Lodołamanie na Dolnej Wiśle kluczowe. Jaka jest największa przeszkoda dla akcji?

Lodołamanie na Dolnej Wiśle jest niezbędne do zapobiegania zatorom lodowym i potencjalnemu zagrożeniu powodziowemu, jak podkreśla kriolog dr hab. Bogusław Pawłowski z UMK. Mimo kluczowej roli akcji lodołamania, eksperci wskazują na znaczące wyzwania. Zaskakująca grubość pokrywy lodowej i wyjątkowo niski poziom wody to tylko niektóre z nich, które mogą wpłynąć na przebieg operacji.

Lodołamanie na Dolnej Wiś.jpg

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Duży lodołamacz w kolorze ciemnoszarym i białym, z czerwonymi akcentami i masztami, płynie środkiem zamarzniętej rzeki lub kanału. Kadłub statku rozbija lód, tworząc złote, wzburzone tafle wody z kawałkami lodu, rozciągające się ku pierwszemu planowi. Po obu stronach statku, wzdłuż brzegów, leży gruba warstwa śniegu i lodu, a za nimi widać las. Ciemne chmury częściowo zasłaniają niebo po lewej stronie, natomiast po prawej słońce przebija się przez chmury, tworząc złocistą poświatę.

Pokrywa lodowa na Dolnej Wiśle – niecodzienna sytuacja

Dolna Wisła zmaga się z rozległą pokrywą lodową, rozciągającą się na ponad 200 kilometrów – od ujścia rzeki aż po styku Wisły z Drwęcą na obrzeżach Torunia. Obecna sytuacja hydrologiczna stanowi ewenement. Zamarzniętej Wisły w rejonie Torunia nie obserwowano od 14 lat, ostatni raz woda stanęła w rzece na tym odcinku w 2012 roku. Kriolog dr hab. Bogusław Pawłowski, prof. UMK, przyznaje, że skala zjawiska zaskoczyła nawet jego samego ze względu na początkowe prognozy. To pokazuje dynamikę zmian pogodowych.

Ekspert wyjaśniał, że na początku stycznia nie było jeszcze widać tak dużego natężenia mrozu, aby można było przypuszczać, że pokrywa lodowa dotrze aż do Torunia. Obecnie obserwuje się jednak to zjawisko na całej Dolnej Wiśle. Jeżeli lód zacznie spływać w sposób niekontrolowany, czyli przyjdzie wezbranie roztopowe, bez przeprowadzonej akcji lodołamania, istnieje ryzyko powstania zatorów lodowych. Ich rozmiar będzie zależny od przepływu wody, a mogą stanowić poważne zagrożenie powodziowe. Sytuacja wymaga wzmożonej uwagi służb.

"Minęło 14 lat. W tym roku ta sytuacja trochę zaskoczyła nawet mnie samego. Na początku stycznia nie było jeszcze widać tak dużego natężenia mrozu, aby można było przypuszczenie, że pokrywa lodowa dotrze aż do Torunia. Obserwujemy jednak to zjawisko na całej Dolnej Wiśle od jej ujścia do ujścia Drwęcy do Wisły. Zobaczymy, co będzie dalej. Jeżeli lód zacznie w sposób niekontrolowany spływać, czyli przyjdzie wezbranie roztopowe, a nie będzie akcji lodołamania przeprowadzonej, to niewielkie, średnie albo i większe zatory - w zależności od przepływu wody - mogą się tworzyć" - wyjaśnił ekspert.

Niski poziom wody – kluczowe wyzwanie dla lodołamaczy?

Akcja lodołamania ruszyła w czwartek od północy, jednak jej postępy są wolne z powodu wyjątkowo niskiego poziomu wody w rzece. Do pokonania jest znaczny odcinek, bo aż 200 kilometrów lodu na Dolnej Wiśle, co stanowi poważne wyzwanie operacyjne. Na zbiorniku włocławskim grubość lodu przekracza 35 cm. Przeprowadzone pomiary potwierdzają jego zasięg aż za Modlin, na długości ponad 120 kilometrów. To świadczy o rozległości i intensywności problemu.

Zanim rozpocznie się lodołamanie na zbiorniku włocławskim, kluczowe jest udrożnienie Wisły poniżej zapory, aby umożliwić swobodny i bezpieczny spływ lodu w kierunku Bałtyku. Dr hab. Pawłowski podkreśla, że utrudnieniem dla akcji lodołamania są głębokości w nurcie rzeki, szczególnie problematyczne powyżej Grudziądza. Mimo że w Toruniu poziom wody wynosi około 360 cm, jest to efekt tzw. podbitek śryżowych. Rzeczywisty stan wody jest zaledwie o około 60 cm wyższy od absolutnych minimów notowanych w ostatnich latach, co oznacza, że wody jest bardzo mało. Taka płytkość rzeki może znacząco utrudniać manewrowanie lodołamaczy.

"Utrudnieniem dla akcji lodołamania są głębokości w nurcie rzeki. W Toruniu obecnie woda jest na poziomie ok. 360 centymetrów. To nie jest już niska woda, ale to wynika z faktu, że pod lodem są tzw. podbitki śryżowe i to powoduje, że poziom rzeki w tym miejscu się podniósł, a w rzeczywistości stan wody jest tylko o ok. 60 cm wyższy od absolutnych minimów notowanych w ostatnich latach. Wody jest mało i ta głębokość może przeszkadzać w prowadzeniu akcji, szczególnie na odcinku powyżej Grudziądza. Jeśli lodołamacze do Grudziądza, wcześniej do Kwidzyna czy Korzeniewa dopłyną, to tutaj wyżej będzie problem, bo po prostu jest płytko" — stwierdził naukowiec.

Choć odwilż mogłaby pozornie wspomóc lodołamanie, niesie ona ze sobą także inne, poważne zagrożenia, takie jak niekontrolowany spływ dużej ilości wody i lodu. Kluczowym celem akcji jest utworzenie odpowiednio szerokiej rynny. Ma ona umożliwić lodu z górnych odcinków rzeki tranzytowy spływ bez tworzenia zatorów. Ekspert otrzymał już zapytania z Wód Polskich z prośbą o konsultację w zakresie możliwości tworzenia się zatorów na Wiśle. Obecnie trwają intensywne prace nad oszacowaniem tempa przybierania wody na południu i wschodzie Polski, zależnego od szybkości topnienia śniegu i dopływu wody z dorzeczy.

Dr hab. Pawłowski kategorycznie przestrzega każdego przed wchodzeniem na lód na rzece. Podkreśla, że zespół, w którym działa od 30 lat, wykonał około 100 przekrojów przez zamarzniętą rzekę i potwierdza, że jest to bardzo zdradliwa forma lodu, co oznacza realne ryzyko tragedii. Zatory, szczególnie na odcinku nieuregulowanym powyżej Płocka, na pewno wystąpią z uwagi na kręty nurt rzeki oraz obecność licznych wysp i łach piaszczystych. Mimo to, przy niewielkim przepływie nie muszą one być od razu groźne i powodować wzrostu stanu wody do poziomu alarmowego. Sytuacja wymaga stałej obserwacji.

Na razie nic nie wskazuje, aby sytuacja miała być tragiczna, jednak dr hab. Pawłowski na spotkaniu w Płocku tydzień temu zwrócił uwagę na płytkość zbiornika w okolicach tego miasta. Jest to konsekwencja braku prac bagrowniczych i pogłębiarskich w ostatnich latach. Pozostaje pytanie, czy napływający lód będzie w stanie sprawnie przejść przez ten płytki odcinek, zanim dotrze do rejonów, gdzie rzeka jest szersza i głębsza. W związku z tym, w rejonie Płocka przejściu wezbrania roztopowego – być może za około dwa tygodnie lub później – towarzyszyć powinna bardzo wzmożona czujność. To newralgiczny fragment Wisły, gdzie w przeszłości działy się różne trudne wydarzenia.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.