Sprawę gorącej debaty wokół modyfikacji żywienia uczniów skomentowała niedawno wicemarszałek Senatu. W trakcie rozmowy w programie „News Michalskiego” na antenie TVN24+ polityczka wskazała na mocno utrwalone w naszym kraju tradycje kulinarne. Według parlamentarzystki głębokie przeświadczenie o tym, że prawdziwy polski obiad nie może obyć się bez mięsa i ziemniaków, powoduje ogromny opór przed jakimikolwiek zmianami w codziennym menu. Przedstawicielka Lewicy zaznaczyła jednak, że w jej domu od dawna panują zupełnie inne zasady żywieniowe. „Ja nie jem mięsa i moje dzieci nie jedzą mięsa od urodzenia” – wyznała polityczka, wychowująca na co dzień dwoje dzieci.
Wicemarszałek Senatu pochwaliła się, że jej pociechy przodują we wzroście na tle rówieśników z klasy, a ich ogólny rozwój przebiega bez najmniejszych zastrzeżeń. Oprócz tego chętnie uprawiają sport i są bardzo aktywne fizycznie. Ich codzienne posiłki opierają się na roślinach strączkowych oraz dużej różnorodności spożywanych produktów. Parlamentarzystka zastrzegła jednocześnie, że kluczowym elementem jej strategii wychowawczej są regularne badania krwi pociech.
Podkreśliła również, że absolutnie nie zakazuje dzieciom spożywania mięsa i mają one pełną swobodę w jego ewentualnym testowaniu, jednak sama nie szykuje takich dań. „Ja po prostu nie gotuję mięsa w domu, ale nie zabraniam jeść mięsa. Jeśli chcą spróbować, to mogą, ale im nie smakuje i nie jedzą” – wyjaśniła w wywiadzie.
Zdaniem parlamentarzystki silne przywiązanie do tradycyjnych dań mięsnych wynika w dużej mierze z wieloletnich nawyków, które obecni dorośli przejęli od swoich opiekunów w czasach młodości. „(...) Rozumiem też, że rodzice mają takie podejście, że musi być mięso, bo tak zostaliśmy wychowani, tak zostaliśmy nauczeni. To nam wtłaczano do głowy przez lata” – skwitowała krótko Magdalena Biejat w programie TVN24, tłumacząc przyczyny kulinarnego uporu wielu polskich rodzin.