Polscy bracia nagrali brawurowy rajd na Malcie
Na co dzień obaj mężczyźni mieszkają na terytorium Niemiec. Podczas urlopu wypożyczyli małą Kię Picanto, którą ruszyli w trasę. Ich przejażdżka zupełnie nie przypominała spokojnego zwiedzania wyspy. Na materiałach wideo, którymi sami chwalili się w internecie, uwieczniono niebezpieczne manewry, w tym jazdę pod prąd oraz ignorowanie znaków. Komentujący te nagrania internauci byli zszokowani. - To cud, że nikogo nie zabili! - pisali.
Materiały błyskawicznie rozeszły się po sieci, wywołując wściekłość wśród lokalnych mieszkańców. Taka lekkomyślność na drogach mogła przecież doprowadzić do prawdziwej tragedii. Mundurowi szybko namierzyli samochód dzięki monitoringowi. Zabezpieczyli też telefony, w których znaleziono nagrania dokumentujące „popisy”. Sprawa jest poważna, bo zgodnie z zaostrzonym niedawno na Malcie prawem surowo karana jest nie tylko sama brawura za kierownicą, ale również udostępnianie w internecie treści promujących takie nieodpowiedzialne postawy.
Miał być wypoczynek, są duże kłopoty
Bracia przyznali się do winy, ale nie złagodziło to stanowiska wymiaru sprawiedliwości. Sąd nie pozwolił im po prostu wrócić do Niemiec. Każdy z mężczyzn musiał wnieść kaucję w wysokości 5 tysięcy euro, do czego doszło poręczenie opiewające na 30 tysięcy euro. Poza tym mają obowiązek codziennie meldować się na komisariacie, obowiązuje ich godzina policyjna i całkowity zakaz prowadzenia pojazdów.
Krótki wypoczynek przerodził się więc dla braci w przymusowy i kosztowny pobyt na Malcie. Ich sprawa wróci do sądu w lipcu.