Awaryjne powołanie do reprezentacji Słowenii
Klemen Cebulj powrócił do drużyny narodowej po dwuletniej przerwie w występach kadrowych. Słoweński przyjmujący rozegrał swój ostatni mecz reprezentacyjny właśnie przeciwko polskiej kadrze podczas ćwierćfinału igrzysk olimpijskich w Paryżu. Na obecny turniej europejski dołączył w trybie awaryjnym ze względu na poważne problemy zdrowotne w swoim zespole. Zawodnik został wezwany na zasadzie transferu medycznego po urazie jednego z kolegów.
Sytuacja rozwinęła się niezwykle dynamicznie podczas klubowego pobytu zawodnika w Polsce. W środę 16 września siatkarz brał jeszcze udział w rzeszowskim sparingu przeciwko drużynie z Chełma. Decyzja o natychmiastowym wyjeździe na mistrzostwa zapadła dopiero w późnych godzinach wieczornych. Siatkarz otrzymał wtedy niespodziewaną wiadomość tekstową oraz pilny telefon od menadżera swojej drużyny narodowej.
- Wiedziałem, że kontuzji w meczu z Czechami doznał Tine Urnaut. Byłem już w łóżku i prawie spałem, gdy dostałem sms-a, a później telefon od naszego team menagera, że potrzebują pomocy i czy mogę przyjechać. Prezes klubu z Rzeszowa wyraził zgodę, a ja wiedziałem, że muszą pomóc reprezentacji i następnego dnia już wylatywałem do Mediolanu, gdzie czekali na mnie i pojechaliśmy do Turynu – opisywał Cebulj.
Jakie szanse mają rywale Polaków?
Doświadczony przyjmujący natychmiast znalazł się w podstawowym zestawieniu słoweńskiej drużyny. Zawodnik wystąpił w wygranym spotkaniu jednej ósmej finału przeciwko Serbii oraz w ćwierćfinałowym starciu z Belgią. Pomimo nagłego wezwania siatkarz nie miał najmniejszych problemów z ponowną boiskową aklimatyzacją. Bardzo szybko odnalazł właściwy turniejowy rytm meczowy oraz odpowiednią energię w zespole narodowym.
Historia bezpośrednich starć obu zespołów w półfinałach europejskich czempionatów jest bardzo bogata. Drużyny rywalizowały na tym etapie rozgrywek podczas trzech z rzędu edycji w minionych latach. Słoweńcy zdołali odnieść prestiżowe zwycięstwo w dwóch z wymienionych spotkań. Piątkowy mecz w Mediolanie, który wyłoni wielkiego finalistę, rozpocznie się punktualnie o godzinie 17.00.
– Można powiedzieć, że to takie już „derby”, bo zawsze na siebie trafiamy i lubimy ze sobą grać. To będzie mecz z wieloma emocjami. Mamy w składzie dużo młodych wojowników, którzy chcą się pokazać na takich dużych imprezach, a my im po prostu staramy się pomagać, dodawać więcej wiary i spokoju – powiedział słoweński przyjmujący podkreślając, że to biało-czerwoni są faworytami tego półfinału.