Spis treści
Konflikt pomiędzy Rafałem Brzoską a firmą Meta nabiera rumieńców za sprawą rządu. Wicepremier Krzysztof Gawkowski otwarcie zapowiedział, że państwo zamierza pociągnąć korporację do odpowiedzialności. Ma to bezpośredni związek ze zmasowanym wysypem zmyślonych reklam i oszustw finansowych, do których użyto zdjęć szefa InPostu.
Spór z Metą na szczeblu rządowym. Jakie kroki planuje minister cyfryzacji?
Problem sfabrykowanych reklam z udziałem znanych osób przestał być wyłącznie kłopotem poszczególnych pokrzywdzonych. Po mocnym wystąpieniu szefa InPostu, Rafała Brzoski, w sprawę zaangażował się rząd. Krzysztof Gawkowski, pełniący funkcje wicepremiera i ministra cyfryzacji, nie przebierał w słowach, krytykując sposób działania firmy Meta, do której należą Facebook oraz Instagram. Co ciekawe, w Radzie ds. Cyfryzacji działającej przy resorcie zasiada Jakub Turowski, będący przedstawicielem tego właśnie koncernu. Ten fakt sprawia, że pojawiają się wątpliwości co do tego, czy ministerstwo będzie w stanie podjąć radykalne i stanowcze działania. Mimo tych okoliczności, wicepremier wypowiadał się bardzo stanowczo.
Szef resortu cyfryzacji zaznaczył, że problem wykracza poza konflikt konkretnego przedsiębiorcy z korporacją i dotyczy bezpieczeństwa w sieci milionów obywateli. Wskazał również, że Meta posiada odpowiednie mechanizmy do usuwania szkodliwych treści, jednak z nich nie korzysta. Wicepremier Krzysztof Gawkowski stwierdził: „Żądam od Mety realnych działań, a nie kolejnych deklaracji. Polska będzie egzekwować odpowiedzialność wielkich platform za bezpieczeństwo swoich użytkowników”. Dodatkowo wspomniał, że trwają prace nad nową ustawą wprowadzającą Akt o usługach cyfrowych, dzięki czemu państwo zyska konkretne środki do walki z technologicznymi gigantami.
Kiedy ofiara, której wizerunek służy do okradania ludzi, zaczyna o tym głośno mówić, Meta po prostu ją blokuje. To cenzura w najczarniejszym wydaniu – napisał na platformie X Krzysztof Gawkowski.
Jak rozpoczął się konflikt szefa InPostu z gigantem technologicznym?
Początkiem burzy był mocny wpis Rafała Brzoski w mediach społecznościowych. Zaprezentował w nim sfałszowaną, wygenerowaną przez sztuczną inteligencję reklamę, na której rzekomo miał on założone kajdanki. To tylko jeden z przykładów oszukańczych kampanii mających skłonić użytkowników do wejścia w fikcyjne inwestycje. Prezes InPostu nie krył swojego oburzenia, tym bardziej że, jak zaznaczył, podobne materiały przesyłają mu jego własne, niepełnoletnie dzieci.
Rafał Brzoska opublikował ostre słowa skierowane personalnie do członków polskiego kierownictwa firmy. „Na waszym miejscu szukałbym innej pracy, bo pokazuje to, że jesteście polskimi marionetkami w światowym koncernie, który 16 proc. zysków czerpie z fake newsów i fake reklam” - pisał. Napięcie między biznesmenem a Metą osiągnęło apogeum, gdy platformy społecznościowe zalała fala oszukańczych reklam zachęcających do fikcyjnych inwestycji z użyciem twarzy szefa InPostu. Co gorsza, krótko po tym wpisie Instagram zablokował konto Brzoski. Przedsiębiorca skwitował to stwierdzeniem, że koncern zachowuje się jak „państwo w państwie”.
Batalia prawna. Na jakim etapie jest sprawa Rafała Brzoski?
Walka między przedsiębiorcą a technologicznym gigantem ma już swój ciąg dalszy w sądzie. To nie tylko publiczna przepychanka w internecie. Rafał Brzoska, wspólnie ze swoją partnerką, Omeną Mensah, zdecydowali się na złożenie pozwu już w 2024 roku. Żądali w nim natychmiastowego zaprzestania publikacji materiałów wykorzystujących ich twarze w oszukańczych celach. Proces przeszedł przez dwa szczeble wymiaru sprawiedliwości.
Meta usiłowała udowodnić przed sądem, że jako platforma hostingowa nie ponosi odpowiedzialności za to, co zamieszczają jej użytkownicy. Koncern powoływał się na regulacje, które miałyby zapewniać mu pozycję "bezpiecznej przystani". Sąd jednak odrzucił tego typu obronę. W kwietniu 2026 roku zapadła kluczowa decyzja – Sąd Apelacyjny w Warszawie przyznał rację Rafałowi Brzosce, orzekając, że Meta musi brać odpowiedzialność za wprowadzające w błąd reklamy i odrzucił argumentację o braku wpływu na zamieszczane materiały. Mimo że wyrok ten miał jedynie formę zabezpieczenia, stał się jasnym dowodem na to, że duże platformy nie mogą stale unikać odpowiedzialności za treści, które pojawiają się na ich serwerach.