Spis treści
Napięcie we wschodniej części Morza Śródziemnego osiągnęło punkt krytyczny po serii incydentów z wykorzystaniem irańskich dronów. Bezpośrednim powodem do niepokoju stało się niedzielne uderzenie maszyny typu Shahed w infrastrukturę lotniska RAF Akrotiri. Bezzałogowiec eksplodował na pasie startowym, stwarzając śmiertelne zagrożenie dla przebywających w pobliżu brytyjskich żołnierzy. W odpowiedzi na to zdarzenie Londyn intensywnie pracuje nad planem wzmocnienia ochrony placówki, a główną rolę ma w nim odegrać nowoczesny niszczyciel rakietowy.
Decyzja w sprawie HMS Duncan wciąż nie zapadła
Choć w przestrzeni medialnej pojawiają się doniesienia o wysłaniu jednostki Typu 45, oficjalne stanowisko rządu pozostaje wstrzemięźliwe. Agencja Reuters przytacza wypowiedź informatora z kręgów rządowych:
„Wielka Brytania nie podjęła jeszcze decyzji, czy wyśle okręt wojenny do obrony swojej bazy Królewskich Sił Powietrznych Akrotiri na Cyprze”
Mimo braku ostatecznych rozstrzygnięć premier Keir Starmer znajduje się pod coraz większą presją opinii publicznej i polityków. Minister obrony John Healey przeprowadził już konsultacje z dowództwem wojskowym na temat scenariusza zakładającego użycie niszczyciela HMS Duncan. Opozycja ostro krytykuje obecną bierność władz, zarzucając rządzącym zbyt powolne reagowanie na rosnące zagrożenie dla brytyjskich sił zbrojnych.
Grecja i Francja reagują na apele Cypru
Podczas gdy brytyjscy politycy analizują sytuację, sojusznicy Londynu przeszli do konkretnych działań militarnych. Grecja skierowała w rejon zagrożenia myśliwce F-16 oraz okręty wyposażone w zaawansowany system zakłócania dronów Centauros. Na prośbę prezydenta Cypru zareagował również Emmanuel Macron, który nakazał wysłanie francuskich jednostek wsparcia.
W brytyjskim parlamencie trwa gorąca dyskusja na temat stopnia zaangażowania w konflikt. Minister Darren Jones w rozmowie z „The Sun” stara się studzić emocje:
„Nie chcemy angażować się w szerszą wojnę na Bliskim Wschodzie”
Zupełnie inne podejście prezentuje liderka Partii Konserwatywnej. Kemi Badenoch w wypowiedzi dla tego samego portalu punktuje zagrożenia:
„Nasze bazy są atakowane. Obywatele brytyjscy są w niebezpieczeństwie na całym Bliskim Wschodzie”
Polityk zaznacza, że konieczne są zdecydowane kroki w obronie interesu narodowego:
„Nasi sojusznicy usuwają reżim odpowiedzialny za planowanie 20 śmiercionośnych ataków na Wielką Brytanię. I to jest odpowiedź rządu. Musimy działać w naszym narodowym interesie”
Hezbollah i zagrożenie z Libanu
Zdaniem analityków wojskowych za atakami stoją bojownicy Hezbollahu, którzy wystrzeliwują drony z terytorium Libanu. Sam Cypr uważa się za bezpieczny, jednak brytyjskie bazy stały się celem odwetu ze względu na ścisłą współpracę Londynu ze Stanami Zjednoczonymi. Sytuację komplikuje fakt, że władze w Nikozji zaapelowały do Brytyjczyków o ograniczenie działań militarnych podejmowanych z wyspy.
Rząd w Londynie stoi obecnie przed strategicznym dylematem. Alternatywą dla wysłania potężnego niszczyciela i demonstracji siły jest ryzyko kolejnych uderzeń, które mogą przynieść ofiary śmiertelne. Ostatnie wydarzenia pokazały dobitnie, że bierność w tym rejonie świata może mieć tragiczne skutki.
Polecany artykuł: