- Dino Polska modyfikuje swoje podejście do marketingu.
- Sieć sklepów zaczyna współpracować z Kanałem Zero i Krzysztofem Stanowskim.
- Firma chce zdobyć serca klientów w dużych miastach, szczególnie tych z młodszego pokolenia.
- Marka zrywa z łatką biznesu skoncentrowanego na małych miejscowościach i rzuca rękawicę rynkowym gigantom.
Przez blisko dwadzieścia lat marka Dino Polska, należąca do miliardera Tomasza Biernackiego, systematycznie budowała swoją pozycję na rynku, nie robiąc przy tym zbędnego hałasu. Kiedy najwięksi rynkowi gracze tacy jak Lidl czy Biedronka prześcigali się w krzykliwych spotach reklamowych, Dino konsekwentnie trzymało się z dala od blasku fleszy. Wolne środki przeznaczano na wykup gruntów i rozwój sieci, z naciskiem na mniejsze ośrodki miejskie oraz tereny wiejskie.
Jednak ten rozdział w historii firmy to już przeszłość. Wprowadzana właśnie nowa koncepcja marketingowa Dino to prawdziwy przełom, a jej znakiem rozpoznawczym jest sojusz z Krzysztofem Stanowskim i jego medialnym projektem, czyli Kanałem Zero. Ten drastyczny zwrot akcji możemy zaobserwować w najnowszym materiale wideo, w którym znany dziennikarz prezentuje sklep z szyldem Dino jako doskonałe miejsce na uzupełnienie zapasów podczas podróży.
Z nagrania dowiadujemy się, że do sklepów każdego dnia trafia asortyment odznaczający się najwyższą jakością i świeżością.
-
Świeże produkty trafiają codziennie rano z własnych centrów dystrybucyjnych, dlatego Dino to idealne miejsce na zakupy przed grillem, plażą czy weekendem w domku. Wpadajcie!
– to słowa, którymi reklamowany jest wspomniany klip. Takie podejście to jasny sygnał, że sieć odcina się od łatki lokalnego marketu ukrytego gdzieś na peryferiach. Zmiana wektora w działaniach wizerunkowych dowodzi, że korporacja nie obawia się wejścia na nieznane dotąd terytorium i z determinacją zamierza powalczyć o względy zupełnie innych grup społecznych.
Dlaczego sieć sklepów Dino zmienia strategię po latach działalności?
Co skłoniło potężnego rynkowego gracza do porzucenia sprawdzonej, spokojnej strategii? Powód jest prozaiczny: dotychczasowa metoda rozbudowy, chociaż przynosiła wymierne korzyści, po prostu wyczerpała swój potencjał. Firma otworzyła na prowincji tak wiele punktów, że na tamtym obszarze zwyczajnie zaczęło brakować miejsca na kolejne markety. Aby utrzymać wysoką dynamikę rozwoju, zarząd musiał poszukać zupełnie nowych rynków zbytu.
Naturalnym wyborem stały się większe ośrodki miejskie i aglomeracje. To właśnie chęć zdominowania metropolii stanowi fundament nowej koncepcji biznesowej Dino, która ma zostać zrealizowana do 2026 roku. Do tej pory firma stawiała na tradycyjne papierowe gazetki oraz slogan reklamowy „Dino najbliżej Ciebie”, co doskonale trafiało w gusta mieszkańców mniejszych społeczności. W realiach wielkiego miasta takie metody nie zdają jednak egzaminu.
Specjaliści z agencji badawczych, na przykład z polskiego oddziału Ipsos, wielokrotnie powtarzali, że modelu biznesowego funkcjonującego na prowincji nie można z sukcesem przenieść do dużych aglomeracji. Mieszkaniec dużego miasta ma bowiem inne przyzwyczajenia – potrzebuje szybszej obsługi, wyższej jakości i zupełnie innej komunikacji marketingowej. Dlatego sojusz Dino z Krzysztofem Stanowskim i zespołem Kanału Zero to nieprzypadkowy krok, lecz przemyślana próba dotarcia do młodszego, żyjącego w mieście i biegłego w świecie mediów klienta.