Spis treści
Według założeń rządu: przeciętne zarobki wzrosną do 10 tysięcy
Rząd Donalda Tuska zatwierdził dokument „Założenia makroekonomiczne na lata 2026-2030”, który zakłada stały wzrost pensji w Polsce. W oparciu o ten plan tworzone są plany budżetowe. Zgodnie z tymi przewidywaniami, średnia płaca w gospodarce narodowej ma do 2027 roku wzrosnąć do 9 971 zł brutto. W następnym roku przekroczy granicę 10 tys. zł, by do końca dekady osiągnąć prawie 11 600 zł brutto.
Jak wynika z rządowych analiz, wynagrodzenia będą rosnąć szybciej niż inflacja. Autorzy dokumentu argumentują, że główną przyczyną jest ożywienie gospodarcze oraz mocna pozycja pracowników na rynku pracy.
Te przewidywania opierają się na pozytywnym scenariuszu, który pomija globalne wahania cen surowców. Dla obywateli kluczowa jest jednak kwota na rękę. W 2030 roku średnie wynagrodzenie netto ma wzrosnąć z obecnych około 6,7 tys. zł do 8,2 tys. zł.
Polecany artykuł:
Ryzyko drugiego progu: czym grozi podwyżka pensji?
Wzrost wynagrodzeń w połączeniu ze stałymi stawkami podatkowymi to poważny kłopot. Drugi próg podatkowy od lat pozostaje na poziomie 120 tys. zł dochodu rocznie. Po przekroczeniu tej kwoty, podatek od nadwyżki rośnie z 12 do 32 proc.
Zarabiając niemal 10 tys. zł brutto miesięcznie w 2027 roku, nietrudno będzie przekroczyć tę barierę. Dodatkowa premia lub „trzynastka” sprawią, że dochód roczny przekroczy 120 tys. zł. Brak waloryzacji progów podatkowych sprawia, że coraz więcej osób wchodzi w wyższy próg, nie stając się bogatszymi, a jedynie z powodu wzrostu nominalnych wynagrodzeń. Szacuje się, że już rok temu w wyższym progu znalazło się około 2,5 mln pracowników.
„Progi podatkowe od lat są niedostosowane do inflacji i wzrostu płac, coraz więcej Polaków trafia do wyższego progu nie dlatego, że stali się zamożniejsi w sensie realnym, lecz dlatego, że nominalne zarobki po prostu rosną. Projekt to krok ku uczciwej indeksacji systemu, nie zaś przywilej dla bogatych”
Polecany artykuł:
– podkreślił ekspert podatkowy inFaktu Piotr Juszczyk na łamach „Faktu”.
Resort finansów nie planuje podwyżki progów podatkowych
Propozycja zwiększenia drugiego progu pojawiła się w koalicji rządzącej. Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz postulowała jego podniesienie do 140 tys. zł, ale Ministerstwo Finansów odrzuciło ten pomysł.
Minister finansów Andrzej Domański podkreślił, że takie zmiany nie są przewidziane, a rządowe prognozy do 2030 roku tego nie obejmują. Powodem jest trudna sytuacja budżetowa, o czym Domański wspominał w wywiadzie dla Radia ZET, wyceniając koszt reformy na 11 mld zł.
„Mamy duże potrzeby budżetowe, mamy wciąż niestety wysoki deficyt. To jest koszt rzędu 11 mld zł. To nie są małe pieniądze. Potrzebujemy prowadzić politykę budżetową, która pozwoli nam realizować kluczowe programy społeczne”
– tłumaczył minister Domański.