Spis treści
Konflikt pomiędzy dr Marią Minakowską a Michałem Wosiem opuszcza przestrzeń mediów społecznościowych i swój finał znajdzie w sądzie. Z ustaleń portalu Gazeta.pl wynika, że działaczka wniosła już prywatny akt oskarżenia przeciwko parlamentarzyście. Bezpośrednią przyczyną tego kroku są słowa polityka, które w ocenie Minakowskiej godzą w jej dobra osobiste oraz napędzają agresję ze strony internetowych hejterów.
Maria Minakowska walczy z systemowym hejtem w sieci
W ocenie dr Minakowskiej proces wytoczony Wosiowi wykracza poza ramy zwykłego, osobistego sporu. Działaczka zaznacza na łamach Gazeta.pl, że podjęte przez nią kroki stanowią część szerszego sprzeciwu wobec systemowej nienawiści, która niszczy polską debatę publiczną. Zwraca również uwagę na to, że urzędnicy państwowi wysokiego szczebla muszą ponosić wyjątkową odpowiedzialność za treści zamieszczane przez siebie w internecie.
„To walka o higienę życia publicznego” – wyjaśnia dr Minakowska w rozmowie z portalem. Według niej publikacje posła nie mieszczą się w ramach akceptowalnej krytyki, lecz posłużyły anonimowym napastnikom w sieci jako wyraźny impuls do zorganizowania nagonki wymierzonej bezpośrednio w nią.
Michał Woś pozwany za wpis na Facebooku. Czego żąda Maria Minakowska?
Podstawą skierowanego do sądu aktu oskarżenia są precyzyjnie wskazane publikacje oraz słowa Michała Wosia, których celem miało być znieważenie i napiętnowanie Minakowskiej. Działaczka dokładnie zebrała dowody pokazujące, jak aktywność parlamentarzysty przełożyła się na falę wulgarnych obelg oraz pogróżek kierowanych w jej stronę. Sprawa dotyczy posta opublikowanego przez Michała Wosia na Facebooku 26 października, w którym zestawiono fotografię płodu z wizerunkiem Minakowskiej. „Jak potężna musiała być propaganda, aby przekonać część społeczeństwa, że ten po lewej »nie jest człowiekiem«, a ten po prawej »jest kobietą«” – napisał pod grafiką poseł PiS i były wiceszef resortu sprawiedliwości.
Oskarżycielka nie domaga się w tej sprawie żadnego zadośćuczynienia finansowego. Zależy jej wyłącznie na tym, aby Michał Woś oraz Fundacja Pro-Prawo do Życia opublikowali we wszystkich swoich mediach przeprosiny i oficjalnie potwierdzili, że jest kobietą. „Jestem przekonana, że nimi rządzi lęk. Lęk przed tym, że ich świat legnie w gruzach i nic nie będzie już tak, jak było. Że nagle wszystko runie” – oceniła na koniec działaczka.