Spis treści
- Rosja może planować poważną eskalację.
- Istnieje ryzyko operacji pod fałszywą flagą.
- Omówiono cele Putina i znaczenie wsparcia sojuszników dla bezpieczeństwa regionu.
Co planuje Władimir Putin? Sikorski alarmuje o roku 2026
Z różnych stron napływają sygnały o możliwych, niebezpiecznych ruchach Kremla. W Nowym Jorku Radosław Sikorski jasno stwierdził, że zaprzyjaźnione wywiady mają powody do niepokoju. Z jego wypowiedzi wynika jednoznacznie, że sytuacja jest poważna, choć nie podał konkretnych detali.
„Otrzymujemy informacje (...) nie zdradzamy źródeł, ale jest ich wiele, że Rosja szykuje coś dużego w tym roku” – stwierdził minister spraw zagranicznych.
Jak przekazał Polsat News, minister uważa, że jednym z możliwych kroków Moskwy będzie próba wywołania wewnętrznego chaosu, który stałby się wymówką dla kontynuacji wojny. Podczas pobytu w USA Sikorski ocenił, że Władimir Putin może szukać usprawiedliwienia dla kolejnej fali mobilizacji. Pomóc w tym miałby atak pod fałszywą flagą. Rosjanie mogliby uderzyć we własnych obywateli, a winą obarczyć Ukrainę lub państwa NATO. Taki scenariusz pozwoliłby władzom zdobyć akceptację społeczeństwa dla wysłania na front tysięcy nowych żołnierzy.
Myślimy również, że opinia publiczna istnieje nawet w dyktaturach i uważam, że Putin potrzebuje pretekstu do mobilizacji, więc mogą przeprowadzić atak pod fałszywą flagą, aby powiedzieć Rosjanom: "jesteśmy atakowani i dlatego musimy się zmobilizować" – dodał Sikorski.
Gdzie uderzy Rosja? Szef MSZ wymienia kraje
Z analizy ministra spraw zagranicznych wyłania się obraz sytuacji, w którym tradycyjny atak na państwo członkowskie Sojuszu Północnoatlantyckiego wydaje się mało prawdopodobny. Jak zaznaczył Sikorski, taki ruch byłby przejawem „szaleństwa” ze strony Rosji. Dużo większe szanse realizacji ma konflikt o charakterze hybrydowym – niejasne i wieloznaczne operacje, które utrudniłyby NATO szybkie zastosowanie artykułu 5. o kolektywnej obronie.
Szef dyplomacji wskazał konkretne lokalizacje w Europie, gdzie może dojść do eskalacji napięć. Wspomniał o swoich rozmowach z białoruskim ministrem Maksymem Ryżenkowem, z których wynika, że władze w Mińsku bardzo boją się zaangażowania w konflikt zbrojny. Sikorski wyliczył też obszary, które mogą stać się celem działań destabilizujących ze strony Moskwy:
- Estonia: próby wywołania zamieszek w Narwie, gdzie dominuje ludność rosyjskojęzyczna.
- Łotwa: analogiczne operacje w miejscowościach z dużym odsetkiem mniejszości rosyjskiej.
- Litwa: chęć zbrojnego przebicia korytarza łączącego Białoruś z obwodem królewieckim.
Z wypowiedzi Sikorskiego jasno wynika, że Kreml może skupić swoją uwagę na państwach bałtyckich. Celem byłoby wywołanie niepokojów z wykorzystaniem tamtejszych społeczności rosyjskich lub podjęcie próby stworzenia lądowego połączenia z Królewcem. Działania te miałyby sprawdzić jedność i czas reakcji Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Jak wiecie, w Narwie w Estonii większość stanowią Rosjanie. W niektórych miastach na Łotwie również Rosjanie stanowią większość. Chcieliby mieć most lądowy z Białorusi do enklawy królewieckiej przez Litwę. Nie wiemy, co zrobią, ale musimy się przygotować, żeby ich odstraszyć – wymieniał minister.
Jakie zadania stoją przed sojusznikami Polski?
Poza ryzykiem działań hybrydowych wobec NATO, główny cel Moskwy pozostaje niezmieniony: dążenie do wyniszczenia Ukrainy i pozbawienia jej wsparcia z Zachodu. Sikorski zaznaczył, że ataki w pobliżu polskiej granicy potwierdzają te zamiary. To wywołuje uzasadnione obawy, ponieważ rosyjskie pociski nie zawsze są precyzyjne i istnieje ryzyko, że spadną na terytorium naszego państwa.
Mimo wprowadzonych obostrzeń gospodarczych i topniejących zasobów, Kreml wciąż dysponuje środkami pozwalającymi na prowadzenie walk przez kolejny rok lub dwa lata. Z analizy ministra spraw zagranicznych wynika, że Rosja oprze swoją strategię na dwóch głównych działaniach: nowym naborze do wojska oraz atakach na systemy energetyczne Ukrainy przed nadejściem zimy. Radosław Sikorski zwrócił uwagę, że strona ukraińska również dysponuje narzędziami wpływu. Może na przykład z sukcesami razić rosyjskie zakłady rafineryjne, co bezpośrednio uderza w gospodarkę przeciwnika.
W tej skomplikowanej sytuacji niezwykle ważny jest potencjał odstraszający. Jak podkreśla minister, zależy on głównie od zaangażowania partnerów, a w szczególności Stanów Zjednoczonych. Szef dyplomacji nawiązał do obietnic dotyczących powstania w Polsce stałej bazy amerykańskich sił zbrojnych.
„Chcemy więc takiej obecności Stanów Zjednoczonych, która by nas uspokoiła, ale nie stanowiła zagrożenia dla Rosji. I mamy nadzieję, że prezydent Trump dotrzyma obietnicy, którą złożył naszemu prezydentowi w tej sprawie” – powiedział.
Aktualnie w Polsce w systemie rotacyjnym przebywa około 7 tysięcy amerykańskich wojskowych. Zdaniem Sikorskiego, stała obecność w sile jednej brygady, czyli około 10 tysięcy ludzi, byłaby odpowiednim ostrzeżeniem dla Moskwy. To właśnie realny potencjał bojowy na wschodnich rubieżach NATO, a nie wyłącznie puste deklaracje, ma powstrzymać imperialne zapędy Władimira Putina. Podsumowując, szef MSZ stwierdził, że stosunki na linii Europa-USA można przyrównać do małżeństwa z rozsądku – brakuje w nim wielkich uczuć, ale obie strony czerpią z niego korzyści.