Spis treści
Tragiczny spacer w Kolumbii Brytyjskiej. Niedźwiedzie grizzly zabiły matkę i córkę
Do tych tragicznych wydarzeń doszło w kanadyjskiej Kolumbii Brytyjskiej, niedaleko miejscowości Bella Coola. Na przechadzkę leśną ścieżką udały się 48-letnia Jenny Balcarras oraz jej 20-letnia córka Selah Reed. Gdy kobiety nie wróciły do domu, zaniepokojeni bliscy w niedzielę, 1 listopada powiadomili służby o ich zaginięciu. Natychmiast ruszyła akcja poszukiwawcza z udziałem policji i funkcjonariuszy odpowiedzialnych za ochronę przyrody.
Finał poszukiwań okazał się tragiczny. W poniedziałek natrafiono na ciało starszej z kobiet. Kolejnego dnia ekipy ratunkowe odnalazły zwłoki jej 20-letniej córki. Zdaniem badających sprawę śledczych wszystko wskazuje na to, że kobiety zginęły w wyniku ataku niedźwiedzi grizzly.
Śledztwo po śmierci kobiet w Kanadzie. Kobiety mogło zaatakować kilka drapieżników
Stacja CTV News przekazała, że prowadzący postępowanie podejrzewają, że kobiety padły ofiarą całego stada, a nie tylko jednego drapieżnika.
Służby prowadzą zakrojoną na szeroką skalę obławę w okolicznych lasach. Złapane drapieżniki mają zostać poddane badaniom, a te odpowiedzialne za tragedię zostaną zabite jako stwarzające niebezpieczeństwo dla lokalnej społeczności.
Śmierć obu kobiet to ogromny cios dla ich najbliższych. Starsza z ofiar, Jenny, pracowała jako artystyczna terapeutka zajęciowa. Kobieta dopiero niedawno przeprowadziła się do Bella Coola. Zmarła 48-latka osierociła dzieci, miała też wnuka.
W opisie internetowej zbiórki funduszy pogrążeni w żałobie krewni podkreślili, że 20-letnia Selah miała „całe życie przed sobą”. Teraz bliscy ofiar gromadzą pieniądze niezbędne do zorganizowania dwóch pogrzebów.
Kolejny atak niedźwiedzia grizzly w rejonie Bella Coola. Służby ostrzegają mieszkańców
Niemal dokładnie rok wcześniej w tej samej okolicy doszło do innego niebezpiecznego incydentu z udziałem niedźwiedzia. Grizzly rzucił się wtedy na liczącą około 20 osób grupę nauczycieli i uczniów. Troje dzieci i jeden dorosły doznali ciężkich obrażeń.
Po tamtym zdarzeniu w teren wysłano 24 funkcjonariuszy, którzy mieli wytropić niebezpiecznego drapieżnika. Choć przeczesywanie lasów trwało dwa tygodnie, agresywnego zwierzęcia nie zdołano wówczas namierzyć.
Teraz lokalne władze i służby ostrzegają przed korzystaniem z leśnego szlaku, na którym rozegrał się dramat. Cały czas prowadzone jest dochodzenie mające wyjaśnić dokładne okoliczności ich śmierci.