Spis treści
- Europejski Bank Centralny oraz amerykańska Rezerwa Federalna szykują kolejne podwyżki stóp procentowych.
- Bezpośrednią przyczyną rosnących kosztów życia są skoki cen energii wywołane napięciami na Bliskim Wschodzie.
- Rada Polityki Pieniężnej w Polsce nie zmienia jeszcze parametrów polityki, jednak rynki wyceniają wzrost kosztu pieniądza.
- Zagraniczne decyzje gospodarcze mocno odbiją się na notowaniach złotego oraz kosztach kredytów w naszym kraju.
Europejski Bank Centralny i Fed podnoszą stopy procentowe
Największe instytucje finansowe na świecie rozpoczynają bezpardonową walkę z rosnącymi kosztami życia. Zgodnie z doniesieniami w tym tygodniu Europejski Bank Centralny kierowany przez Christine Lagarde zwiększy koszt pieniądza o 0,25 punktu procentowego. Będzie to pierwszy tego typu krok od 2023 roku, a rynki finansowe nie mają wątpliwości, że za nim pójdą kolejne. Jak informuje portal Business Insider, podobną drogą zamierza pójść amerykańska Rezerwa Federalna, a kierujący nią Kevin Warsh najpewniej zaostrzy kurs polityki pieniężnej już w przyszłym tygodniu.
Gwałtowna zmiana kierunku działań wynika wprost z niepokojów na Bliskim Wschodzie. Blokada strategicznej cieśniny Ormuz doprowadziła do natychmiastowego wystrzału notowań ropy naftowej i błękitnego paliwa. Wzrost wydatków na nośniki energii od razu podbija ceny towarów i usług konsumpcyjnych w sklepach. Główne banki centralne obawiają się, że brak stanowczej reakcji doprowadzi do całkowitej utraty kontroli nad wskaźnikami makroekonomicznymi. Zaostrzenie globalnej polityki pieniężnej w 2026 roku stanowi bezpośrednią odpowiedź na te rosnące obawy o galopadę cen.
Po nadchodzącej decyzji stopa depozytowa w strefie euro ukształtuje się na poziomie 2,50 procent, co jest ruchem wyczekiwanym przez inwestorów. Eksperci zauważają, że chociaż skokowy wzrost cen towarów pochodzi z zewnątrz, EBC musi działać w celu zachowania swojej rynkowej wiarygodności. Ekonomiści są całkowicie przekonani, że zacieśnienie polityki w Europie to już absolutna pewność. Z kolei w Stanach Zjednoczonych analitycy prognozują podniesienie przez Fed stóp do przedziału między 3,75 a 4,00 procent. Tak potężny globalny trend zacieśniania dostępu do pieniądza bardzo szybko dotrze również nad Wisłę.
Słaby złoty i drogie kredyty po decyzjach EBC i Fed
Ruchy najważniejszych banków centralnych na świecie natychmiast przekładają się na wycenę polskiej waluty, co ostatecznie uderza w nasze portfele i domowe budżety. Kiedy oprocentowanie w USA i strefie euro idzie w górę, zagraniczny kapitał często ucieka z Polski w poszukiwaniu bezpieczniejszych i bardziej opłacalnych zysków na obcych rynkach. W efekcie złoty traci na wartości, a my musimy płacić więcej za zagraniczne waluty. Słabsza krajowa waluta oznacza z kolei wyższe rachunki za importowane towary, zaczynając od sprzętu elektronicznego, a kończąc na tankowaniu samochodów na stacjach benzynowych.
Istotne okażą się jednak nie tylko same wskaźniki liczbowe, ale także komunikaty przekazywane podczas oficjalnych wystąpień władz monetarnych. Analitycy PKO BP twierdzą, że twarda postawa Rady Polityki Pieniężnej w połączeniu z zapowiedzią końca podwyżek przez Christine Lagarde mogłaby wyraźnie wzmocnić pozycję naszej waluty. W takiej sytuacji notowania euro miałyby szansę spaść do poziomu 4,29-4,30 złotego, co mocno złagodziłoby wewnętrzną presję inflacyjną nad Wisłą. Obecnie kurs unijnej waluty systematycznie przekracza jednak barierę 4,31 złotego.
Według opinii ekspertów los złotego zależy przede wszystkim od różnicy w wysokości stóp procentowych między polskim rynkiem a krajami strefy euro. Utrzymanie wyższych stóp w naszym kraju automatycznie zwiększa atrakcyjność inwestowania w aktywa oparte na złotówce. Ostateczny wpływ globalnych podwyżek na wycenę polskiego pieniądza pozostaje więc wypadkową działań Rezerwy Federalnej, Europejskiego Banku Centralnego i krajowych decydentów. W tym momencie giełdy nerwowo oczekują na konkretne sygnały z zachodnich instytucji, ponieważ to one podyktują trendy walutowe w nadchodzących tygodniach.
Prezes Adam Glapiński i Rada Polityki Pieniężnej pod ścianą
Podczas gdy największe gospodarki dociskają pedał hamulca, w naszym kraju obraz sytuacji pozostaje o wiele bardziej skomplikowany. Kierowana przez prezesa Adama Glapińskiego Rada Polityki Pieniężnej utrzymała podczas ostatniego posiedzenia główną stopę procentową na niezmienionym pułapie 3,75 procent. Było to już piąte z rzędu spotkanie gremium bez dokonywania żadnych korekt. Rynki finansowe traktują jednak ten wielomiesięczny spokój z dużą rezerwą i wątpią w jego dłuższą trwałość. Instrumenty terminowe dobitnie pokazują wiarę giełdowych graczy w dwa lub nawet trzy ruchy w górę, co docelowo wywindowałoby polskie stopy w rejon 4,25 do 4,50 procent.
Krajowi eksperci próbują mimo wszystko stanowczo tonować te agresywne rynkowe oczekiwania wobec RPP. Zdecydowana większość badaczy zakłada, że decydenci monetarni spróbują przeczekać najgorsze zawirowania gospodarcze. Główny ekonomista BOŚ Łukasz Tarnawa w wypowiedzi dla serwisu PAP Biznes stwierdził, że krajowe władze monetarne mogą przymknąć oko na podwyższoną inflację, ponieważ poprzeczka do zmiany kosztu pieniądza wisi ich zdaniem niezwykle wysoko. Oznacza to w praktyce, że ewentualne zacieśnienie polityki wchodziłoby w grę tylko po trwałym przebiciu dynamiki cen powyżej 4 procent. Jednocześnie zewnętrzna presja sprawia, że całkowite wykluczenie drastycznych podwyżek staje się niemożliwe.
Niemal identyczne stanowisko prezentują obecnie analitycy Banku Pekao, którzy otwarcie przyznają słuszność rynkowym zakładom na wzrost stóp procentowych w Polsce. Powołują się oni na nagromadzenie negatywnych czynników zwiastujących problemy, wśród których wymieniają drożejącą ropę naftową, zaskakująco odporną gospodarkę oraz rosnące wskaźniki cenowe. Chociaż sama decyzja o podniesieniu oprocentowania w 2026 roku przez RPP wciąż wydaje im się mało prawdopodobna, to ostateczny werdykt uzależniają od napływających twardych danych makroekonomicznych. W nadchodzących miesiącach przekonamy się dobitnie, czy prezes Adam Glapiński ugnie się pod ciężarem powszechnej drożyzny i pogorszy los tysięcy polskich kredytobiorców.