- Maja Chwalińska przegrała z problemami zdrowotnymi w 1. rundzie Wimbledonu.
- Polka dzień po porażce wycofała się także z rywalizacji deblowej.
- Tenisistka podziękowała kibicom, przyznając że to nie tak miało wyglądać.
Po koszmarze na Wimbledonie pilny komunikat o Mai Chwalińskiej
Maja Chwalińska przystąpiła do londyńskiej rywalizacji tuż po sukcesie, jakim był finał Roland Garros. Dzięki "dzikiej karcie" zagrała jako turniejowa "20" i na początku zmierzyła się z Mananchayą Sawangkaew. Polska zawodniczka zdecydowanie kontrolowała spotkanie i w decydującym momencie, prowadząc 6:2, 5:2, miała piłkę na wagę zwycięstwa. Nagle jednak doszło do niefortunnego upadku, w wyniku którego skręciła staw skokowy. Interwencja medyczna okazała się niewystarczająca, ponieważ doszły do tego kolejne komplikacje. Ostatecznie pojedynek zakończył się zwycięstwem reprezentantki Tajlandii wynikiem 2:6, 7:5, 6:2.
Iga Świątek we łzach na Wimbledonie. Niespodziewany horror obrończyni tytułu
- Skurcze, które tutaj mnie spotkały, nigdy mi się nie zdarzyły w takiej skali, bardzo mnie ograniczyły. Myślę, że to stres, zmiana nawierzchni oraz fakt, jak intensywnie wyglądały ostatnie tygodnie - wyjaśniła swój dramat na korcie Maja Chwalińska.
Porażka w grze pojedynczej postawiła pod znakiem zapytania dalsze plany tenisistki. Wielu zastanawiało się nad jej startem w deblu, gdzie miała rywalizować u boku Sinji Kraus z Austrii. Wtorkowy komunikat nie pozostawił jednak cienia nadziei. Oficjalnie potwierdzono, że duet nie pojawi się na korcie. Chwalińska postanowiła osobiście odnieść się do całej tej sytuacji w mediach społecznościowych.
"Nie taki Wimbledon sobie wyobrażałam, ale taki jest czasem tenis. Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, naprawdę to doceniam" - napisała, skupiając się teraz na czasie na odpoczynek i rehabilitację.