Spis treści
- Natalia Panczenko, działaczka z polskim obywatelstwem, podczas demonstracji oświadczyła: „Nie oddam mojej Polski”, co spotkało się z głośnym echem.
- Leszek Miller nie przebierał w słowach, stanowczo odpisując i domagając się „zwrotu kości pomordowanych” w czasie rzezi wołyńskiej.
- Przypominamy kulisy tego konfliktu, który po raz kolejny rozgrzał dyskusję na temat relacji polsko-ukraińskich oraz bolesnej przeszłości.
Wystąpienie Natalii Panczenko wywołało burzę. Aktywistka mówi o "swojej Polsce"
Przemówienie Natalii Panczenko na manifestacji w Warszawie odbiło się szerokim echem. Działaczka i prezeska fundacji Stand with Ukraine zabrała głos w trakcie niedzielnego wydarzenia pod hasłem „Nie bądź obojętny”.
Protesty zorganizowano 9 sierpnia w ponad 20 miejscowościach w Polsce. Działacze z Komitetu Obrony Demokracji tłumaczyli, że ich intencją jest wyrażenie sprzeciwu wobec agresji, ksenofobii i nienawiści, która dotyka między innymi Ukraińców przebywających w naszym kraju. W stolicy do mikrofonu podeszła zapowiedziana wcześniej Panczenko.
Szczególną uwagę przykuł ten fragment jej przemówienia, w którym odnosiła się do Polski.
– Nie oddam mojej Polski...moja Polska jest tutaj... – mówiła Panczenko w nagraniu udostępnianym później w mediach społecznościowych.
W dalszej części swojego wystąpienia aktywistka zaznaczyła, że dla niej Polskę tworzą także ona sama, jej sąsiedzi i współpracownicy. W trakcie jej przemowy nie zabrakło również odwołań do solidarności, godności i wzajemnego szacunku.
Natalia Panczenko od wielu lat przebywa w Polsce i posiada nasze obywatelstwo. Stoi na czele fundacji Stand with Ukraine i uchodzi za jedną z najbardziej znanych reprezentantek mniejszości ukraińskiej nad Wisłą.
Leszek Miller reaguje na słowa Natalii Panczenko. Były premier nawiązuje do Wołynia
Wideo z wystąpieniem Panczenko dotarło również do Leszka Millera. Były prezes Rady Ministrów udostępnił post jednego z internautów na platformie X i bez pardonu odpowiedział działaczce.
– To nigdy nie będzie twoja Polska. Moja Polska leży na polach i w lasach Wołynia. Idź, poszukaj i zwróć nam kości pomordowanych. – napisał Miller.
Komentarz ten jest jasnym odniesieniem do rzezi wołyńskiej oraz wciąż wywołującego ogromne emocje tematu poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar tej zbrodni.
Sam Leszek Miller od dłuższego czasu bardzo wyraźnie podkreśla tę sprawę, komentując stosunki polsko-ukraińskie. W 2024 roku polityk twierdził chociażby, że nierozliczona kwestia Wołynia jest jedną z przeszkód na drodze Ukrainy do członkostwa w Unii Europejskiej.
Leszek Miller i Natalia Panczenko nie szczędzą sobie ostrych słów
To nie jest pierwsza sytuacja, w której były szef rządu ostro reaguje na działania aktywistki. W lutym 2025 roku, po wybuchu kontrowersji wokół jej słów o napięciach na linii Polacy-Ukraińcy, Miller sugerował wręcz, że Panczenko powinna zostać wezwana na przesłuchanie przez ABW, a następnie wydalona z kraju. Działaczka broniła się później, twierdząc, że jej wypowiedź została wyrwana z dłuższego kontekstu.
Kilka miesięcy później to ona nie pozostała mu dłużna. W wywiadzie dla portalu Onet oświadczyła, że śledzi jego publiczne wystąpienia i uważa je za „bardzo antyukraińskie, żeby nie powiedzieć, że prorosyjskie”. Leszek Miller z kolei nieustannie przypomina o konieczności rozwiązania problemu Wołynia, przeprowadzenia ekshumacji i dbania o polskie interesy w kontaktach z władzami w Kijowie.
Obecnie spór między nimi nabrał nowej dynamiki. Tym razem zaledwie kilka słów wystarczyło, aby na nowo rozpalić gorącą debatę dotyczącą relacji polsko-ukraińskich oraz upamiętnienia ofiar zbrodni na Wołyniu.