Cztery lata pełnoskalowej wojny. Słowa sześcioletniego chłopca łamią serce

2026-02-24 11:43

Cztery lata temu świat Ukraińców legł w gruzach. Dziś, mimo zmęczenia i traumy, wciąż walczą o przetrwanie i godność. Rozmawialiśmy z mieszkańcami różnych regionów o tym, jak inwazja zmieniła ich życie. Najbardziej wstrząsające są jednak słowa najmłodszych, którzy pytają rodziców w schronach: dlaczego ktoś chce nas zabić?

Pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę, rozpoczęta 24 lutego 2022 roku, stała się największym konfliktem zbrojnym w Europie od czasów II wojny światowej. Choć dyplomaci wciąż szukają rozwiązań, kwestie bezpieczeństwa i okupowanych ziem pozostają otwarte. Statystyki konfliktu są porażające: Centrum Badań Strategicznych i Międzynarodowych szacuje łączne straty obu stron na blisko 1,8 miliona ludzi. Z kolei ONZ potwierdziło śmierć ponad 15 tysięcy cywilów, w tym co najmniej 763 dzieci, zaznaczając przy tym, że faktyczna liczba ofiar jest prawdopodobnie o wiele wyższa.

Ludzkie dramaty ukryte w liczbach

Dla 22-letniej Darii z obwodu odeskiego powrót myślami do początku wojny wciąż jest bolesnym doświadczeniem. Kobieta wspomina panujący wówczas chaos i pośpieszne pakowanie walizki.

„Pierwszy dzień był totalnym chaosem. Nie zdawałam sobie sprawy z rozmiarów tragedii, wszystko działo się niesamowicie szybko. Wrzucałam do walizki wszystko po kolei, z jedną myślą: »By przeżyć«”

Konflikt uderzył bezpośrednio w jej rodzinę. 51-letni ojciec Darii zgłosił się na ochotnika na front, gdzie doznał poważnych obrażeń, w tym trzykrotnego wstrząśnienia mózgu. Doprowadziło to do trwałych problemów zdrowotnych, takich jak głuchota i epilepsja, przez co w 2025 roku został zwolniony ze służby. Daria opowiada o stracie przyjaciół, w tym medyka bojowego, i o tym, jak permanentny lęk wymaga leczenia farmakologicznego.

„Zaczęłam bardziej doceniać życie i czas z bliskimi. Ale pojawił się stały lęk, z którym pomagają sobie tylko leki. Każdy ostrzał to myśl: »By przeżyć«. Ale nauczyłam się działać szybko w krytycznych sytuacjach i udoskonaliłam umiejętności udzielania pierwszej pomocy”

Gigantyczne wyzwanie dla psychiatrii

Wiktor Liaszko, kierujący ukraińskim resortem zdrowia, alarmuje, że po zakończeniu działań wojennych pomocy psychologicznej może potrzebować nawet 15 milionów obywateli. Szacuje się, że co piąta osoba będzie zmagać się z problemami psychicznymi. Mieszkańcy Kijowa, jak Alina, wskazują na ogromne zmęczenie moralne, potęgowane przez braki prądu i ogrzewania. Z kolei Iryna ze Lwowa podkreśla, że do krwi i terroru nie da się przyzwyczaić.

„Właśnie skończyłam szkołę, byłam na pierwszym roku studiów — wydawało się, że przede mną wesoła młodość. A tu pewnego dnia nic już nie ma znaczenia: ani imprezy, ani zabawy, chce się tylko, aby wszystko było dobrze. Panika była u wszystkich. Patrzyłam na rodziców, mam jeszcze młodszych braci i nie wiedzieli, co robić. Dla nich to też pierwsza wojna. To był najgorszy dzień w życiu”

„Wiele się zmieniło przez lata wojny, ale nie da się do niej przyzwyczaić. Do okoliczności — tak. Ale do krwi, terroru, śmierci, bólu i strachu — na pewno nie”

Dzieciństwo w cieniu rakiet

Szczególnie bolesna jest perspektywa rodziców. 33-letni Wasyl ze Lwowa opowiada o swoim sześcioletnim synu, który zamiast beztroskich zabaw, uczy się rozpoznawać dźwięki dronów i rakiet. Chłopiec jest zawsze gotowy do ucieczki do schronu.

„Bardzo boli mnie serce, gdy widzę jego dzieciństwo. Kiedyś, siedząc w schronie, zapytał mnie, dlaczego chcą go zabić. Takie rozmowy są trudne, ale wie, co robić, jeśli coś stanie się ze mną i żoną albo jeśli znajdzie się pod gruzami”

Wasyl przyznaje, że wojna zabrała mu kilku przyjaciół, a widok ich osieroconych dzieci jest dla niego niezrozumiałym cierpieniem.

„Nie chcę o tym za dużo mówić. Straciłem kilku przyjaciół na wojnie. To niemożliwe do wybaczenia. Patrzyłem w oczy ich dzieci i nie rozumiałem, czym one zawiniły, że dorastają bez ojca”

Niezłomna postawa mieszkańców

Badania opinii publicznej wskazują na ogromną determinację narodu. 65% ankietowanych deklaruje gotowość do znoszenia trudów wojny do skutku, a większość kategorycznie sprzeciwia się oddaniu terytoriów za pokój. Taką postawę prezentuje 22-letnia Anna z Odessy, która winą za wszystkie nieszczęścia obarcza Rosję i deklaruje, że woli zamarznąć we własnym domu, niż żyć pod okupacją.

„Prędzej zamarznę w swoim mieszkaniu, niż będę żyć pod rosyjską flagą. We wszystkich nieszczęściach winna jest tylko Rosja. Odebrała kilku moich znajomych, niszczy moje miasto, przyniosła tyle bólu. Dlaczego mamy iść na ustępstwa? Jestem gotowa cierpieć, rodzice też, a moje otoczenie również. Myślę, że naszemu pokoleniu przyszło przetrwać te okropności, dopóki przeklęte koło rosyjskich ataków się nie skończy”

Podobny hart ducha wykazują seniorzy. 78-letni pan Wasyl, pamiętający sowieckie represje i wywózki na Syberię, był psychicznie gotowy na ten konflikt. Mężczyzna podkreśla, że niczego nie oddadzą najeźdźcy. Choć sam nie spodziewa się dożyć spokojnych czasów, wierzy w siłę młodego pokolenia. W rocznicę inwazji najbardziej żal mu dzieci, które zostały bez rodziców.

„Wiedziałem, że będzie wojna. Byłem gotów pomagać armii. Ale nic nie oddamy. Jestem stary, możliwe, że nie doczekam spokoju, ale młodzież jest zawzięta, ona wytrzyma do końca”

„Żal mi zabitych i dzieci, które pozostały bez rodziców. Trudno… Żona kupiła karwalol, bo wie, że wszystko biorę do serca, a w telewizji wspominać będą te cztery lata. Najważniejsze, by nie płakać, żeby wnuki nie widziały”