Spis treści
Do tragicznego zdarzenia doszło w sobotę, 27 września. Zgodnie z doniesieniami lokalnych mediów, służby ratunkowe otrzymały wezwanie około godziny 14:30. Zgłoszenie alarmowało o upadku niewielkiego helikoptera na pole w okolicach Sainte-Brigide-d’Iberville w prowincji Quebec.
Jak relacjonuje francuskojęzyczny nadawca publiczny Radio-Canada, ratownicy zastali na miejscu płonący wrak maszyny. Niestety, mimo błyskawicznej reakcji nie udało się ocalić życia żadnej z czterech ofiar wypadku.
Helikopter w Quebecu runął na ziemię krótko po starcie
Z początkowych ustaleń wynika, że maszyna rozbiła się zaledwie chwilę po wzbiciu się w powietrze. Funkcjonariusze policji przekazali, że problemy techniczne wystąpiły niemal natychmiast od rozpoczęcia lotu. Wrak odnaleziono w bardzo bliskiej odległości od punktu startu.
Na ten moment przyczyny katastrofy pozostają nieznane. Śledczy będą teraz sprawdzać, czy do tragedii przyczyniła się awaria sprzętu, błąd pilota, czy może inne nieprzewidziane czynniki.
Służby potwierdziły, że rozbity śmigłowiec należał do osoby prywatnej. Obecnie nie opublikowano jeszcze personaliów ofiar, a szczegóły dramatycznego lotu są wciąż ustalane.
Trwa śledztwo w sprawie katastrofy pod Montrealem
Teren katastrofy jest pod ścisłym nadzorem służb, które zabezpieczyły miejsce zdarzenia. Eksperci rozpoczną teraz wnikliwe badanie wraku, aby odtworzyć ostatnie sekundy tragicznego lotu i poznać powody uderzenia w ziemię.
Dramat rozegrał się w rejonie Sainte-Brigide-d’Iberville, oddalonym o ponad 50 kilometrów na południowy wschód od Montrealu. Dokładne okoliczności wypadku będą przedmiotem toczącego się dochodzenia.
Obecnie pewne jest jedynie to, że prywatny śmigłowiec spadł krótko po starcie, a w katastrofie zginęły wszystkie cztery osoby lecące maszyną.