Spis treści
Akt oskarżenia za kradzież samochodu rodziny Donalda Tuska
Śledztwo w głośnej sprawie kradzieży lexusa, z którego korzystała rodzina premiera Donalda Tuska, dobiegło końca. Zuchwały występek miał miejsce we wrześniu 2025 roku, a teraz sprawa weszła w ostateczną fazę. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku sporządziła i wysłała akt oskarżenia przeciwko dwóm podejrzanym. Co ciekawe, dokument przekazano do Sądu Rejonowego w Elblągu 18 sierpnia 2026 roku, jednak śledczy z pewnym opóźnieniem podali tę informację do publicznej wiadomości.
Fakt skierowania dokumentu do sądu oficjalnie potwierdził Polskiej Agencji Prasowej Mariusz Duszyński, rzecznik prasowy gdańskiej Prokuratury Okręgowej. Obecnie nie ustalono jeszcze konkretnej daty początku procesu.
Termin rozprawy nie został jeszcze wyznaczony - przekazał prokurator Mariusz Duszyński.
Jako pierwsza o sfinalizowaniu postępowania donosiła stacja TVP Info. Prokuratura tym samym sformalizowała zarzuty, kierując na drogę sądową sprawę Łukasza W. oraz Stefana N. Według ustaleń śledczych, to ta dwójka współpracowała ze sobą przy kradzieży wozu, który zaparkowano na terenie Sopotu.
Zarzuty dla Łukasza W. i Stefana N. Co im grozi?
Przed sądem staną 40-letni Łukasz W. i 43-letni Stefan N. Prokuratorzy zarzucają im, że współdziałając ze sobą, włamali się do należącego do bliskich premiera lexusa i dopuścili się jego kradzieży. Ustalenia śledztwa wskazują jednak, że większa wina leży po stronie młodszego ze sprawców.
Zarzuty przedstawione mężczyznom są poważne, a w przypadku Łukasza W. lista wykroczeń obejmuje aż sześć pozycji. Oprócz przywłaszczenia pojazdu powiązanego z szefem rządu, podejrzewa się go o:
- dokonanie dwóch kolejnych kradzieży z włamaniem do aut na terenie Sopotu i Elbląga,
- posługiwanie się sfałszowanymi tablicami rejestracyjnymi na skradzionych autach w trzech różnych przypadkach.
Od chwili ujęcia główny podejrzany Łukasz W. przebywa w areszcie tymczasowym. Jego kompan Stefan N. został wypuszczony zza kratek w lutym 2026 roku i odpowiadać będzie z wolnej stopy.
Kradzież pod domem Donalda Tuska. Skradziony Lexus w Sopocie
Do szeroko komentowanej kradzieży doszło we wrześniu 2025 roku. Złodzieje pojawili się w sąsiedztwie sopockiego domu Donalda Tuska i odjechali luksusowym wozem jego rodziny. Sytuacja odbiła się szerokim echem, a policjanci błyskawicznie przystąpili do zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań.
Reakcja mundurowych okazała się skuteczna. Już kilka godzin po przyjęciu zgłoszenia, pojazd udało się zlokalizować. Odnaleziono go zaparkowanego na ogólnodostępnym parkingu w Gdańsku.
Sprawa ta rozpalała opinię publiczną, głównie z uwagi na miejsce i charakter zdarzenia. Teraz, po niemal dwunastu miesiącach prowadzonych czynności, śledztwo oficjalnie dobiegło końca. Przekazanie aktu oskarżenia do sądu w Elblągu oznacza, że Łukasz W. i Stefan N. w niedalekiej przyszłości odpowiedzą karnie za kradzież wozu rodziny polityka.
Portal "Super Expressu" wielokrotnie informował o kulisach i skutkach zuchwałego zajścia z udziałem bliskich Donalda Tuska. Zdarzenie to pociągnęło za sobą zmiany w Służbie Ochrony Państwa. Szef SOP, gen. bryg. Radosław Jaworski, został zmuszony do pójścia na urlop. Wywołało to niezadowolenie w kierownictwie służby, które zaapelowało do MSWiA o przywrócenie generała na stanowisko.
Według informacji opublikowanych przez "Super Express", sam premier Donald Tusk był podobno wyjątkowo zdenerwowany zaistniałą sytuacją i pretensje skierował w stronę ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego, co doprowadziło do wspomnianych roszad w SOP. W kuluarach mówiło się o skargach funkcjonariuszy, którzy zaznaczali, że ich zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa premierowi, a nie ochrona mienia. Nasze źródła określały nawet sposób ochrony szefa rządu mianem "kuriozum".
Przez wiele miesięcy ochroniarze premiera nie byli w stanie znaleźć właściwego lokalu do obserwacji i ochrony szefa rządu tylko siedzieli w autach w okolicy domu premiera – mówił informator "Super Expressu".