Małżeństwo z Florydy zginęło w katastrofie samolotu. Ich pies cudem przeżył wypadek
Ron i Barbara Timmermans, znani w środowisku lotniczym piloci z Florydy, zginęli w katastrofie niewielkiego samolotu w Teksasie. Do tragedii doszło w środę po południu w okolicach Brownsboro. Ich Beechcraft A36 podczas próby awaryjnego lądowania uderzył w linię energetyczną, po czym spadł na ziemię w pobliżu osiedla domów jednorodzinnych. Jak informują amerykańskie media, w tym „New York Post”, małżeństwo tuż przed katastrofą lotniczą zgłosiło przez radio, że będzie zmuszone do awaryjnego lądowania. Samolot zniżał się do podejścia, gdy zahaczył o przewody. Maszyna runęła niemal pionowo, rozbijając się na spokojnej ulicy w sąsiedztwie zabudowań. Wstępny raport Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA), cytowany przez „Daily Mail”, wskazuje na możliwą przyczynę dramatu: „olej pokrywający przednią szybę”. To właśnie zabrudzona, ograniczająca widoczność szyba miała zmusić pilotów do podjęcia decyzji o natychmiastowym lądowaniu. Niestety, mimo doświadczenia zawodowego nie zdołali zrobić tego bezpiecznie.
Zwierzę cudem nie odniosło obrażeń i zostało zabrane przez jednego z sąsiadów, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce
Świadkowie relacjonowali, że w chwili uderzenia usłyszeli potężny huk oraz odgłosy miażdżonego metalu. – To było strasznie głośne, słychać było, jak wszystko się zgniata – mówiła Mary Ann Shoulders, mieszkanka okolicy cytowana przez stację KLTV. W katastrofie zginęli oboje piloci, jednak wśród wraku odnaleziono żywego psa, który podróżował z nimi na pokładzie. Zwierzę cudem nie odniosło obrażeń i zostało zabrane przez jednego z sąsiadów, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce. Timmermansowie prowadzili firmę lotniczą w rejonie Orlando. Ron Timmermans specjalizował się w szkoleniu pilotów i był znaną postacią w branży. Koledzy z lotnictwa podkreślają, że wyszkolił setki osób i pozostawił po sobie ogromny dorobek.Według informacji przekazanych przez służby, pies ma zostać adoptowany przez rodzinę zmarłego małżeństwa.