Decyzja Kijowa wywołała burzę. Donald Tusk oczekuje gestu i stawia jasny warunek Ukrainie

2026-07-04 11:33

Nazwanie jednej z ukraińskich jednostek wojskowych „Bohaterami UPA” wciąż budzi ogromne kontrowersje nad Wisłą. Szef rządu Donald Tusk zaznaczył, że polskie władze czekają na konkretny ruch Kijowa. Taki krok ma pomóc w złagodzeniu narastającego sporu historycznego.

Premier Donald Tusk przemawia z mównicy sejmowej z poważną miną. O jego oczekiwaniach wobec Ukrainy przeczytasz na Eska.
Autor: Paweł Dąbrowski/Super Express; X
  • Nadanie ukraińskiej formacji nazwy "Bohaterowie UPA" wzbudziło w Polsce ogromne protesty i stanowi poważne wyzwanie dla stosunków dwustronnych.
  • Szef rządu Donald Tusk kategorycznie domaga się od strony ukraińskiej "pierwszego kroku". Ten czytelny sygnał miałby ostudzić historyczne spory i pomóc w odbudowie wzajemnych relacji.
  • Sprawdź, dlaczego ten temat jest tak drażliwy z polskiej perspektywy i jakiego ruchu oczekuje Warszawa, aby zatrzymać eskalację dyplomatyczną.

Wszystko wskazuje na to, że sprawa prędko nie zniknie z wokandy. Decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o patronacie „Bohaterów UPA” dla ukraińskiej jednostki specjalnej spotkała się w Polsce ze stanowczym sprzeciwem polityków oraz społeczeństwa.

Szef rządu odniósł się do tego problemu w trakcie wizyty w Kleczewie. Polska Agencja Prasowa podaje, że Donald Tusk zaakcentował konieczność otrzymania od Kijowa czytelnego komunikatu po tych kontrowersyjnych wydarzeniach.

Tusk stawia sprawę jasno i oczekuje "pierwszego kroku" od Kijowa

Prezes Rady Ministrów zaznaczył, że otrzymuje sygnały ze wschodu, wymieniając przy tym korespondencję od byłego przywódcy Ukrainy, Wiktora Juszczenki. Były prezydent wzywał, by historyczne zaszłości nie zdominowały dalszej współpracy między naszymi krajami.

Donald Tusk podsumował tę myśl jednoznacznie: „Żeby przeszłość nie rządziła przyszłością”.

Zarazem premier stanowczo podkreślił, że w świetle ostatnich działań piłeczka jest po stronie ukraińskiej. To właśnie władze w Kijowie muszą zainicjować „pierwszy krok”. Agencja PAP donosi, że celem jest wykonanie oficjalnego ruchu, który udowodniłby poszanowanie i zrozumienie polskich odczuć w kontekście historii.

Decyzja Zełenskiego wywołała falę oburzenia w Polsce

Sporne postanowienie zapadło w ostatnich dniach maja. Wtedy to Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych „Północ” zyskało patronat „Bohaterów UPA”.

Władze ukraińskie argumentowały ten ruch w oficjalnych komunikatach: „W celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska”.

Takie wyjaśnienia spotkały się w naszym kraju z radykalnym sprzeciwem. Dla zdecydowanej większości Polaków Ukraińska Powstańcza Armia kojarzy się jednoznacznie ze zbrodniami na ludności cywilnej, a nie z dążeniem do wolności. To stanowi główny powód, dla którego decyzja Wołodymyra Zełenskiego wzbudziła tak ogromne wzburzenie.

Zbrodnia na Wołyniu wciąż kładzie się cieniem na relacjach polsko-ukraińskich

Sprawa działalności UPA oraz OUN stanowi od dłuższego czasu jeden z najbardziej bolesnych punktów w dyplomacji między Polską a Ukrainą. Zgodnie z badaniami rodzimych historyków, w połowie 1943 roku formacje UPA zorganizowały zmasowane uderzenia na około półtora setki polskich wsi w regionie Wołynia.

W naszej świadomości te tragiczne dni funkcjonują jako rzeź wołyńska. Z tego względu każdorazowe działania władz w Kijowie mające na celu honorowanie UPA napotykają nad Wisłą na gwałtowny opór i wywołują skrajne emocje.

Polska klasa polityczna i dyplomacja reagują na ruch Kijowa

Krok wykonany przez stronę ukraińską spotkał się z reakcją czołowych postaci polskiej sceny politycznej. Szef rządu Donald Tusk zaznaczył, że niezbędny jest wyraźny gest ze wschodu. Z kolei szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz akcentował, że nie można zapominać o ofiarach tragicznych wydarzeń na Wołyniu.

Swoje stanowisko wyraziło również ministerstwo spraw zagranicznych. Radosław Sikorski podczas konwersacji ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Andrijem Sybihą, miał – jak podają komunikaty MSZ oraz agencja PAP – zaznaczyć kluczową rolę rozmów o przeszłości i przestrzec przed ruchami, które mogłyby zaostrzyć sytuację.

Spotkanie ministrów spraw zagranicznych w Warszawie: Sikorski i Sybiha rozmawiali o Wołyniu

W ubiegły piątek w stolicy Polski odbyły się rozmowy szefów MSZ obu państw. Według relacji resortu, dyskusja obejmowała zarówno sprawy bieżące, jak i trudne wątki z przeszłości.

Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski miał przekazać, że strona polska domaga się od Kijowa wymiernych kroków w sferze polityki historycznej, ze szczególnym naciskiem na poszukiwania szczątków i rozmowy na temat zbrodni wołyńskiej. Minister Andrij Sybiha zapewniał o chęci do prowadzenia dalszego dialogu i podtrzymania sojuszu. Na ten moment nie podjęto żadnych kluczowych postanowień, a strony będą kontynuować wymianę zdań.

Zamieszanie wokół odznaczenia dla Zełenskiego potęguje kryzys na linii Warszawa-Kijów

Konflikt przybrał także inną formę. W połowie czerwca prezes IPN Karol Nawrocki ogłosił decyzję o cofnięciu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Następnego dnia prezydent Ukrainy miał rzekomo odesłać to wyróżnienie do Polski za pośrednictwem kuriera. Te incydenty jedynie dolały oliwy do ognia i uzmysłowiły, jak głęboki jest spór o historyczną prawdę.

Tusk oczekuje sygnału z Ukrainy i nie zamierza odpuszczać

Szef polskiego rządu przypomina, że Warszawa nadal chce współpracować z Kijowem, jednak domaga się ewidentnego ruchu, który udowodni, że Ukraina dostrzega i rozumie polski punkt widzenia. Premier zaznaczył, że bez takiego kroku wygaszenie napięć i powrót do pełnych, opartych na zaufaniu relacji będzie niezwykle trudne. Chociaż oba państwa są obecnie partnerami strategicznymi, demony przeszłości wciąż wystawiają te relacje na ciężką próbę.

Polityka SE Google News
WARZECHA O AFERZE W SZPITALU POŁUDNIOWYM
Sonda
Czy Ukraina powinna publicznie wycofać się z nazwy „Bohaterowie UPA”?