Dramat rozpoczął się 9 stycznia, gdy zaniepokojeni krewni zgłosili zniknięcie mężczyzny na miejscowym komisariacie. Z ustaleń śledczych wynikało, że 47-letni mieszkaniec opuścił swoją posesję w okolicy 71st Street oraz Woodward Avenue w Downers Grove pod Chicago, po czym ślad po nim zaginął. Mundurowi niezwłocznie opublikowali komunikaty z prośbą o wsparcie, zaznaczając, że zaginiony zmagał się z chorobą, co mogło stanowić bezpośrednie zagrożenie dla jego życia. Rodzina od samego początku podkreślała, że takie zachowanie było całkowicie sprzeczne z charakterem Marka, który nigdy wcześniej nie wychodził bez portfela, dokumentów czy telefonu komórkowego.
Odnalezienie odzieży Marka Sądelskiego
Pierwszy przełom w sprawie nastąpił 21 stycznia, kiedy to funkcjonariusze natrafili na kurtkę należącą do 47-latka. Leżała w bezpośrednim sąsiedztwie stawu retencyjnego, zlokalizowanego niedaleko miejsca zamieszkania mężczyzny. Kuzynka zaginionego, Dorota Sądelska, przekazała reporterom "Super Expressu", że matka Marka udała się na miejsce, aby dokonać identyfikacji znaleziska. Niestety, tuż potem akcja poszukiwawcza w wodzie została wstrzymana ze względu na trudne warunki atmosferyczne i skucie akwenu lodem.
– Służby zaczęły przeszukiwać teren, ale musiały przerwać przez lód – powiedziała w rozmowie z „Super Expressem”.
Mroźna zima uniemożliwiała strażakom i policjantom wznowienie działań w terenie przez blisko cztery tygodnie. Dopiero w piątek, 20 lutego po południu, służby mogły powrócić do pracy, co poskutkowało odnalezieniem zwłok Marka Sądelskiego we wspomnianym zbiorniku wodnym. Przedstawiciele biura koronera hrabstwa DuPage zapowiedzieli już przeprowadzenie szczegółowej sekcji zwłok, która ma na celu wyjaśnienie dokładnych przyczyn zgonu Polaka.
Rodzina z Maruszyny w żałobie
Krewni zmarłego są pogrążeni w głębokim smutku i wciąż nie mogą uwierzyć w ten dramatyczny obrót spraw. Kuzynka mężczyzny w rozmowie z dziennikarzami wyjawiła, że ich rodzina wywodzi się z polskiej miejscowości Maruszyna. Choć 47-latek przyszedł na świat i wychowywał się w Chicago, doskonale posługiwał się językiem swoich przodków. Do samego końca bliscy mieli nadzieję na szczęśliwy finał tej historii.
Mimo definitywnego zakończenia akcji poszukiwawczej, sprawa wciąż budzi wiele wątpliwości. Śledczym nie udało się zabezpieczyć żadnych nagrań z monitoringu, które mogłyby rzucić światło na trasę, jaką pokonał mężczyzna po wyjściu z domu. Nadal pozostaje zagadką, co działo się z nim od dnia zaginięcia, czyli od 9 stycznia, aż do momentu jego śmierci.