W miniony czwartek, 22 października, w koalicji rządzącej doszło do poważnego wstrząsu. Reprezentująca Polskę 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, stojąca na czele Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, poinformowała o swojej rezygnacji z dalszej pracy w gabinecie Donalda Tuska.
„Dwukadencyjność samorządów została utrzymana. Tak zdecydował dziś Sejm. Wygraliśmy! Zmiana, której chce 75% Polaków dojdzie do skutku! Stało się to jednak pomimo głosów K15X. Koalicja, w tym niestety znaczna część posłów Polski 2050, stanęła przeciw ludziom, a za politykierskimi układami. To nie pierwsza taka decyzja koalicji, ale fundamentalnie ważna. Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki. Wam tu wszystkim kochani bardzo dziękuję za wspólne działanie. (...) Partię zostawiam w rękach jej założyciela, który odszedł, ale jednak wrócił. Życzę mu, by przypomniał sobie w imię jakich wartości szedł do władzy. Widzimy się na szlaku. Znajdzie się na nim miejsce dla wszystkich. Rozkład jazdy jest znany” - przekazała wtedy polityczka we wpisie opublikowanym w internecie.
Ogłoszenie tej decyzji natychmiast wywołało falę komentarzy na scenie politycznej. Sporo parlamentarzystów otwarcie przyznawało, że przyjęło ten krok z satysfakcją, a nawet ze sporą ulgą. W przestrzeni publicznej padły również oskarżenia o to, że była minister miała dopuścić się sfałszowania wewnętrznych wyborów na przewodniczącego ugrupowania. Taką tezę na antenie programu telewizyjnego „Debata Gozdyry” wysunął poseł Rafał Kasprzyk, który poproszony o doprecyzowanie swoich słów stwierdził wprost: „Oczywiście. No przecież to jest tajemnica Poliszynela, że ta przerwa techniczna była spowodowana pewnymi działaniami z zewnątrz, które ktoś sprowokował.”
Ostatecznie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zdecydowała się zabrać głos w sprawie wymierzonych w nią ostrych wypowiedzi. Na swoim profilu w mediach społecznościowych zamieściła bezkompromisowy wpis, w którym dokładnie wyjaśniła, jak ocenia obecne działania swoich przeciwników.
Podobno sfałszowałam wybory w partii, kolaboruję z Rosją i zarabiam kosmiczne sumy. Poszło zlecenie, a wraz z nim silniczkom puściły wszelkie hamulce. Wszystkie najpodlejsze chwyty dozwolone. I wiecie po co ta cała hejterska hucpa? Żeby nikt nigdy nie odważył się wyjść z żadnego rządu Tuska - zaczęła gorzko.
W kolejnym fragmencie swojego oświadczenia polityczka kontynuowała wątek: „Nikt nigdy nie śmiał podnieść głowy i powiedzieć prawdy Nikt nigdy nie śmiał powiedzieć, że ma gdzieś kolczaste zasieki wystawione w środku Polski. Miejsce więźniów jest w obozie. A można było po prostu powiedzieć: Odeszła. Ok. My Idziemy dalej. I byłoby godnie. A tak żenada przebija dno i kopie tunel. Tylko Polski szkoda” - podsumowała w niezwykle poruszającym tonie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.