Premier Donald Tusk spotka się z prezydentem Karolem Nawrockim
Premier Tusk poinformował po wtorkowym szczycie "koalicji chętnych" w Paryżu, że jeszcze w tym tygodniu porozmawia z prezydentem Karolem Nawrockim "o tym, jaka jest rola dla prezydenta, a jaka dla rządu w procesie mającym zapewnić Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa po zawieszeniu broni". Zarówno prezydent, jak i premier uczestniczą w rozmowach światowych przywódców dotyczących Ukrainy.
Również we wtorek szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki przekazał, że nie było jeszcze oficjalnej prośby premiera o spotkanie. W Polsat News Bogucki stwierdził, że "prezydent jest otwarty na to spotkanie". Jak dodał, rozmawiał tuż przed świętami z prezydentem na ten temat i usłyszał, że nie było wówczas "żadnego telefonu" od szefa rządu. Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz poinformował natomiast, że do spotkania Nawrockiego z Tuskiem dojdzie prawdopodobnie w piątek.
Według rzecznika rządu Adama Szłapki rozmowa prezydenta i premiera będzie dotyczyła przede wszystkim sytuacji międzynarodowej i kwestii związanych z bezpieczeństwem. - Polityka bezpieczeństwa i polityka zagraniczna Polski musi być jedna i musi być ściśle koordynowana. Raczej powinniśmy wykorzystywać dobre relacje poszczególnych instytucji tak, żeby działo się to w interesie Polski - mówił w środę Szłapka.
Zdaniem wicepremiera, ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego, Tusk i Nawrocki omówią podczas rozmowy rolę Polski w "koalicji chętnych" czy sprawy związane z zaangażowaniem polskiego wojska np. w misje szkoleniowe. - Tematów o bezpieczeństwie będzie coraz więcej, bo widać, że sytuacja na świecie się zaognia. Różnego rodzaju wpływy geopolityczne mają też związek z Polską i to jest dzisiaj główny temat rozmów prezydenta i premiera - dodał Gawkowski. Wyraził nadzieję, że spory, które zaistniały w przestrzeni publicznej, zostaną zażegnane.
Czytaj również: SMS zamiast oficjalnych kanałów. Tak premier Tusk umówił się z prezydentem Nawrockim
Sporne i kluczowe kwestie do ustalenia
Pod koniec grudnia premier mówił, że liczy na pilne spotkanie z prezydentem. Podkreślił, że rząd i ośrodek prezydencki powinny - w interesie Polski - koordynować wszystkie swoje działania w wymiarze międzynarodowym, tym bardziej że w najbliższym czasie mogą się ważyć decyzje w sprawie Ukrainy. Szef rządu powiedział też wówczas, że polecił ministrom (szefowi MON Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi i koordynatorowi służb specjalnych Tomaszowi Siemoniakowi), by spotkali się z prezydentem celem zakończenia konfliktu o nominacje na stopnie oficerskie dla funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Do tych rozmów ma dojść w przyszłym tygodniu.
Na rozwiązanie czeka też kwestia nominacji ambasadorskich. Według Przydacza do spotkania między obozem prezydenta i przedstawicielami MSZ może dojść w styczniu. Jego zdaniem wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski, aby zakończyć spór o nominacje ambasadorskie, powinien uzasadnić odwołanie ponad 50 ambasadorów z marca 2024 r. Jako drugi warunek wskazał na "powrót do tradycji wypracowanej przez ostatnie 30 lat co do obsady placówek" oraz "uznanie, że to prezydent finalnie decyduje". - Najpierw trzeba ustalić z prezydentem listę. Można się tutaj, tak naprawdę, mówiąc wprost, dogadać - w tym sensie jest część placówek, które bardziej przynależą polityce rządowej, inne, na których bardziej panu prezydentowi zależy, ale ta wstępna, pierwotna zgoda musi zostać przyjęta - podkreślił szef BPM.
W czwartek o planowanym spotkaniu premiera i prezydenta mówił w radiu RMF FM wiceszef MSZ Marcin Bosacki. Jak zaznaczył, liczy na to, że "prezydent Nawrocki skończy pięciomiesięczną politykę sabotażu działań rządu, zwłaszcza w sprawach, które są dla państwa polskiego w tej chwili najważniejsze, czyli w sprawach zagranicznych i bezpieczeństwa". Jak zauważył, "od równo trzech miesięcy prezydent Nawrocki nie odpowiada na propozycję kompromisu w sprawie ambasadorów sformułowaną na piśmie przez ministra Sikorskiego po osobistej zresztą rozmowie między oboma panami". - Miejmy nadzieję, że tego typu działania sabotujące się skończą - dodał wiceminister.
Podkreślił, że zasady współpracy w zakresie polityki zagranicznej są jasno określone w konstytucji. Ocenił, że przedstawione przez Sikorskiego w październiku rozwiązanie kwestii ambasadorów było daleko idącym kompromisem. Według wiceministra Przydacz "nie ma żadnych kompetencji, by stawiać rządowi warunki". Odnosząc się do uwagi, że strona prezydencka uważa, że część placówek przynależy bardziej polityce rządowej, a część jest priorytetem prezydenta, Bosacki podkreślił, że "nie ma czegoś takiego jak placówki prezydenckie" - tak jak nie ma dwóch polityk zagranicznych Polski. Przypomniał jednocześnie, że prezydent "w niektórych formatach reprezentuje" Polskę i zaznaczył, że nikt nie zamierza tego zmieniać. - Natomiast nie będzie czegoś takiego, że uznajemy, że na przykład stosunki z krajami, w których rządzą prezydenci, należą do prezydenta. To absurd; w Polsce za politykę wewnętrzną i zagraniczną odpowiada rząd - podkreślił.
Później w czwartek w radiu w TOK FM Bosacki dodał, że jeśli strategia strony prezydenckiej "sypania piachu w tryby" rządowi nie ustanie, to trudno liczyć na sukces spotkania. - Mam nadzieję, że to się zmieni, ale powiedziałbym, że te nadzieje są takie, jak na pokój w Ukrainie, czyli mniejsze niż 50 proc. - podkreślił.