15-latek dryfował przez kilkadziesiąt godzin, trzymając się ciał bliskich
Do niewyobrażalnej tragedii doszło u wybrzeży Alaski, w pobliżu Wyspy Świętego Wawrzyńca. Trzech młodych chłopców wybrało się na ryby małą łodzią motorową, która w wyniku awarii nagle wywróciła się, a prąd zniósł ją na otwarte wody Morza Beringa. Wypadek przeżył jedynie najmłodszy z nich, 15-letni Derek Parker Aghnaanga.
Jak podają zagraniczne media, nastolatek musiał zmierzyć się z ekstremalnym wyzwaniem i przeżył prawdziwy koszmar. Przetrwał w lodowatej wodzie aż 62 godziny, kurczowo trzymając się ciał swojego starszego brata oraz kuzyna, którzy utonęli zaraz po wywróceniu się jednostki. Chłopiec nie chciał ich puścić i robił wszystko, by nie zniknęli w morskiej toni.
Wypadek wydarzył się na początku września podczas rutynowego wypłynięcia na połowy. Rodzina chłopców podejrzewa, że w silnik małej łodzi zaplątała się żyłka wędkarska. Spowodowało to nagłą utratę mocy, a pozbawiona sterowności jednostka momentalnie wywróciła się na fali, wrzucając całą trójkę do wody.
Cudowne ocalenie po dniach spędzonych bez jedzenia i wody
Chłopiec spędził na otwartym morzu cztery dni i trzy noce, dryfując bez żadnego pożywienia ani kropli pitnej wody. Matka ocalałego nastolatka, Vina Kulowiyi, podzieliła się tą dramatyczną historią na Facebooku. Przekazała, że jej syn czekał na ratunek 4 dni i 3 noce. Przetrwał ten czas wyłącznie dzięki żarliwej modlitwie, siedząc nieruchomo w jednej pozycji i prosząc o ratunek. "Nie bał się przez ten cały czas. Wiedział, że będzie dobrze", napisała kobieta.
Wycieńczonego 15-latka uratowano dopiero 7 września, kiedy na ślad dryfującej łodzi natrafiła amerykańska Straż Przybrzeżna. W sprowadzeniu nastolatka bezpiecznie do domu pomogła załoga statku badawczego, na pokładzie którego znajdowali się naukowcy. Ratownikom udało się również odnaleźć i wyłowić z wody ciała jego zmarłego brata oraz kuzyna, których chłopak starał się ratować do samego końca.
Solidarność mieszkańców i oszuści próbujący zarobić na tragedii
Po powrocie nastolatka do domu, jego ciotka zdecydowała się uruchomić internetową zbiórkę na platformie GoFundMe. Zebrane pieniądze mają bezpośrednio trafić do rodziny, by pomóc im w tym niezwykle trudnym czasie. Kobieta napisała w opisie zbiórki, że ich wioska głęboko opłakuje stratę dwóch młodych ludzi, a ocalały siostrzeniec robił wszystko, co w jego mocy, by utrzymać bliskich na powierzchni wody po tym, jak utonęli.
Odzew ze strony ludzi okazał się ogromny. W krótkim czasie niemal 900 osób wpłaciło łącznie blisko 50 tysięcy dolarów, niemal w pełni pokrywając wyznaczony przez rodzinę cel finansowy. Niestety, w internecie pojawili się również oszuści próbujący wyłudzić pieniądze. Bliscy chłopca musieli publicznie ostrzec przed fałszywymi zbiórkami, które zaczęły powstawać pod nazwiskiem ocalałego 15-latka.
Pogrążona w żałobie matka pożegnała swojego zmarłego starszego syna we wzruszającym wpisie. Podkreśliła, że ich społeczność utrzymuje się z polowań i rybołówstwa, dzieląc się zdobyczami z innymi mieszkańcami. Dodała, że jej starszy syn stracił życie na morzu, robiąc dokładnie to, co kochał najbardziej.