Spis treści
- TSUE zgadza się na stosowanie tzw. teorii salda przez polskie sądy.
- Sąd będzie mógł potrącić wzajemne roszczenia i zasądzić tylko nadwyżkę.
- Kredytobiorca musi wyrazić na to zgodę, zachowując prawo do odsetek.
- Sytuacja konsumenta nie może ulec pogorszeniu.
- Nowy wyrok ma na celu uproszczenie rozliczeń i zwiększenie przewidywalności.
Co dokładnie orzekł TSUE ws. frankowiczów?
Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu rozpatrywał pytania zadane przez Sąd Okręgowy w Warszawie dotyczące rozliczania unieważnionych umów kredytowych. Sędziowie stwierdzili, że unijne przepisy nie narzucają jednej metody. Nie ma jednoznacznej dyrektywy, czy roszczenia banku i konsumenta powinny być rozpatrywane oddzielnie, czy mogą zostać zestawione i skompensowane.
W praktyce oznacza to, że polskie sądy otrzymały pozwolenie od TSUE na korzystanie z tzw. teorii salda, jeśli pozwalają na to przepisy krajowe. Wyrok z 2026 roku daje możliwość rozliczania nieważnych kredytów w ten uproszczony sposób.
Sprawa, którą zajmował się Trybunał, dotyczyła umowy z 2005 r. Kredyt indeksowany do franka został całkowicie spłacony przez klientów dziesięć lat później. Następnie kredytobiorcy zażądali od banku zwrotu środków, powołując się na to, że umowa zawierała niedozwolone zapisy i w związku z tym jest nieważna.
Teoria salda – co to oznacza w praktyce dla kredytobiorców?
Termin "teoria salda" wydaje się skomplikowany, ale w rzeczywistości odnosi się do prostego mechanizmu. Głównym celem tego rozwiązania jest zmniejszenie liczby toczących się postępowań sądowych oraz uproszczenie zawiłych spraw frankowych.
Zastosowanie teorii salda w przypadku unieważnienia umowy polega na porównaniu dwóch wartości:
- Wysokości wypłaconego przez bank kredytu.
- Łącznej sumy, jaką klient spłacił bankowi.
Zasada działania opiera się na porównaniu wpłat i wypłat. Jeżeli suma wpłacona przez kredytobiorcę przekracza kwotę wypłaconego kredytu, sąd zasądzi na jego rzecz zwrot nadwyżki. Sąd nie będzie zasądzał zwrotu całej wpłaconej kwoty, a jedynie różnicę.
Przykładowo, jeśli bank udzielił 300 tys. zł pożyczki, a klient oddał 350 tys. zł, stosując teorię salda, sąd nakazuje bankowi zwrot 50 tys. zł. Takie podejście eliminuje potrzebę przeprowadzania oddzielnych postępowań – z jednej strony o zwrot rat przez klienta, a z drugiej o zwrot kapitału dla banku.
Są jednak warunki. Kiedy sąd może zastosować teorię salda?
Stosowanie teorii salda nie będzie jednak bezwzględnie narzucane we wszystkich sprawach. TSUE sformułował istotne zasady mające na celu zabezpieczenie interesów konsumenta, co jest kluczowym elementem tej decyzji.
Przede wszystkim sąd musi uzyskać zgodę kredytobiorcy. Nie ma mowy o działaniu bez wiedzy klienta. Zanim sąd zadecyduje o unieważnieniu umowy i kompensacie roszczeń, musi wyczerpująco wytłumaczyć frankowiczowi, z czym to się wiąże. Zastosowanie teorii salda jest możliwe tylko wtedy, gdy klient w pełni akceptuje skutki takiego rozwiązania.
Kolejnym, bardzo ważnym aspektem jest to, że zastosowanie teorii salda nie może naruszać interesów klienta. Według TSUE nie można doprowadzić do sytuacji, w której frankowicz znajduje się w gorszym położeniu, albo zostałby zniechęcony do dochodzenia swoich praw. Kredytobiorcy zachowują m.in. prawo do odsetek za opóźnienie w przypadku nadpłacenia kwoty kapitału. Także koszty postępowania muszą być tak ustalone, aby dochodzenie roszczeń nie stało się nieopłacalne.
Dodatkowo Trybunał poruszył kwestię różnic walutowych. Jeśli bank udzielił kredytu w złotówkach, a klient dokonywał spłat w innej walucie, polski sąd będzie musiał samodzielnie rozstrzygnąć, czy przepisy krajowe dopuszczają całościowe rozliczenie oparte na teorii salda. Pokazuje to, że mimo wagi tego orzeczenia, wiele szczegółów będzie nadal zależeć od rozstrzygnięć polskich sądów.
Zwiększenie przewidywalności i uczciwe zasady
Decyzja ta może zakończyć wieloletni chaos w orzecznictwie. Wyrok z 10 września 2026 r. to przełom w sprawach frankowych. Jak twierdzi dr Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich, nowe zasady wprowadzają większą przewidywalność oraz jasne, sprawiedliwe reguły dla obu stron.
Jedną z ważniejszych zmian jest kwestia odsetek. Kredytobiorcy mieli nadzieję na zwrot wszystkich wpłaconych rat wraz z odsetkami od całej sumy od dnia wniesienia pozwu, co tworzyło wizję ogromnych zysków, tzw. "lokaty frankowej". TSUE jednak jednoznacznie wyjaśnił tę kwestię.
Zgodnie z orzeczeniem, po unieważnieniu umowy konsument może oczekiwać odsetek tylko od nadpłaconej sumy. W praktyce, przy wypłaceniu 300 tys. zł i spłaceniu 350 tys. zł, odsetki nalicza się tylko od 50 tys. zł nadwyżki. Oznacza to mniejsze koszty i uproszczenie formalności, ale też przekreśla szanse na zyskanie dużych kwot z odsetek.
To rozstrzygnięcie ogranicza najważniejsze ryzyka związane z rozliczaniem nieważnych umów kredytowych. Szczególnie ważne jest to, że rozliczenie uwzględnia świadczenia obu stron i pozwala na uczciwe, proporcjonalne rozliczenie wzajemnych zobowiązań – mówi dr Tadeusz Białek, Prezes Związku Banków Polskich.
Banki odetchną z ulgą? Nowe zasady to mniejsze ryzyko
Nowe stanowisko Trybunału to także korzystne informacje dla sektora bankowego. Dzięki całościowemu rozliczaniu roszczeń w jednym procesie, znacząco zmniejsza się ryzyko, że roszczenia banku o zwrot kapitału ulegną przedawnieniu. Ogranicza to również tzw. ryzyko odsetkowe, które do tej pory groziło bankom stratami liczonymi w miliardach złotych.
Wyrok dotyczący sprawy C-510/25 Adazik nie jest niespodzianką. Jest on spójny z wcześniejszymi rozstrzygnięciami TSUE, takimi jak wyrok z 19 czerwca 2025 r. (C-396/24 Lubreczlik) czy z 22 stycznia 2026 r. (C-902/24 Herchoski). W każdym z tych orzeczeń Trybunał wskazywał na konieczność upraszczania rozliczeń i zamykania spraw w ramach jednego postępowania. Wygląda na to, że czas zawiłych batalii prawnych dobiega końca.