in. sekretarz stanu Marco Rubio i szef Pentagonu Pete Hegseth. Gdy rozległy się pierwsze wystrzały, zebrani w popłochu zaczęli szukać schronienia pod stołami.
Uzbrojony napastnik i ranny agent Secret Service
Z informacji przekazanych przez służby wynika, że sprawca usiłował przebić się przez kordony bezpieczeństwa. Był uzbrojony w strzelbę, broń krótką i liczne noże. Zanim wpadł w ręce stróżów prawa, zdołał oddać strzały w hotelowym lobby. Podczas akcji obezwładniania napastnika ranny został jeden z funkcjonariuszy Secret Service, ale jego stan nie zagraża życiu.
Niedługo po incydencie Donald Trump opublikował oświadczenie na platformie Truth Social, po czym wydał kolejny komunikat, mający na celu uspokojenie opinii publicznej.
Zatrzymany 31-latek z Kalifornii
Według doniesień PAP, zatrzymanym mężczyzną jest najprawdopodobniej 31-letni Cole Tomas Allen z kalifornijskiego Torrance, który tamtej nocy miał zarezerwowany pokój w tym samym hotelu. Organy ścigania analizują teraz, co mogło popchnąć go do takiego czynu. Trump nazwał sprawcę „szaleńcem” i wyraził przekonanie, że najpewniej to on miał być ofiarą zamachu.
Strzelec leżał na ziemi i strzelał, gdy go zobaczyłem, byłem zaraz obok - powiedział. - Strzały były tak głośne, tak straszne, wszyscy byliśmy wystraszeni. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje - dodał.
Zwraca uwagę również samo miejsce incydentu. To w tym samym hotelu Hilton w Waszyngtonie, w 1981 roku, miał miejsce zamach na ówczesnego prezydenta, Ronalda Reagana. Po 43 latach ten budynek ponownie stał się tłem dla przerażających scen.