Spis treści
• Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak ostro skrytykował rządowy projekt ustawy 3003.
• Polityk zarzuca autorom przepisów próbę wprowadzenia cenzury poprzez nieprecyzyjne zapisy.
• Projekt zakłada surowe sankcje, które wynoszą do 12 lat więzienia oraz 20 mln zł grzywny.
• Istnieją obawy o wykorzystanie nowego prawa do walki z opozycją i ograniczania debaty publicznej.
Krzysztof Bosak krytykuje rządowy projekt ustawy 3003
Rządowy projekt ustawy z druku numer 3003 wywołał stanowczą reakcję wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka. Lider Konfederacji podczas konferencji prasowej w Wieluniu nazwał proponowane przepisy „groźnymi bzdurami” i ocenił, że twórcy tych regulacji „powinni zniknąć ze wstydu”. Co wywołało tak zdecydowany sprzeciw polityka?
Według lidera Konfederacji główne zagrożenie wynika z nieprecyzyjnych sformułowań, które mogą posłużyć do ograniczenia wolności słowa i wprowadzenia cenzury. Kontrowersje dotyczą tak zwanych środków ograniczających nakładanych za „ingerencję w przestrzeń informacyjną”. Jak zauważa „Do Rzeczy”, wicemarszałek dopytywał o to, w którym miejscu kończy się zwykła debata publiczna, kampania społeczna lub akcja marketingowa, a zaczyna wspomniana ingerencja.
W ocenie Krzysztofa Bosaka omawiana ustawa 3003 jest nie tylko niebezpieczna i pełna błędów, ale również sprzeczna z konstytucją. Polityk zaznaczył, że nowe przepisy zmieniają w fikcję realny nadzór sądowy nad nakładanymi karami, w praktyce całkowicie go wyłączając.
Ci, którzy to przygotowali, właściwie powinni zniknąć ze wstydu, bo jest to tak zły projekt i tak groźny – stwierdził wprost Krzysztof Bosak.
Ustawa o środkach ograniczających budzi kontrowersje. Czym jest druk 3003?
Omawiana propozycja rządu to oficjalnie projekt ustawy o środkach ograniczających, który ma wdrożyć unijne przepisy sankcyjne do polskiego porządku prawnego. Dokument wskazuje instytucje odpowiedzialne za te kwestie i reguluje zasady ich wzajemnej współpracy, ale zawiera również inne, budzące emocje zapisy.
Największe kontrowersje wywołują nowe przesłanki pozwalające na umieszczenie danego podmiotu na liście sankcyjnej. Projekt ustawy 3003 wprowadza bowiem zapis mówiący o „ingerencji i manipulacji informacjami wymierzonej w bezpieczeństwo narodowe”. Krytycy wskazują, że tak ogólnikowe sformułowanie otwiera furtkę do licznych nadużyć. Pojawiają się obawy, że pod pretekstem zwalczania dezinformacji gabinet Donalda Tuska zyska narzędzie do uciszania polityków opozycji, aktywistów oraz niezależnych dziennikarzy.
Jak zwraca uwagę „Do Rzeczy”, w projekcie ustawy 3003 zapisano również niezwykle dotkliwe sankcje za omijanie i łamanie przepisów. Połączenie bardzo surowych kar z wyjątkowo niejasnymi definicjami wzbudza obecnie największe obawy komentatorów.
My się na takie groźne bzdury nigdy nie zgodzimy – zadeklarował lider Konfederacji.
Kary w ustawie 3003. Grozi nawet 12 lat więzienia i 20 mln zł grzywny
Głównym powodem do niepokoju są konkretne sankcje karne zaproponowane przez stronę rządową, a nie tylko same nieostre definicje. Krzysztof Bosak przypomniał, że złamanie nowych przepisów zagrożone jest karą do 12 lat pozbawienia wolności lub grzywną sięgającą 20 milionów złotych. Tak surowe konsekwencje miałyby dotyczyć nie tylko realnego naruszenia sankcji gospodarczych, ale również bardzo ogólnie opisanej „ingerencji w przestrzeń informacyjną”.
Politycy Konfederacji oceniają, że zestawienie drakońskich kar z nieprecyzyjnym prawem doprowadzi do bardzo groźnych skutków. W praktyce każdy niewygodny dla rządzących tekst prasowy, kampania społeczna lub krytyczny komentarz mogą zostać uznane za „manipulację”, co da podstawę do ścigania autora i w efekcie doprowadzi do cenzury.
Przepisy przewidują surowe kary za samą wspomnianą ingerencję, a nie wyłącznie za omijanie sankcji, przez co ustawa 3003 może w praktyce posłużyć jako instrument do prowadzenia walki politycznej. Wicemarszałek Sejmu przyznał, że zjawisko obcych wpływów na polską debatę publiczną faktycznie istnieje, jednak rządowa propozycja jest „wadliwa, groźna i niekonstytucyjna”. W ten sposób przepisy mające jedynie technicznie wdrożyć prawo Unii Europejskiej wywołały w Polsce poważny konflikt dotyczący granic wolności słowa.