Spis treści
- Historia inwestycji, w ramach której pod szyldem budowy „poidełek dla koni” postawiono kompleks pod wynajem, ma swój finał w sądzie.
- Zapadł wyrok nakazujący rozebranie pięciu obiektów wzniesionych niezgodnie z prawem oraz przywrócenie działki do stanu pierwotnego.
- To orzeczenie to ważny znak dla branży deweloperskiej i rynku nieruchomości w okolicach Tatr, mogący powstrzymać kolejne samowole.
Kontrowersyjna sprawa budowy na Bachledzkim Wierchu od dawna elektryzowała opinię publiczną. Na obszarze, gdzie stanowczo zakazano wznoszenia jakichkolwiek budynków, pojawiło się pięć drewnianych domków na wynajem. Twórca tego przedsięwzięcia wcześniej upierał się, że to tylko poidełka dla koni. Dziś mamy już ostateczną decyzję sądu, która może diametralnie zmienić sposób walki z nielegalną zabudową w Zakopanem.
Polecany artykuł:
Domki muszą zniknąć. Sąd w Nowym Sączu nie miał wątpliwości
Nowosądecki Sąd Okręgowy postanowił nie zmieniać werdyktu, który wcześniej wydał Sąd Rejonowy w Zakopanem. Oznacza to, że inwestor musi ponieść odpowiedzialność za zignorowanie regulacji Parku Kulturowego i doprowadzić teren do stanu sprzed ingerencji.
Jak przekazał przedstawiciel prasowy Sądu Okręgowego, zapadłe postanowienie jest prawomocne, a lokalny sąd rozpoczął już odpowiednie procedury, by doprowadzić do jego wyegzekwowania.
Od "poidełek" do domków pod wynajem
Początki tej historii sięgają kilku lat wstecz. Najpierw na terenie stanęła wiata, w której zmagazynowano budulec, i choć wydano decyzję o jej usunięciu, nigdy do tego nie doszło. Następnie zgromadzone drewno posłużyło do konstrukcji pięciu domków turystycznych.
Właściciel utrzymywał początkowo, że zajmuje się budową zbiornika dla koni, a dojazd do posesji ma ułatwić organizację zimowych przejażdżek saniami. Nikt jednak w to nie uwierzył — ani obrońcy zabytków, ani sędziowie. To za sprawą interwencji członków Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Podhale odpowiednie służby dowiedziały się o potencjalnej samowoli.
To może być sygnał dla całego rynku nieruchomości w Zakopanem
Chociaż problem dotyczy tylko jednego konkretnego miejsca, jego konsekwencje mogą odczuć wszyscy. Według Piotra Zająca z Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Podhale takie orzeczenie może stanowić ostrzeżenie dla innych, by nie budowali bez stosownych dokumentów.
Działacz podkreśla, że jeśli domki faktycznie zostaną zburzone, to kolejni przedsiębiorcy dwa razy zastanowią się przed ominięciem procedur. W rzeczywistości oznacza to, że ryzyko zmarnowania kapitału stanie się namacalne dla każdego, kto zechce inwestować niezgodnie z prawem pod Giewontem.
Pierwszy przypadek rozbiórki domków w Zakopanem od dziesięcioleci?
Pracownicy urzędu miasta już wcześniej wskazywali, że sprawa z Bachledzkiego Wierchu jest bezprecedensowa. Jak twierdzi Małgorzata Staszel z zakopiańskiego magistratu, skuteczne przeprowadzenie rozbiórki byłoby pierwszym takim wydarzeniem w mieście od lat sześćdziesiątych.
Dzięki temu sądowy werdykt może posłużyć za przykład nie tylko w samym Zakopanem, ale i w wielu innych kurortach, w których nieustannie pojawiają się nowe samowole budowlane na cennych krajobrazowo obszarach.
