78-letni Polak utknął w Volvo na górskiej kładce w Alpach. Ślepo ufał nawigacji

Starszy mężczyzna z Polski, kierując się wskazówkami GPS, wjechał swoim samochodem na stromy alpejski szlak w Bawarii. Jego ryzykowna wyprawa zakończyła się na wąskiej kładce dla pieszych, gdzie pojazd po prostu utknął. W skomplikowanej akcji ratunkowej, by wydobyć auto z miejsca niedostępnego nawet dla sprzętu rolniczego, brali udział strażacy, służby drogowe i przypadkowi turyści.

Górski krajobraz z polaną i lasem. Na wstawce czerwony wóz strażacki. O akcji ratunkowej w Alpach przeczytasz na Eska.
Autor: Pixabay.com

GPS zaprowadził 78-latka na stromy, kamienisty szlak

Jak podaje portal merkur.de, kierowca z Polski wyruszył z miejscowości Krün, w pełni zdając się na wskazania swojego systemu nawigacji. Na początku jego trasa wiodła leśnymi duktami, aż dotarł w okolice Finzalm. W tamtym miejscu droga drastycznie zmieniła swój charakter – zamieniła się w wąski, górski szlak dla pieszych, prowadzący ku Esterbergalm. Mimo że warunki stały się na tyle trudne, że przejechanie tamtędy stanowiłoby wyzwanie nawet dla maszyn rolniczych, mężczyzna kontynuował jazdę.

Funkcjonariusz Andreas Breitrück z policji w Garmisch-Partenkirchen zauważył, że kierujący nie zważał na liczne sygnały świadczące o tym, iż znajduje się na złej drodze. Szef lokalnej straży pożarnej w Krün, Anton Simon, był wyraźnie zszokowany całą sytuacją: „Jak on tam w ogóle dojechał, to dla nas zagadka”.

Pojazd zawisł na drewnianym mostku. Pomocy szukał u turysty

Ten niezwykły przejazd miał swój finał na małym, drewnianym mostku przerzuconym nad Angerl-Graben. Konstrukcja ta służyła wyłącznie ruchowi pieszemu, co oznaczało, że szwedzkie auto po prostu się tam nie zmieści. Samochód obsunął się z kładki, a jego elementy podwozia zablokowały się na drewnianych belkach, uniemożliwiając wykonanie jakiegokolwiek manewru.

Znalazłszy się w potrzasku, 78-latek poprosił o wsparcie przechodzącego wędrowca. Turysta starał się zorganizować pomoc u miejscowego rolnika, jednak sytuacja okazała się na tyle skomplikowana, że rolniczy sprzęt nie wystarczył. Ostatecznie na miejsce wezwano profesjonalne służby.

Ratownicy musieli zabezpieczyć kładkę, by auto nie spadło

Na miejscu pojawiła się ochotnicza straż pożarna z Krün. Błyskawicznie oceniono, że sytuacja jest krytyczna, ponieważ istniało duże ryzyko, że mostek runie pod ciężarem szwedzkiego kombi. Przed przystąpieniem do jakichkolwiek prób uwolnienia pojazdu, ratownicy musieli solidnie podeprzeć całą konstrukcję. Dopiero po tym etapie ruszyła właściwa, bardzo trudna akcja wyciągania samochodu.

W wielogodzinnych zmaganiach brały udział zastępy straży pożarnej, służby komunalne, specjaliści od holowania z Mittenwaldu, ciągnik rolniczy oraz ciężki sprzęt w postaci Unimoga. Do uniesienia auta wykorzystano zaawansowane poduszki pneumatyczne i specjalne podnośniki, a cała akcja zajęła blisko cztery godziny.

Kierowca z Polski odpowie za złamanie przepisów

Informacje przekazane przez BR24 oraz Abendzeitung München wskazują, że stróże prawa rozpoczęli procedurę ukarania 78-latka za popełnione wykroczenie. Mężczyzna poruszał się po szlakach całkowicie wyłączonych z ruchu kołowego. Szczęśliwie, incydent zakończył się bez obrażeń u kogokolwiek, a sam pojazd zdołano bezpiecznie ściągnąć z drewnianej konstrukcji.

Służby są w szoku po nietypowej interwencji w Alpach

Prasa w Niemczech zgodnie donosi, że to jedno z najbardziej kuriozalnych wezwań, z jakimi spotkały się służby w ostatnim czasie. Strażacy z Krün zwracają uwagę na ogromne szczęście kierowcy – w przypadku pęknięcia drewnianej konstrukcji, pojazd runąłby kilka metrów w dół prosto do rwącego strumienia.

Dowodzący akcją Anton Simon skwitował to krótko: „Jak on tam wjechał, to dla nas nadal zagadka”.

Sonda
Czy korzystasz z nawigacji w samochodzie?
Oderberg. Malownicze miasteczko tuż przy granicy z Polską