Polak zapisał się w historii niemieckiej piłki jako drugi najskuteczniejszy zawodnik w dziejach Bundesligi. Pierwsze kroki na tamtejszych boiskach stawiał w zespole z Dortmundu. Grając dla Borussii, wywalczył mistrzowską paterę oraz awansował do decydującego starcia w Lidze Mistrzów. Kiedy udany etap w klubie z Westfalii dobiegł końca, napastnik przeniósł się do Bayernu Monachium, z którym związał się na osiem kolejnych lat kariery.
Czas spędzony w monachijskim zespole pozwolił kapitanowi naszej kadry wejść na absolutny szczyt światowego futbolu. Śrubowanie niesamowitych statystyk bramkowych i seryjne zdobywanie pucharów zagwarantowały mu miano prawdziwej legendy. Występując na południu Niemiec, zgarnął aż osiem tytułów mistrzowskich, trzykrotnie triumfował w pucharze kraju i dołożył pięć krajowych Superpucharów. Podczas kampanii 2019/20 sięgnął po najcenniejsze europejskie trofeum, zostając najskuteczniejszym graczem Ligi Mistrzów. Do imponującej kolekcji dołożył również Superpuchar UEFA oraz wygraną w Klubowych Mistrzostwach Świata.
W barwach słynnego monachijskiego giganta wygrał każde możliwe trofeum. Można śmiało założyć, że gdyby zdecydował się na dłuższą grę w tej ekipie, to ostatecznie zdetronizowałby legendarnego Gerda Muellera i objął absolutne prowadzenie w klasyfikacji strzelców wszech czasów niemieckiej ligi.
Julien Wolff, reprezentujący redakcję Die Welt, udzielił wywiadu portalowi WP SportoweFakty, w którym wyjaśnił, jak dziś wygląda podejście do polskiego piłkarza. „Robert odszedł z Bayernu cztery lata temu, minęło więc trochę czasu. Jest częścią historii klubu, ale już jednak historią […] Nie jest piłkarzem, o którym mówi się tutaj codziennie i wspomina go tak, jak choćby Thomasa Muellera. Dlaczego? Być może dlatego, że nie jest Niemcem? Wiem, że Robert ma nadal w Monachium przyjaciół. Jest tu dobrze wspominany, jego dalsza kariera i gra dla Barcelony była oczywiście śledzona i nikt nie przegapił tego, co zrobił w Hiszpanii” – przekazał niemiecki dziennikarz.