Nowy PIT od 2027 roku? Szykuje się ważna zmiana dla portfeli Polaków

2026-08-14 15:55

Rząd planuje poważną reformę podatkową. Zamiast gwałtownego skoku z 12 na 32 proc. PIT, rozważa się wprowadzenie pośredniej stawki 24 proc. Dla osób zarabiających kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie może to oznaczać dodatkowe 200 zł w portfelu. W grze jest też drastyczne cięcie ryczałtu dla przedsiębiorców.

Premier Donald Tusk. Obok na drugim zdjęciu minister finansów Andrzej Domański. O reformie PIT przeczytasz w serwisie Eska.
Autor: Marcin Wziontek / Super Express; Jaskółka Paweł / Super Express Donald Tusk w błękitnej koszuli i marynarce, oraz Andrzej Domański w garniturze i krawacie. Zdjęcie ilustruje temat systemu kaucyjnego i kwestii opodatkowania zwrotu butelek, o czym można przeczytać na Super Biznes.

Trzecia stawka PIT na horyzoncie

Obecnie ważą się losy budżetu na 2027 rok, a kuluarowe dyskusje w rządzie skupiają się na reformie systemu podatkowego. Na stole leży propozycja powołania do życia nowej, trzeciej stawki PIT na poziomie 24 proc.

Teraz mechanizm jest klarowny, choć bywa dotkliwy dla portfela. Osoby osiągające dochód do 120 tys. zł rocznie płacą 12-proc. podatek. Jeśli ktoś przekroczy ten limit, musi odprowadzić aż 32 proc. od nadwyżki.

Projektowana stawka miałaby działać jak amortyzator. Podatnik nie musiałby nagle wskakiwać na poziom 32 proc., lecz na łagodniejsze 24 proc.

Nawet 200 zł miesięcznie więcej

Pojawia się zasadnicza kwestia: kogo ucieszy ta nowelizacja?

Z wyliczeń Piotra Juszczyka, pełniącego funkcję głównego doradcy podatkowego w inFakcie, wynika, że stawka 24 proc. zostawiłaby w kieszeniach obywateli do 2400 zł rocznie. W przeliczeniu to zastrzyk 200 zł każdego miesiąca.

Najmocniej odczuliby to zatrudnieni, których miesięczne wynagrodzenie przekracza około 14,8 tys. zł brutto. Zyski zaczęłyby jednak być widoczne już przy zarobkach rzędu 12 tys. zł brutto.

Taki krok wiązałby się z mniejszym obciążeniem państwowej kasy niż zwykłe podniesienie drugiego progu.

Zgodnie z kalkulacjami, przesunięcie limitu ze 120 tys. zł na 140 tys. zł uszczupliłoby budżet o blisko 9 mld zł rocznie. Implementacja stawki 24 proc. zamknęłaby się w kosztach rzędu 3-4 mld zł.

Quiz: miejsca z "Rancza". Rozpoznasz je po zdjęciach? Sprawdź się!
Pytanie 1 z 11
Na zdjęciu znajduje się
Tak zmieniły się Wilkowyje. Jeruzal po ponad 20 lat olśniewa fanów

Rząd nie chce dać za dużo

Na ten moment wciąż nie sprecyzowano, od jakiej kwoty zaczęłaby obowiązywać wspomniana, umiarkowana stawka. Rozpatrywane są różne opcje – dyskutuje się o pułapie 130, 140, a nawet 150 tys. zł.

Zależność jest prosta: wyższy limit gwarantuje więcej pieniędzy w portfelach podatników, ale równocześnie bardziej drenuje finanse państwa.

Analitycy zaznaczają, że konieczne będzie wypracowanie kompromisu. W obliczu obecnych napięć w finansach publicznych, resort kierowany przez Andrzeja Domańskiego raczej nie zgodzi się na radykalne podwyższenie progów.

Powrót do trzech stawek PIT

Co ciekawe, ewentualne wdrożenie tej innowacji przypominałoby system trzech poziomów opodatkowania, jaki funkcjonował nad Wisłą przed rokiem 2008.

– To pewnego rodzaju paradoks, że wracamy do systemu, który mieliśmy przed 2008 rokiem – zauważa w swojej ocenie Łukasz Kozłowski, pełniący rolę głównego ekonomisty Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Według niego dzisiejsze komplikacje to w znacznej mierze

pokłosie reform znanych jako Polski Ład. Ścięcie bazowego podatku do 12 proc. wywołało gigantyczną przepaść między pierwszą a drugą stawką.

W praktyce oznacza to dla podatników szok, gdy ich roczne wpływy przebiją 120 tys. zł. W ułamku sekundy ich ciężar podatkowy drastycznie skacze o 20 punktów procentowych.

Ryczałt może dostać po kieszeni

Na tapet trafiła także inna kluczowa kwestia – drastyczne przykręcenie śruby firmom rozliczającym się ryczałtem.

Dziś z tego przywileju można korzystać, jeśli roczne przychody nie przekraczają granicy 2 mln euro. Ten limit podbito z 250 tys. zł w 2021 roku.

Z najnowszych przecieków wynika, że politycy chcą cofnąć się do dawnych widełek na poziomie 250 tys. zł.

Taka operacja wstrząsnęłaby osobami prowadzącymi działalność, które w ostatnich latach masowo przechodziły na to rozwiązanie.

Z perspektywy Łukasza Kozłowskiego taki manewr pomógłby uporządkować systemowe realia. Ryczałt oznacza, że płaci się daninę od wpływów, a nie wypracowanych zysków. W związku z tym realne koszty prowadzenia biznesu spadają dla przedsiębiorców na dalszy plan.

Podatkowa rewolucja coraz bliżej?

Póki co nie zapadły żadne wiążące postanowienia. Zegar jednak tyka, bo gabinet Donalda Tuska musi uchwalić projekt przyszłorocznego budżetu między sierpniem a wrześniem. Wtedy okaże się, czy ulga w postaci 24 proc. podatku faktycznie ucieszy obywateli.

Niezaprzeczalne jest jedno: jeśli nowelizacja dojdzie do skutku, najbardziej skorzystają na niej ludzie, którzy teraz przekraczają barierę 120 tys. zł rocznie. Dla nich to gwarancja dodatkowych 200 zł w domowym budżecie w każdym miesiącu.

WARZECHA: NASZE PODATKI PÓJDĄ DO JASIA KAPELI I INNYCH "ARTYSTÓW!"

Rolki