Kamil Stoch pożegnał się z polskimi kibicami. "Ten weekend zostanie ze mną do końca życia"

2026-01-12 8:37

Sypało tak samo jak w 2011 roku, kiedy wygrywał po raz pierwszy w karierze. Dzisiaj jednak okoliczności były zdecydowanie inne. Kamil Stoch pożegnał się z polskimi kibicami. Jak jednak sam podkreśla, nie zrobił tego tak, jak chciał. Zawody zakończył na pierwszej serii. "Sportowo nie miałem tutaj żadnych argumentów".

W Polsce po raz ostatni. Kami Stoch pożegnał się z Wielką Krokwią i polskimi kibicami 

W konkursie na polskiej skoczni już nie skoczy. Niedzielne zawody na Wielkiej Krokwi w Zakopanem były dla Kamila Stocha ostatnimi przed własną publicznością. Ostatni skok oddał już jednak w pierwszej serii. 119,5 metra pozwoliło jedynie na czterdzieste drugie miejsce. 

Ten weekend pod względem sportowym dla mnie był do niczego. Po prostu nie nadawałem się do wykonywania najprostszych rzeczy. Marzyłem i wyobrażałem sobie, jakie skoki chciałbym tutaj oddawać. Jednak często z marzeń i naszych ambicji, chęci nic nie wynika. Życie pisze zupełnie inny scenariusz - mówił Stoch 

Wynikowo to weekend do zapomnienia. Jednak tego konkursu, a także tego co działo się już po nim, czyli specjalnego pożegnania, Stoch z pewnością nigdy nie zapomni. 

Pod względem emocjonalnym, pod względem wspomnień, które ze mną zostaną, ten weekend na pewno będzie niesamowity. Ci ludzie, którzy się tutaj licznie zgromadzili, kiedy ja jechałem na górę, machali do mnie, krzyczeli. Wtedy sobie uświadomiłem, że to nie ma znaczenia, jaki skok oddam. Najważniejsze, że tu jestem. Że dotrwałem do tego momentu i w taki sposób mogę się pożegnać - słyszymy. 

Stoch podkreśla, że marzyło mu się zaśpiewać hymn po zwycięstwie. Jednak mimo miejsca w piątej dziesiątce, ten hymn i tak zaśpiewał. Na specjalnej ceremonii. Ceremonii, podczas której niejednej osobie z oczu popłynęła łza. 

Chciałem tutaj oddać piękny, daleki skok. Cieszyć się po prostu ze zwycięstwa. Zaśpiewać hymn z kibicami. Tak się z nimi pożegnać. Pożegnałem się w inny sposób. Oddałem najlepszy możliwy skok w danym momencie - bo taki on był. Wystarczył na tyle, na ile wystarczył - podkreśla Stoch. 

Jak dodaje, ten weekend zostanie z nim do końca życia.

Ci ludzie nie musieli tutaj przyjeżdżać. Widzieli, jak ta zima wygląda. Jak wyglądają ostatnie lata. A jednak chcieli tutaj być. Chcieli być ze mną w tym ostatnim skoku. Chcieli go zobaczyć i tak się ze mną pożegnać. Jestem im bardzo wdzięczny. 

Nie da się uciec od porównań do 2011 roku, kiedy na Wielkiej Krokwi Kamil Stoch odnosił swoje pierwsze zwycięstwo w karierze. Warunki były wówczas bardzo podobne do dzisiejszych. Śnieżyca była i wtedy, i dziś. 

Wróciło wspomnienie z 2011 roku. Pojawiło się marzenie, żeby to wszystko wróciło w takim samym scenariuszu. Ale wyszło inaczej. 

Stoch odniósł się także do soboty i decyzji trenera Maciusiaka, który nie powołał go do konkursu duetów. 

Byłem zawiedziony, że wczoraj nie wystąpiłem. Ale byłem zawiedziony swoją postawą. Sportowo nie miałem tutaj żadnych argumentów. Sportowo byłem po prostu nie do dyspozycji. Nic nie funkcjonowało tak, jak chciałem. 

Wielkimi krokami zbliżają się igrzyska olimpijskie. Skoki z tego weekendu nie mogą napawać niestety optymizmem. Czy ten czas, który pozostał do konkursów w Predazzo, to jest jeszcze czas, aby coś poprawić, ulepszyć? 

Zrobię, co w mojej mocy. 26 dni to jest dużo i mało. Najważniejszą rzecz zrobiłem do tej pory. Przygotowania, które poświęciłem i to co zrobiłem przez cały okres swojej kariery to jedno, teraz trzeba znaleźć coś, co pozwoli mi to wydobyć - zaznacza Kamil Stoch. 

Tłumy kibiców w Zakopanem